Ogólną ideą projektu jest, by wszystkie utwory sfinansowane ze źródeł publicznych – mapy, opracowania, filmy itp. – były dostępne co do zasady do dowolnego i darmowego wykorzystania dla wszystkich zainteresowanych.

– To próba zmiany prawa autorskiego bocznym torem – zarzuca Albin.

– Rok po ACTA jesteśmy wciąż w tym samym punkcie. Dyskusja stała się tylko bardziej ideologiczna, padają bardziej demagogiczne i populistyczne hasła – dodaje Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy.

Wydawcy przekonują, że na początek wystarczyłoby wykorzystać obecne regulacje i otworzyć zasoby, którymi dysponuje strona publiczna: np. treści nieobjęte prawem autorskim lub dostępne na bazie zakupionych licencji. Według nich to, co proponuje resort administracji i cyfryzacji, to eksperyment, na którym może ucierpieć wielu przedsiębiorców.

– Nie chodzi o otwartość ani tym bardziej o wolność, lecz o darmowe korzystanie z cudzej twórczości – recenzuje założenia ustawy prof. Wojciech Cellary z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

PIK ma też wątpliwości co do ich konstytucyjności. Tłumaczy, że w grę może wchodzić naruszenie swobody gospodarczej, ochrony własności i praw nabytych. „Otwarcie zasobów” traktuje raczej jako „upaństwowienie zasobów”.

– Brakuje rachunku zysków i strat proponowanych zmian. W teście regulacyjnym jest informacja o 15 tysiącach podmiotów wydawniczych, które mogą ponieść straty z powodu wprowadzenia ustawy. I ministerstwo przechodzi nad tym do porządku dziennego – utyskuje prezes PIK.

Izba wskazuje, że jedną z głównych wartości, jakie mają być osiągnięte przyszłą ustawą, jest prawo obywateli do wiedzy.

– Tego rodzaju „prawo do darmowej wiedzy” nie ma jednak charakteru konstytucyjnego – stwierdza.

Ocenia wręcz, że projektowana ustawa naruszyłaby konstytucyjną zasadę równego traktowania, gdyż udzielałaby nieuzasadnionych preferencji podmiotom, które nie ponosiły trudu i kosztów działalności twórczej. Mogłyby natomiast eksploatować utwory, prawa pokrewne i prawa do baz danych podmiotów, które taki trud i koszty poniosły.

Zupełnie inne zdanie na temat założeń mają Stowarzyszenie Wikimedia Polska, Centrum Cyfrowe czy Fundacja e-Państwo. Dziś dyskusji ciąg dalszy: minister Michał Boni zaprosił ludzi biznesu i przedstawicieli organizacji społecznych na Kongres Wolności w internecie, aby dyskutować m.in. o prawie autorskim i otwartych zasobach.

Prawo do darmowej wiedzy nie ma charakteru konstytucyjnego