źródło: Dziennik Gazeta Prawna

„Wprowadzenie osobistej odpowiedzialności zarządzających instytucjami finansowymi za naruszenie przepisów z zakresu ochrony konsumentów” to jedna z propozycji zmian w prawie, jakie znalazły się w raporcie Najwyższej Izby Kontroli dotyczącym działań organów państwa w sprawie ochrony praw kredytobiorców walutowych. Kontrola objęła lata 2005–2017. Początek tego okresu to boom w sprzedaży hipotek walutowych, głównie we frankach. W ostatnich latach stały się one źródłem poważnych problemów. Głównie w związku z osłabieniem złotego wobec szwajcarskiej waluty.

Izba opowiada się przede wszystkim za „ograniczeniem skutków niewłaściwych praktyk banków i ryzyk nałożonych na konsumentów”.

Chodzi o „ustawowe wyeliminowanie skutków pobierania przez banki od konsumentów korzystających z mieszkaniowych kredytów objętych ryzykiem walutowym nienależnych świadczeń z tytułu stosowania w umowach klauzul abuzywnych (po rozstrzygnięciu przez Sąd Najwyższy rozbieżności dotyczących zakresu i skutków abuzywności występujących w umowach)” oraz „wyeliminowanie lub ograniczenie zagrożeń wynikających z ekspozycji obywateli na ryzyko walutowe, z uwzględnieniem podziału tego ryzyka między banki i kredytobiorców”.

Nie w pełni rzetelnie

W swojej kontroli NIK wzięła pod lupę działalność Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Komisji Nadzoru Finansowego (w tym wypadku badanie ograniczyło się do lat 2008–2017, wcześniej Komisja nie sprawowała nadzoru nad bankami), a także rzeczników konsumentów.

Działania, jakie w latach 2008–2014 podejmował prezes UOKiK, by chronić osoby zaciągające ryzykowne kredyty, NIK ocenia jako „nie w pełni rzetelne”. A to ze względu m.in. na opóźnienia w prowadzonych postępowaniach czy brak systematycznych działań edukacyjnych (często ograniczonych zasięgiem do osób wizytujących stronę internetową UOKiK).

W części postępowań sądowych (związanych z koniecznością realizacji tzw. abstrakcyjnej kontroli wzorców umów pod kątem zawartych w nich klauzul niedozwolonych) prawomocne wyroki zapadły w latach 2012–2013. Czyli cztery–pięć lat od wniesienia pozwów, gdy banki już znacząco ograniczyły udzielanie kredytów objętych ryzykiem walutowym. UOKiK wszczynał też postępowania wyjaśniające (11 w 2007 r.) dotyczące kredytów walutowych, a w latach 2008–2009 przeprowadził w bankach dwie kontrole wzorców umów kredytów hipotecznych, w tym objętych ryzykiem walutowym. Skutek? Zakwestionowane wówczas klauzule zostały prawomocnymi wyrokami uznane za niedozwolone postanowienia umowne.

NIK skrytykował działania KNF, UOKiK-u, miejskich rzeczników

Przy czym dotyczyło to nie tylko skontrolowanych banków, ale wszystkich uczestników obrotu prawnego, co oznaczało generalny zakaz stosowania podobnych zapisów. Potem jednak, w latach 2014–2015, Sąd Najwyższy zmienił interpretację przepisów, zgodnie z którą stosowanie takich wyroków możliwe jest wyłącznie wobec banków, wobec których te wyroki zostały wydane.

Mimo to UOKiK już wcześniej zaniechał działań mających na celu wyegzekwowanie od banków zaprzestania stosowania klauzul niedozwolonych w umowach. – Po 2009 r. prezes UOKiK nie wszczynał ponownych kontroli wzorców umów ani nie sprawdzał, czy dany bank nie zastąpił zapisów niedozwolonych inną, ale normatywnie tożsamą treścią. Mimo sygnałów od Komisji Nadzoru Finansowego z 2014 r., wskazujących na możliwość występowania niedozwolonych zapisów we wzorcach aneksów umów stosowanych przez dwa banki, prezes UOKiK dopiero w 2017 r. przeprowadził weryfikację w tym zakresie – zwraca uwagę NIK.

UOKiK nie zgadza się z wnioskami Izby. – Podejmowaliśmy i podejmujemy wiele działań, które chronią konsumentów na rynku usług finansowych. Regularnie spotykamy się też ze stowarzyszeniami kredytobiorców. Wydajemy istotne poglądy w indywidualnych sprawach toczących się przed sądami. Prowadzimy postępowania i wydajemy decyzje ułatwiające kredytobiorcom dochodzenie roszczeń. Nasze decyzje podlegają kontroli sądowej, dlatego często efekty widoczne są dopiero po długotrwałych procesach z odwołań banków – wskazuje Małgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK.

Powściągliwe reakcje

Zdaniem NIK Nadzór Finansowy dostrzegał ryzyko związane z kredytami walutowymi, ale – powściągliwie na nie reagował. Ustawa o nadzorze finansowym nałożyła na Komisję zadania dot. ochrony konsumentów, ale nie wyposażyła jej już w skuteczne narzędzia do ich realizacji. Wręcz przeciwnie – zgodnie z art. 138 ust. 7 ustawy – Prawo bankowe – środki podejmowane w ramach nadzoru nie mogły naruszać umów zawartych przez banki. Działania KNF miały więc głównie charakter niewiążących wytycznych, stopniowo zaostrzanych, ale nieodnoszących się do umów już zawartych. – W efekcie były niewystarczające, żeby na wczesnym etapie wyeliminować nieprawidłowości, szczególnie w okresie najintensywniejszego udzielania kredytów walutowych w 2008 r. – ocenia NIK.

Przedstawiciele KNF nie chcą komentować ustaleń kontrolerów. – Nie mamy zamiaru odnosić się do nieoficjalnych doniesień związanych z raportem przed jego oficjalną publikacją przez NIK – ucina Jacek Barszczewski z departamentu komunikacji społecznej Komisji.

Zawód: rzecznik

Zawiedli też miejscy i powiatowi rzecznicy konsumentów, których zadaniem było reprezentowanie kredytobiorców w pozwach zbiorowych przeciw bankom. Nie dość, że ta forma dochodzenia roszczeń okazała się nieefektywna (postępowania okazały się bardzo długie), to jeszcze rzecznicy nie zawsze rzetelnie reprezentowali konsumentów. Pomijali np. istotne informacje o ryzyku przedawnienia roszczeń lub o niedozwolonych postanowieniach występujących w umowach. Unikali także występowania na rzecz kredytobiorców z powództwem do sądu.

– W przypadkach, w których wystąpienia rzecznika okazały się nieskuteczne, wynikało to z przyczyn nieleżących po jego stronie – odpowiada Jerzy Gramatyka z magistratu w Krakowie. I podaje przykłady dwóch spraw dotyczących ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, gdzie miejski rzecznik przygotował konsumentom pozwy o zwrot niesłusznie pobranych kwot. – Wyroki sądów pierwszej instancji potwierdziły zasadność roszczeń konsumentów, a przy tym pośrednio prawidłowość działań rzecznika – tłumaczy.

Agnieszka Kłąb ze stołecznego ratusza wskazuje zaś, że „NIK dostrzegła wysoki, bo 55-proc. wskaźnik skuteczności działań rzecznika, mimo że korzysta on przede wszystkim z tzw. miękkich instrumentów prawnych, nieposiadających mocy wiążącej”.

W raporcie dobrze oceniono rzecznika finansowego (RF), który ochronę klientów banków ma w swoich kompetencjach od października 2015 r. Marcin Jaworski z biura prasowego RF zwraca uwagę na wzrost liczby wniosków o tzw. istotny pogląd (ze 138 w 2016 r. do 400 w 2017 r.). – To opinia RF wydawana na etapie postępowania sądowego. Na dziś jest to najbardziej skuteczny sposób wspierania posiadaczy kredytów frankowych. Liczymy, że w ten sposób przyczynimy się do ukształtowania korzystnej dla klientów linii orzeczniczej. Otworzy to drogę do polubownego rozwiązywania tego typu sporów – mówi.

Czy ocena NIK oznacza, że frankowicze mogą wyjść z roszczeniami do instytucji, które ich na czas nie ochroniły? Prawnicy komentują ostrożnie. – Raport NIK to nie orzeczenie sądowe, ale raczej ocena efektywności czyichś działań. Ale być może sądy rozpatrujące indywidualne sprawy frankowiczów wezmą pod uwagę te ustalenia – mówi nam przedstawiciel jednej z renomowanych kancelarii prawnych. 

Ustawowa pomoc zwykle kończy w zamrażarce

Banki masowo udzielały kredytów mieszkaniowych indeksowanych do walut obcych i denominowanych w walutach obcych najbardziej masowo w latach 2005–2010. O ich popularności zdecydowały: znacznie niższe oprocentowanie w porównaniu z kredytami złotowymi, umocnienie naszej waluty i boom na rynku nieruchomości. Jednak deprecjacja złotego, jaka miała miejsce przed 2017 rokiem, doprowadziła część kredytobiorców do sytuacji, w której – mimo wielu lat obsługi zadłużenia – w ujęciu złotówkowym pozostało im do spłaty więcej niż wysokość zaciągniętego zobowiązania.

Z problemem kredytów frankowych drogą ustawową kilkakrotnie próbował uporać się PiS. W kampanii wyborczej Andrzej Duda przekonywał, że frankowe kredyty mieszkaniowe można przewalutować po kursie z dnia ich zaciągnięcia. Projekt przewalutowania po „kursie sprawiedliwym” ostatecznie nie trafił do Sejmu. Uznano, że jego wdrożenie kosztowałoby 30–50 mld zł, a taka kwota mogłaby zachwiać całym sektorem bankowym w Polsce. Kolejny pomysł – z sierpnia 2016 roku – zakładał konieczność zwrócenia przez banki zawyżonych spreadów. Tu koszty miały wynieść już tylko 3–4 mld zł, ale projekt od października 2016 r. nie wyszedł z komisji sejmowej.

W ubiegłym roku prezydent zaproponował nowelizację obowiązującej od 2015 roku ustawy o pomocy dla frankowiczów. Zgodnie z nią, gdy koszty kredytów przekraczałyby 50 proc. dochodów (wcześniej 60 proc.), można byłoby ubiegać się o wsparcie w wysokości 2 tys. zł miesięcznie (wcześniej 1,5 tys. zł). Wydłużono też okres możliwego wsparcia z 18 do 36 miesięcy. I ten projekt utknął w Sejmie. Jak wynika z opinii Biura Analiz Sejmowych, skutki finansowe tej ustawy dla sektora bankowego wyniosłyby ok. 3,2 mld zł rocznie. Biuro zgłosiło postulat, by zmodyfikować projekt tak, by beneficjentami ustawy byli najsłabsi ekonomicznie kredytobiorcy.