statystyki

Dyskryminacja dzieci z wirusem HIV to codzienność

autor: Joanna Pasztelańska09.09.2016, 07:11; Aktualizacja: 09.09.2016, 08:25
Przemoc domowa

Idealną sytuacją byłoby, gdyby dzieci żyjące z HIV nie wzbudzały niezdrowej sensacji, a traktowane były jak inne z chorobą przewlekłąźródło: ShutterStock

Odsyłane z sanatoriów, przedszkoli, przychodni i placów zabaw. Traktowane jak trędowate, wytykane palcami. Nie mają żalu. Nie czują złości. Starają się zrozumieć, dlaczego oprócz tego, że będą przyjmować leki do końca życia, muszą żyć w cieniu i wstydzie. Dzieci z wirusem HIV.

Reklama


Dla wszystkich tych, którzy widzą ją pierwszy raz w życiu, Marysia (imię zmienione) jest radosną, pełną energii nastolatką. Z typowymi dla swojego wieku problemami. Tylko kilka osób wie, jak dużo kosztuje ją życie z plusem w karcie zdrowia. Pomimo swoich zaledwie dziesięciu lat odczuła już na własnej skórze, co znaczy dyskryminacja z powodu choroby. Bo to, że któryś z dzieciaków pokaże ją palcem, gdy lekko kuśtyka, jeszcze przełknie. Przyszła na świat z lekkim porażeniem mózgowym i od najmłodszych lat walczy o każdy krok i samodzielność. Ale składu krwi przecież na zewnątrz nie widać.

26 listopada 2015 r. Zimno, kolejna godzina w podróży z Warszawy do Ciechocinka. Marysia układa na siedzeniu obok szalik i czapkę, poprawia włosy, nieustannie sprawdza telefon. Nie może się doczekać dojazdu na miejsce. Czekała na ten dzień ponad pół roku. I chociaż prawie miesiąc będzie z daleka od domu, wie, że zajęcia na miejscu wyjdą jej na zdrowie. Tak mówili lekarze prowadzący po dwóch operacjach ortopedycznych, które musiała przejść w ostatnim czasie.

Dziecięcy Szpital Uzdrowiskowy nr III im. dra Markiewicza w Ciechocinku to bardzo stary ośrodek. Pamięta czasy przedwojenne. Dumnie ogłasza na swojej stronie, że „wszystkie dzieci jego są 365 dni w roku”. Przystosowany dla dzieci niepełnosprawnych, oferuje m.in. liczne zabiegi dla małych pacjentów z różnym stopniem porażenia mózgowego, wrodzonymi wadami rozwojowymi, po urazach, z infekcjami górnych dróg oddechowych, chorobami układu nerwowego czy reumatoidalnymi. Może pomieścić jednorazowo 168 dzieci, które do dyspozycji poza bazą zabiegową mają też szkołę. W ubiegłym roku zakończył się remont placówki, który pochłonął 8 mln zł z regionalnego programu operacyjnego.

Z usług szpitala można skorzystać prywatnie lub na podstawie grubego pliku dokumentów. Niezbędne jest skierowanie na leczenie czy rehabilitację uzdrowiskową lub zaświadczenie o braku przeciwwskazań do korzystania z danego rodzaju świadczeń. Skierowanie wymaga dodatkowo potwierdzenia przez oddział wojewódzki NFZ. Żeby zgromadzić to wszystko, trzeba mieć wiele samozaparcia i dużo zdrowia. Mamie Marysi się udało. Miała wszystko. Łącznie z badaniami oraz kartą informacyjną z telefonami do lekarzy prowadzących córki. Można było do nich dzwonić całodobowo w razie jakichkolwiek wątpliwości. Wystarczyło odrobinę dobrej woli. Zamiast tego Marysia usłyszała, że musi się spakować. – Nie musiałam nic mówić, ale chciałam, żeby wszystko było jak trzeba. Żeby córka nie musiała kryć się z lekami, żeby w razie czego zapewnić jej odpowiednią opiekę. I w chwili, kiedy wypowiedziałam słowo „HIV” do pielęgniarek, już czułam, że będą problemy. Wezwano mnie do gabinetu lekarskiego. Po godzinie czekania pod gabinetem usłyszałam w końcu, że w szpitalu po raz pierwszy mają do czynienia z dzieckiem zakażonym wirusem. I że stanowi to zagrożenie dla innych dzieci. Martwili się, jak zareagują inne matki na wieść, że ich zdrowe dzieci są zagrożone obecnością osoby z HIV – wspomina. – Marysia płakała, pakując ledwo co rozpakowane rzeczy w pokoju na górze, ja płakałam ze złości i bezsilności, ale nie dano nam żadnego wyboru. Późnym wieczorem musiałyśmy wrócić do domu.

Przypadek Marysi

Zdaniem Małgorzaty Kruk, psychologa, prezesa Fundacji Studio Psychologii Zdrowia, pełnomocnika mamy Marysi, odmowa świadczenia medycznego przez dziecięcy szpital w Ciechocinku nie powinna była się zdarzyć. Bo kto jak nie lekarz powinien mieć wiedzę na temat dróg przenoszenia wirusa HIV? Marysia jest pierwszym dzieckiem, które zostało odesłane z sanatorium z powodu wirusa HIV. A przynajmniej pierwszym, które się do wirusa przyznało. – Naszym zdaniem postępowaniem tym naruszono podstawowe prawa obywatelskie dziecka. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej art. 68 mówi bowiem o prawie każdego obywatela do równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. To samo stanowi ustawa o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta – podkreśla Małgorzata Kruk.

Ordynator szpitala im. Markiewicza w odpowiedzi na odmowę przyjęcia Marysi, udostępnioną nam przez Fundację, podkreśliła, że w pracy codziennej opiera się na wytycznych Ministerstwa Zdrowia, NFZ, wiedzy przeprowadzonej z badań naukowych oraz literaturze z zakresu balneologii i medycyny fizykalnej. Tyle że resort zdrowia, zarówno za starej, jak i nowej kadencji, podkreśla, że zakażenie HIV nie jest przeciwwskazaniem do leczenia uzdrowiskowego. Lekarz kwalifikujący pacjenta do sanatorium na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia z 5 stycznia 2012 r. ocenia m.in. stan zdrowia pacjenta oraz przebieg choroby będącej wskazaniem do leczenia uzdrowiskowego. Przeciwwskazaniem do leczenia uzdrowiskowego czy rehabilitacji jest m.in. choroba zakaźna w fazie ostrej, którą poddawane terapii zakażenie HIV nie jest.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane

Reklama