– W myśl obowiązujących przepisów ten fragment A2 nie powinien być czynny. Jeśli dochodzi tu do wypadków, nawet z winy kierowców, to w tej sytuacji prawnik jest w stanie doprowadzić do wypłaty na ich rzecz przez stronę publiczną odszkodowań – twierdzi Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia SISKOM.

A2 w rejonie Żyrardowa została dopuszczona do ruchu na półtora dnia przed Euro 2012 na podstawie specustawy. Nadzór budowlany wydał pozwolenie na przejezdność. Prawo stanowi, że najpóźniej po upływie dziewięciu miesięcy musi stwierdzić, czy budowa jest zakończona, a jeśli nie, zamknąć drogę do czasu jej zakończenia. Termin minął 6 marca, ale roboty trwają do dziś. Na trasie wciąż stoją znaki ograniczenia prędkości do 100 km/h. Według Urszuli Nelken z GDDKiA planowany termin zakończenia prac na odcinku C to III kw.

Zdaniem adwokata Pawła Borowskiego z kancelarii Chałas i Wspólnicy uczestnicy ruchu poszkodowani na A2 mają 3 lata na wszczęcie ewentualnego postępowania odszkodowawczego. W ramach postępowania przeciwko Skarbowi Państwa musieliby udowodnić związek przyczynowo-skutkowy między zaniechaniem publicznych instytucji a szkodą.

Szef nadzoru budowlanego na Mazowszu Jaromir Grabowski przyznał w rozmowie z DGP, że scenariusz odszkodowawczy jest możliwy, jeśli powodem wypadku będą stwierdzone zaniedbania, czyli np. jeśli po 6 marca dojdzie do zderzenia z dzikim zwierzęciem, które nie miałoby prawa znaleźć się na jezdni, gdyby autostrada była ogrodzona.

Na podobne ryzyko narażają się nadzór i inwestor budowy A1 z Zabrza do Piekar Śląskich. Ten odcinek został oddany do ruchu 1 czerwca ub.r. też na zasadzie przejezdności (czyli do 1 marca wszelkie prace powinny zostać zakończone). Oficjalnie nadzór stwierdził ich finał w lutym, ale wciąż trwają prace ziemne oraz związane z ogrodzeniami i przepustami dla zwierząt.

 Nadzór budowlany sprawdza, czy kluczowy odcinek autostrady A2 Łódź – Warszawa spełnia wymagane warunki ochrony środowiska. Decyzja o tym, czy trasa jest użytkowana legalnie, ma zapaść w przyszłym tygodniu.

– Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad powinna sama zawiadomić o zakończeniu prac przed terminem wymaganym w pozwoleniu na użytkowanie. Inwestor nie zrobił tego, dlatego wszczęliśmy postępowanie kontrolne – mówi Jaromir Grabowski, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego.

Jednak nie jest jasne, dlaczego WINB podjął działania dopiero w maju, dwa miesiące po upływie terminu wynikającego z pozwolenia na użytkowanie drogi. Robert Chwiałkowski z SISKOM zwraca uwagę, że procedura mogła ruszyć jeszcze wcześniej, w pozwoleniu na użytkowanie nadzór budowlany jako termin zakończenia prac wyznaczył datę 15 października ubiegłego roku.

– Nie do przyjęcia jest stan, w którym organ administracji publicznej zwleka z wszczęciem postępowania w sytuacji, w której ustawa obliguje go do tego. Jeśli wymagane roboty nadal nie zostały wykonane, powinien uchylić decyzję o pozwoleniu na użytkowanie – uważa adwokat Jan Góralski z kancelarii Góralski & Goss Legal.

– Nie mogę wykluczyć, że dojdzie do wszczęcia procedury wygaszenia pozwolenia na użytkowanie – odpowiada inspektor Grabowski. – Przed podjęciem decyzji czekamy jednak na wyniki badań wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska, które powinny do nas dotrzeć w przyszłym tygodniu.

Rządowa GDDKiA posługuje się wykładnią, według której do momentu ewentualnego wydania decyzji o zamknięciu obowiązuje dotychczasowe pozwolenie na użytkowanie z czerwca ubiegłego roku. – Wszystko jest zgodne z prawem, ruch na autostradzie A2 odbywa się legalnie na mocy obowiązującego pozwolenia na użytkowanie. Najważniejsze jest to, że autostrada jest wyposażona we wszelkie niezbędne urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego – podkreśla Urszula Nelken, rzeczniczka GDDKiA.

Przeciąganie procedury przez publiczne instytucje jest GDDKiA na rękę, bo pozwala uzupełniać brakujące elementy. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, inwestor przekonuje kontrolerów, że warunki dotyczące ochrony środowiska są już prawie spełnione, a problem wybrakowanych ogrodzeń przy trasie wynika z kradzieży.

Prace na środkowym odcinku A2 między Łodzią a Warszawą wciąż trwają. Przedłuża je wykonawca – czesko-niemiecka firma Bogl a Krysl, która domaga się od GDDKiA dopłaty do kontraktu.

Przepisy o przejezdności, które pozwalały na korzystanie z feralnego odcinka A2, zostały wstawione do specustawy drogowej z 2003 r., żeby ułatwiać oddawanie do ruchu dróg nieskończonych i pozwolić uniknąć blamażu w czasie Euro 2012. Bez tych zapisów obowiązywałby art. 76 prawa ochrony środowiska, który mówi o zakazie wydania pozwolenia na użytkowanie, jeśli nie są w pełni wykonane urządzenia ochrony środowiska: ekrany akustyczne, odwodnienie, ogrodzenie trasy itd.