statystyki

"Drogówka", "Obława": Ściągałeś te filmy z sieci? Możesz spodziewać się wezwania do prokuratury

autor: Sylwia Czubkowska01.07.2014, 07:18; Aktualizacja: 01.07.2014, 12:02
Prawa autorskie

Prawa autorskieźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dane ponad 100 tys. internautów są już w rękach prokuratury. Chodzi o tych, którzy udostępnili w sieci kilka polskich filmów. Operatorzy telekomunikacyjni mają pełne ręce roboty


reklama


reklama


Jedna z warszawskich kancelarii prawnych występuje przeciw internautom, którzy bezprawnie rozpowszechniają filmy: „Czarny czwartek”, „Obława”, „Last minute”, „Być jak Kazimierz Deyna”, „Drogówka”. Do współpracy z prokuraturą zmuszeni zostali najwięksi dostawcy internetu stacjonarnego.

Zapytaliśmy sześć firm (Multimedia, Vectra, Netia, Orange, Cyfrowy Polsat i UPC), czy dostały wnioski o dane swoich klientów i ile ich było. Trzy z nich potwierdziły i zgodziły się, ale tylko pod rygorem niepodawania ich nazw, zdradzić szczegóły.

Operator nr 1: „Dostaliśmy 3 wezwania do udostępnienia danych abonentów. Pierwsze dotyczyło 1,2 tys. numerów IP, drugie 1,6 tys., a trzecie już 8,5 tys.”.

Drugi operator mówi już o wnioskach dotyczących ok. 30 tys. osób. I zastrzega, że normalnie w ciągu całego roku otrzymywał we wszelkiego rodzaju sprawach pisma dotyczące ok. 5 tys. osób. „Teraz naszych trzech pracowników odpowiedzialnych za obsługę tego typu zapytań już nie wystarcza i musimy budować specjalny system informatyczny” – dodaje.

Ale to jeszcze nic. Operator nr 3 w połowie marca otrzymał 500 decyzji wydanych jednego dnia przez pruszkowską prokuraturę. Każda dotyczyła od 1 do 20 tys. IP. Łącznie chodzi o dane ponad 60 tys. osób.

W tej chwili Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie prowadzi cztery postępowania w sprawie rozpowszechniania bez uprawnienia czterech polskich filmów. A właśnie wpłynął do niej wniosek w sprawie piątego filmu: „Drogówki”. Na razie nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów – internauci są wzywani na przesłuchania jako świadkowie.

Rzecznikowi warszawskiej prokuratury okręgowej zadaliśmy pytanie, ile osób musi się liczyć z zarzutami. – Teoretycznie mogą być to tysiące osób. Zbieramy dane. Od operatorów telekomunikacyjnych też – odpowiedział

Poniedziałkowy poranek na jednym z warszawskich posterunków. Starszy aspirant spisuje zeznania 30-letniego mieszkańca Warszawy, który został wezwany jako świadek w związku z nielegalnym rozpowszechnianiem utworu, a konkretnie filmu „Czarny czwartek”. – Na wezwaniu mam numer pięćset któryś... Czy to oznacza, że jestem też pięćsetktórąś osobą wezwaną w tej sprawie?

– Tak. I nie ostatnią. Mam już ponad 230 nadgodzin z powodu papierkowej roboty przy tych wezwaniach. Ale to i tak nic, bo rekordzista u nas zajmujący się tymi sprawami ma ich już ponad 700 – odpowiada policjant.

Nie jest to odosobniony przykład. Jak wynika z danych zebranych przez DGP, co najmniej 100 tysięcy internautów albo już dostało takie wezwania do złożenia zeznań, albo dostanie je w najbliższym czasie. Po tych wezwaniach czeka ich kolejna niespodzianka: pismo z propozycją przedsądowej ugody z rachunkiem na 550 zł.

Tak wygląda system opracowany przez niemiecką firmę Baseprotect. O tym, że namawia polskich producentów filmowych do udzielenia jej pełnomocnictw w sprawie łamania praw autorskich, piszemy od wielu miesięcy. Najpierw namówiła do tego producenta „Czarnego czwartku. Janek Wiśniewski padł” firmę NordFilm, potem odpowiedzialną za produkcję „Obławy” i „Być jak Kazimierz Deyna” Scorpion Arte, a następnie Ent One odpowiedzialną za „Last minute”. Ostatnio do jej klientów dołączył także Film IT, który wyprodukował „Drogówkę”.

– Sami się do nas zgłosili, zresztą jako jedna z kilku firm, które proponowały, że pomogą nam walczyć z piratami. Baseprotect przekonała nas do swojej oferty tym, że ma już w Polsce spore doświadczenie i wypracowaną konkretną ścieżkę dochodzenia roszczeń – mówi nam Dariusz Pietrykowski z Film IT.

Ta „wypracowana ścieżka” to współpraca z warszawską Kancelarią Anny Łuczak, która w imieniu producentów filmowych składa w pruszkowskiej prokuraturze rejonowej zawiadomienia o popełnianiu przestępstwa z art. 116 prawa autorskiego. Zgodnie z tym przepisem, kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystycznego wykonania, fonogramu, wideogramu lub nagrania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Po takim zawiadomieniu prokuratura rozpoczyna śledztwo w sprawie. Pierwsza taka sprawa w Pruszkowie z wniosku kancelarii Anny Łuczak zaczęła się rok temu. Dziś, jak informuje nas rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, nad tymi sprawami pracuje już czterech prokuratorów – każdy zajmuje się jednym filmem.

– Prokuratura uważa, że ten film nielegalnie ściągnięto nawet 300 tysięcy razy, Baseprotect podawał nam trochę niższą liczbę osób, tyle że odpowiedzialnych za jego nielegalne rozpowszechnianie. Oczywiście nie zakładamy, że każde takie pobranie jest równoznaczne ze sprzedanym biletem kinowym, ale przecież „Drogówka” jest dostępna także w legalnych serwisach VOD i one ewidentnie w wyniku piractwa podobnie jak i my jako producenci ponoszą straty – dodaje Pietrykowski.

Prokuratura na podstawie listy IP internautów, którzy nielegalnie wskazane filmy rozpowszechniali, kieruje wnioski do dostawców internetowych o podanie, do kogo konkretnie dane IP należy. Ci zgodnie z ustawą o świadczeniu usług internetowych takie dane muszą udostępnić. Następnie internauci są wzywani do złożenia zeznań. Kancelaria jako strona w sprawie, mając wgląd do dokumentacji przygotowywanej przez prokuraturę, wysyła do nich propozycje ugody, o ile zapłacą karę: 550 zł. – Raczej nie oceniałbym działań tej kancelarii w ramach copyright trollingu, bo jednak występuje ona w interesie konkretnych producentów, których prawa autorskie zostały naruszone. Aczkolwiek są pewne elementy tego działania, które budzą kontrowersje – mówi radca prawny Piotr Iwanicki specjalizujący się w prawie nowych technologii, prowadzący bloga GeekLaw.pl. – Tym kontrowersyjnym elementem jest wysyłanie do osób, które namierzy prokuratura, wezwań do zawarcia ugody, w których znajduje się zapis o tym, że zapłata jest równoważna z zaspokojeniem „prawnokarnych roszczeń” – dodaje ekspert i tłumaczy, że nawet podpisanie takiej ugody i zapłacenie wnioskowanej kary przed odpowiedzialnością karną nie chroni. Prokuratura przecież raz rozpoczętego postępowania nawet w przypadku ugody nie musi zakończyć, bo cofnięcie wniosku o ściganie uzależnione jest od zgody prokuratora.

Ile osób zdecydowało się zapłacić – nie wiadomo. Kancelaria Anny Łuczak mimo naszych wielokrotnych próśb o kontakt nie odpowiedziała. Prokuratura wie tylko tyle, że dotychczas żadnemu z internautów nie postawiła jeszcze zarzutów. – Wątpliwości może budzić takie instrumentalne traktowanie prawa, a oni je tak traktują: wszczynają masowo postępowania, angażują masę urzędników po to, żeby zarobić – dodaje Iwanicki.

Jeden z operatorów komentuje: – Innowacyjny biznesmodel, nie ma co. Musi być na tym wysoka stopa zwrotu.

Zapłacenie kary nie oznacza cofnięcia zarzutów prokuratorskich

Dostawca internetu jest bezbronny. Musi donieść do prokuratury

ROZMOWA: Helena Rymar  adwokat, specjalizuje się w prawie autorskim i prawie mediów, pracowała w kancelarii prawniczej White and Case w Nowym Jorku i Warszawie. Ekspert Centrum Cyfrowego

Na jakiej podstawie dostawcy internetu udostępniają dane swoich klientów?

Właściwie nie mogą nic innego zrobić. Jeżeli dostaną wezwanie z prokuratury czy z sądu, to są prawnie zobowiązani do udzielania im takich informacji. Ich klienci mogą się złościć i narzekać, ale operatorzy mają po prostu taki obowiązek. Jak wiemy, polskie służby bardzo chętnie z tej możliwości korzystają.

Szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej przed kilkoma dniami opublikowała miniporadnik w sprawie tego, na jakiej podstawie prawnej operatorzy do udostępniania tych danych są zobowiązani i zaapelowała o większą rozwagę przy wnioskowaniu o nie. Okazuje się, że w tym roku do UKE znowu wpłynęło sporo skarg od dostawców na takie właśnie działania służb.

Bo rzeczywiście jest spory problem z masowością wnioskowania o dane retencyjne. Czy to wydawane na potrzeby postępowań związanych z przestępstwami pospolitymi, czy – jak teraz – także w przypadku domniemania łamania praw autorskich. Naprawdę warto by z tym zrobić porządek i jakoś ograniczyć skalę takich spraw. Przecież nie jest specjalną tajemnicą, że prokuratura jest tu instrumentalnie traktowana. Jest potrzebna tylko po to, by dane internautów wydobyć i by kancelaria mogła do nich wysłać pisma z wnioskiem do zapłaty.

Co może zrobić internauta, gdy takie wezwanie od policji czy też propozycję ugody przedsądowej dostanie?

Może oczywiście zawnioskować do GIODO o sprawdzenie, czy nie została złamana ustawa o ochronie danych osobowych. To właściwie jedyna ścieżka, jaką ma. Ważne, by sam więcej danych, szczególnie takich jak adres e-mailowy, tej kancelarii nie udostępniał. Wszystkie mogą się jej niestety przydać, gdyby chciała wytoczyć mu pozew cywilny.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Adam K.(2014-07-03 21:18) Odpowiedz 20

    Autor, który ewidentnie nie odróżnia ściągania od udostępniania powinien wziąć się za inną dziedzinę. Może pisać o wysokości plonów gospodarstw ściany wschodniej...

  • Kapiszon(2014-07-03 00:32) Odpowiedz 10

    Dziwię się że po tylu latach prowadzenia tego postępowania jeszcze prokurator tego postępowania nie umorzył . Nawet jeśli dojdzie do czego to niska szkodliwość czynu jest raczej największym wyrokiem jaki można dostać chociaż i tak an podstawie IP nic nie można udowodnić . Może to nowy pomysł na obudzenie sektora budowlanego . Na tylu kryminalistów tyle więźień jest potrzebnych ...

  • mrówka(2014-07-01 12:17) Odpowiedz 00

    Autor artykułu mimo, że pracuje w gazecie prawnej nie sprawdził fundamentalnych zasad, które dotyczą ściągania plików i ich wykorzystywania do celów prywatnych. Internauci mają rację pisząc, że ściąganie plików jest legalne natomiast nielegalne jest ich udostępnianie, a postacią kwalifikowaną jest udostępnianie i uzyskiwanie z tej czynności korzyści materialnych.

    Poza tym działania kancelarii w mojej ocenie jako prawnika zajmującego się m.in. tematyką usług świadczonych elektronicznie to cały model biznesowy jest faktycznie... biznesowy. Należy bowiem zauważyć, że sposób działania jest nakierowany na uzyskanie zysku, którego osiągnięcie będzie możliwe dzięki zastraszeniu internautów odpowiedzialnością cywilną i karną. Do postępowań sądowych prawdopodobnie dochodzić nie będzie bo zysk przewidziany jest w fazie przedprocesowej i dzięki takiemu narzędziu jak windykacja.

    Złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa może każdy. Operator ma obowiązek organom ścigania udostępnić dane abonentów. Za pewne kancelaria wykorzystuje tutaj instytucję oskarżyciela posiłkowego w celu dostępu do dokumentacji uzyskanej od operatorów.

    Moim zdaniem kancelaria nie może jednak wysnuć powództwa cywilnego na podstawie samego tylko dostępu do danych abonentów. Należy bowiem zauważyć, że powództwo musi być uzasadnione. Samo złożenie zawiadomienia do prokuratury nie świadczy o tym, że znajdą się dowody potwierdzające donos kancelarii.

    Przypomnieć należy, że w przypadku powództwa cywilnego zastosowanie znajdzie art. 6 k.c., który stanowi, że "ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne". Jednym słowem to kancelaria musi udowodnić, że użytkownik portalu o nicku takim i takim jest osobą o nazwisku i imieniu, zamieszkałym w danej miejscowości, który korzystał z portalu takiego i takiego i tam przy pomocy środków elektronicznych udostępniał plik (częściowo, podzieloy lub nie itd), którego udostępniać nie powinien.

    Moim zdaniem długa droga dowodowa..., ale stawiając sprawę psychologicznie to kto nie zapłaci dostając wezwanie do zapłaty od kancelarii prawnej ?

    Ja, na pewno nie.

    Szczerze wątpię w argumentację, która może zostać podniesiona przez kancelarię w ewentualnym pozwie. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że uzyskanie adresu IP nie stanowi żadnej wskazówki, iż przez dane łącze udostępniono plik. Po drugie trudne do przeprowadzenia będzie postępowanie dowodowe graniczące z pewnością, iż odpowiedzialność za rozpowszechnienie pliku ponosić będzie konkretna wskazana osoba. Niektóre programy komputerowe uniemożliwiają prawidłowe wskazanie prawidłowego nr IP komputera użytkownika - stąd bunt przedsiębiorców i samego googla wobec korzystania z takiej przeglądarki jak np. Tor.

    Nie życzę powodzenia ponieważ uważam, że robienie młynków do zarabiania pieniędzy przy wykorzystaniu braku świadomości prawnej ludzi z wykorzystaniem socjotechnik jest nieetyczne i zasługuje na naganę i odpowiedzialność nie tylko dyscyplinarną.

  • ABW(2014-07-13 00:18) Odpowiedz 00

    zamknijcie Internet w Polsce, zamknijcie granice Polski, zamknijcie Ludzi w Polsce, zamknijcie wszystko co da się zamknąć, niech niczego nie będzie, na koniec sami się zamknijcie.

  • bobrowicz(2014-07-01 16:12) Odpowiedz 00

    UWAGA !!!
    NIE MA SIĘ CZEGO OBAWIAĆ - W MYŚL ART. 116 PR.AUT. DO ODPOWIEDZIALN. POCIĄGNIĘTY BYĆ MOŻE TEN KTO ROZPOWSZECHNIA, NIE TEN, KTO POBIERA... EXPRESIS VERBIS

  • noi(2014-07-01 16:18) Odpowiedz 00

    Najlepiej zeznac ze z komputera pod danym adresem IP, korzysta kilka osob i nie sposob ustalic kto udostepnial film/y. Koniec i po sprawie. Prosze.

  • huggarn(2014-07-01 19:38) Odpowiedz 00

    No, napewno by mieli te 700 baniek z obrazka. Chyba jak je sobie namalują.

  • af1(2014-07-01 20:53) Odpowiedz 00

    Prawda jest taka, że na takie chytre kroki decydują się twórcy filmów, które "nie idą" .
    Ja w kierunku filmów o wymienionych tytułach nawet nie spojrzę a co dopiero iść do kina, czy ściągać.
    Niektórzy "twórcy" winni się cieszyć, że choć w taki sposób wytwory Ich wyobraźni zaszczycone są uwagą niektórych widzów.

  • Ja(2014-07-01 21:30) Odpowiedz 00

    w ramach wyjaśnień, to, że wasze IP się tam pojawiło, nie oznacza, że udostępnialiście dany plik. Jak Miś wspomniał, ma rację. Poza tym "udostępniający" ustawiają program "utorr filter datt" i kancelaria może sobie na plaże wrócić muszle zbierać.

  • Shivamonk(2014-07-01 22:33) Odpowiedz 00

    Sciąganie filmu na platformach torrent jest równoznaczne z jego udostępnianiem, bynajmniej w tym cała rzecz jeśli chodzi o p2p

  • Internauta(2014-07-01 23:31) Odpowiedz 00

    opisana procedura wysylania zawiadomien i propozycji ugody przypomina mi sprawe POBIERACZKA, tylko kwoty sa nieco wyzsze...
    GP udostepnia Wasze IP, czy robi to legalnie? Co na to GIODO?

  • bogu(2014-07-02 09:33) Odpowiedz 00

    A kto normalny ściąga takie masakryczne gnioty ?

  • polka(2014-07-02 21:46) Odpowiedz 00

    Kazde żądanie zapłaty winno być z URZĘDU odrzucone, ponieważ każdy film winien mieć jasną i klarowną i widoczną na tle reklamy filmu BARIERĘ w postaci żądania potwierdzenia, że internauta zgadza sie na złamanie prawa autorskiego i opłatę za sciągnięcie filmu! Jesli autor tego nie zrobił, to jego strata. I juz.. Po problemie.
    Trzeba wreszcie ukrócic te wszechobecne i dziwne jakieś prawa autorskie, które wykorzystywane są nawet tam, gdzie nie powinny. Wystarczy, ze delikwent nawet pod swoim e-mailem umieści taką formułkę i odbiorca ma związane ręce. Nawet wtedy, gdyby chciał kopię e-maila przekazać do UOKiK czy GIODO jako skargęna autora e-maila. No bo zaraz autor e-maila zarzuci mu złamanie praw autorskich. To jest jakieś chore i niedorzeczne! Dlaczego nie zrobi sie porządku z takimi nadużyciami?

  • aaaa(2014-07-01 09:02) Odpowiedz 00

    Za pieniądze podatników korporacje i kancelarie prawne zarobią ogromne pieniądze.Cała robotę zrobi Policja i prokuratura za dane internautów Policja i prokuratura płaca ogromne pieniądze a kancelaria tylko wysyła zawiadomienia. Tymczasem poważne przestępstwa, wyłudzenia podatków nie będą ścigane bo nie będzie czasu, zabraknie też pieniędzy na opinie dla biegłych w innych sprawach itp. Niech kapitaliści i prawnicy się bogacą .

  • kppkkpkp(2014-07-01 12:19) Odpowiedz 00

    Ale jaja. Teraz gdyby takowe jaja miał prokurator to masowo umorzyłby ze względu na niską szkodliwość czynu i jednocześnie zrobił sprawę przeciwko kancelarii która obiecuje za 550zł zamknięcie sprawy - bo to powoływanie się na wpływy ponieważ zamknięcie śledztwa leży w gestii prokuratora (coś jak słynny poseł Pęczak i Lew Rywin...)
    A jeśli prokuratura nie ma jaj to trzeba wnioskować o wydzielenie każdego śledztwa do osobnego postępowania. Przy tej ilości zatrzyma to możliwość działania prokuratury... ;)
    Tylko jedno - NIE PŁACIĆ tych 550zł ponieważ można to uznać za łapówkę za zamknięcie śledztwa a to odznacza dużo większe kłopoty!

  • Axell(2014-08-31 09:51) Odpowiedz 00

    Nie rozumiem tytułu "Ściągałeś te filmy z sieci? Możesz spodziewać się wezwania do prokuratury" i zaraz później w treści "Chodzi o tych, którzy udostępnili w sieci kilka polskich filmów.". Byłbym wdzięczny aby nie nakręcać psychozy karania wyłącznie za ściąganie, a jeżeli taki jest jeden z celów autora - to wyraźnie zaznaczyć od razu, na czym polega protokół p2p. Niektórzy ściągali ten film z serwisów bez udostępniania w żadnej jego części i to one powinny ponieść odpowiedzialność. Czasem odnoszę wrażenie, że istnieje ukryty cel w takim formułowaniu nagłówków i treści.

  • adrian(2014-07-18 20:38) Odpowiedz 00

    Art. 23 ustawy o prawie autorskim mówi, że wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu. Użytkownik nie ma obowiązku nakazanego prawem sprawdzenia legalności, a więc wolno pobierać pliki z sieci bez konieczności uzyskania odrębnej zgody uprawnionego lub zapłaty wynagrodzenia.

  • Anka(2014-07-01 15:47) Odpowiedz 00

    Z tej sprawy wychodzi jeden wniosek,o czym już dawno wspomninał genialny Maklakiewicz:Nie oglądaj polskich filmów!!!

  • ONA1987(2014-11-12 20:12) Odpowiedz 00

    Właśnie dzisiaj dostałam takie wezwanie i nie zamierzam płacić.Poczekam co dalej będzie się dziać.Nie wiem skąd oni wzięli to IP,bo na pewno nie jest moje...

  • LoL(2014-11-14 17:24) Odpowiedz 00

    Nie ściągałem a dostałem pismo miał ktoś taką sytuacje?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama