statystyki

Ostrowski: celem ustawy o otwartych zasobach nie jest odebranie praw twórcom

24.05.2012, 07:09; Aktualizacja: 24.05.2012, 09:20

 Celem ustawy o otwartych zasobach nie jest odebranie praw twórcom, a zobligowanie instytucji publicznych do udostępniania swoich zasobów - mówi PAP wiceminister administracji i cyfryzacji Igor Ostrowski. Założenia do ustawy mają się pojawić jeszcze w maju.

reklama


reklama


PAP: Jednym z głównych celów Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji jest udostępnienie obywatelom tego, co zostało wytworzone za publiczne pieniądze. To trudne zadanie resort chce zrealizować w ustawie o otwartych zasobach. Kiedy poznamy założenia do niej?

Igor Ostrowski: Jeszcze w maju chcielibyśmy rozpocząć proces konsultacji społecznych i międzyresortowych założeń do ustawy. Ustawa jest rzeczywiście trudna, ponieważ dotyka materii, która dotychczas w ogóle nie była przedmiotem jakichkolwiek regulacji.

Jednak takie regulacje pojawiły się już w ustawie o dostępie do informacji publicznej.

Informacja publiczna ma służyć przede wszystkim patrzeniu władzy publicznej na ręce. Władza musi działać transparentnie i każdy obywatel ma prawo żądać dostępu do informacji.

Informacja ma jednak także inny cel, nabierający dzisiaj coraz większego znaczenia - może mieć wartość gospodarczą, która opiera się na jej powtórnym wykorzystaniu.

Przykładem takiego działania jest serwis jakdojade.pl. Rozkłady jazdy komunikacji miejskiej służą administracji gminnej do projektowania układu komunikacji w mieście. Po fazie projektowej informacja służy pasażerom, którzy mogą dostosować swój plan dnia do rozkładu jazdy.

Od paru lat rozkłady jazdy to także źródło zarobku dla firm teleinformatycznych, które na tej podstawie budują usługi. Dzięki formie cyfrowej ta informacja została przetworzona w sposób, który komunikacji miejskiej się nie śnił. Sektor prywatny wykorzystał rozkład do stworzenia jednej z najbardziej popularnych aplikacji w polskim istorze (sklep internetowy - PAP).

Co istotne, Administracja prócz tradycyjnie pojmowanej informacji tworzy, zamawia i finansuje mnóstwo innych zasobów i treści. Chcielibyśmy, aby tego rodzaju wiedza była także dostępna obywatelom. W ten sposób zamierzamy zrealizować obietnicę premiera, że zasoby treści wyprodukowane za publiczne pieniądze, mogą być dostępne.

 Czym są te "zasoby wiedzy"?

 Mówimy w pierwszej kolejności o zasobach oświaty, kultury i nauki.

Placówki oświatowe generują setki tysięcy materiałów edukacyjnych. Chcielibyśmy, aby były one dostępne online, aby nauczyciel mógł skorzystać z wszystkich materiałów edukacyjnych, które zostały wyprodukowane za pieniądze publiczne. Nauczyciel nie będzie musiał się ograniczać do podręcznika przygotowanego na potrzeby standardowego ucznia, bo technologie cyfrowe pozwalają mu przygotować pomoce na potrzeby indywidualne uczniów.

Jasne jest, że w każdej z tych trzech dziedzin funkcjonują różne modele udostępniania treści, wypracowane wiele lat temu. My nie zmieniamy - co chcę podkreślić - modelu tradycyjnego i umożliwiamy instytucjom funkcjonowanie w taki sposób, w jaki sobie one życzą.

Uważamy jednak, że należy wspierać nowe modele, które zapewnią większą dostępność treści. Należy też zapewnić pełną transparencję tego procesu.

Jeżeli nie ma żadnych reguł, jak wydatkować publiczne pieniądze, to każdy interpretuje prawo, jak chce.

Niektórzy rozumieją to tak, że publiczne pieniądze, które są przekazywane na budowanie zasobów, są dodatkiem do ich wynagrodzenia. A przecież nie taki jest cel wydatków. Zasoby powstają aby wzbogacić naszą wiedzę, stymulować innowacyjność i kreatywność.

 Przejdźmy jednak do szczegółów. Co otwarcie zasobów będzie w praktyce oznaczało dla instytucji kultury? Wejście do muzeum będzie za darmo?

To nie o to chodzi. Jeżeli muzeum wykorzystuje pieniądze publiczne do budowania zasobów cyfrowych, np. na cyfrowe skatalogowanie swoich dzieł, i prosi o odpowiednie dofinansowanie, to na mocy naszych założeń ma do wyboru różne drogi postępowania. Może powiedzieć "ja chcę ten grant, ale ja nic w zamian nie dam" i ma opcję, którą my nazywamy "opt-out", czyli wypisania się z formuły. Ma do tego prawo, ale musi to uzasadnić.

Jeżeli muzeum się zdecyduje na udostępnianie, będzie mogło to zrobić na bardzo wielu warunkach, np. będzie mogło udostępnić cyfrowe kopie dzieł do dowolnego użytku lub tylko do przeglądania online. Może też powiedzieć, że stworzy katalog cyfrowy, ale udostępni go za dwa lub pięć lat, ponieważ wcześniej chce na nim zarobić.

Ważne aby jasno dzielił zasady udostępniania- choćby w przyszłości. Jednym słowem chcemy określić tryby nabywania zasobów i ich udostępniania.

reklama


Źródło:PAP

Polecane

reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama