W Polsce to jeszcze bluźnierstwo, ale rozwinięte kraje rozbierają autostrady

autor: Konrad Majszyk29.04.2017, 13:00; Aktualizacja: 04.05.2017, 11:02
Cheonggyecheon, czyli strumień przekształcony w miejski park w Seulu.

Cheonggyecheon, czyli strumień przekształcony w miejski park w Seulu.źródło: ShutterStock

W Polsce, która poszukuje pieniędzy na skończenie sieci drogowej, zabrzmi to jak bluźnierstwo. Ale w rozwiniętych krajach autostrady bywają rozbierane.

Reklama


Los Angeles. Żar kalifornijskiego słońca miesza się w powietrzu ze spalinami. Na międzystanową autostradę 105 wjeżdżam blisko lotniska, dalej jadę w stronę Lynwood. Skrzyżowanie z Harbor Freeway przypomina betonowego potwora lub statek obcych. Kiedy oglądam je później na Google Maps, podobne jest do splątanej włóczki. Z tą różnicą, że każda z nitek to betonowy ślimak podłączony do trasy głównej.

Miasto Aniołów to stolica piekielnych korków. Ma opinię drugiej, po Nowym Jorku, najbardziej zatkanej amerykańskiej aglomeracji. A czasem wyprzedza nawet Wielkie Jabłko – ostatnio Texas Transportation Institute umieścił LA na pierwszym miejscu niechlubnej listy skonstruowanej według kryterium czasu spędzanego przez mieszkańców w korkach. Za kalifornijskim gigantem znalazły się: Nowy Jork, San Francisco, Waszyngton i Atlanta.

Drogowe zatory są w Kalifornii nieuniknione, bo samochód ma tu prawie każdy. Dodatkowo ten stan to królestwo aut wielkości lotniskowców. Hollywood lubi pokazywać się w mediach w hybrydowych lub elektrycznych autkach, ale to głównie akcje promocyjne. Na ulicach bardziej rzucają się w oczy potężne SUV-y i pickupy. Tłoczą się one na trasach mających nawet po dziewięć pasów w każdą stronę (uwzględniając pasy awaryjne i przeznaczone do carpoolingu, dla pojazdów, w których przemieszcza się więcej niż dwóch pasażerów).

– Korki to jeden z naszych największych problemów. Ale mamy już pomysły, jak z nimi walczyć – mówi mi John Mirisch, burmistrz Beverly Hills. – Naszym celem jest chociażby wprowadzenie w ciągu najbliższej dekady autonomicznych aut do komunikacji publicznej – twierdzi. Mają one jeździć na życzenie na zleconej trasie w sposób wahadłowy. Użytkownicy będą zamawiać usługę za pomocą smartfonów. Ta innowacja nie zastąpi tradycyjnego transportu publicznego, ma go uzupełnić. Zdaniem burmistrza to będzie transport pierwszej i ostatniej mili, np. dowożenia użytkowników z i do projektowanego przedłużenia fioletowej linii metra, która ma odciążyć układ drogowy.

Ten projekt wpisuje się w szersze zjawisko. Jak podał niedawno „USA Today”, prawie 85 proc. Amerykanów byłoby gotowych używać transportu kolejowego, gdyby to pozwoliło im dojechać szybciej do lotniska niż samochód. W Stanach to prawdziwy przełom. Ale zatłoczenie dróg jest tak wielkie, że coraz więcej mieszkańców USA gotowych jest zmienić styl życia. A władze dochodzą do wniosku, że budowa kolejnych tras może być drogą donikąd. Więc pierwsze projekty zakładające ograniczenia uciążliwości transportu drogowego już się dokonały.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS

Reklama

Komentarze (4)

  • vitoanstadt(2017-04-29 13:23) Zgłoś naruszenie 358

    Miedzy tytulem "rozwiniete kraje rozbieraja autostardy "a ciagiem dalszym "bywaja rozbierane"jest przepasc.jakz etypowa manipulacja w polskich mediach.I dodajmy:autonomiczne,bezobslugowe auta tez musza jezdzic po autostyardach.tak wiec one NIE znikna dopoki ktos nie wymysli niezawodnych,latajacych pojazdow I/lub napedu grawitacyjnego

    Odpowiedz
  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-04-29 23:18) Zgłoś naruszenie 186

    Oczywiście, to że Los Angeles do niedawna nie posiadło żadnej komunikacji publicznej należy pominąć, bo to ukazuje całą sprawę w nieco innej perspektywie

    Odpowiedz
  • KG(2017-05-04 19:53) Zgłoś naruszenie 70

    LA i inne miasta w USA posiadało rozwinięty system tramwajów i autobusów, który zlikwidowano w latach 50. pis wpływem lobbingu sektora paliwowo-motoryzacyjnego.

    Odpowiedz
  • oles(2017-05-05 17:35) Zgłoś naruszenie 11

    "prawie 85 proc. Amerykanów byłoby gotowych używać transportu kolejowego, gdyby to pozwoliło im dojechać szybciej do lotniska niż samochód". Chyba w dowolnym kraju ludzie używaliby tramwaju, roweru, autobusu czy pociągu - gdyby jednak autem nie było najszybciej. Prędzej usprawnią transport publiczny w LA niż u nas.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama