Przedstawiając projekt założeń do ustawy o otwartych zasobach publicznych, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji otworzyło puszkę Pandory. Zawrzało w wydawnictwach, na uczelniach, w instytucjach naukowych etc. – Amerykańscy naukowcy w otwartych zasobach opublikują projekt rakiety kosmicznej, a my grafenu
Nam ich wyniki badań na nic się nie przydadzą, bo i tak takiej rakiety nie wybudujemy, za to oni skorzystają z wyników polskich badań i zaleją nas wyprodukowanym przez siebie grafenem – tak prof. Wojciech Cellary, informatyk z Uniwersysteu Ekonomicznego w Poznaniu, tłumaczy, dlaczego naukowcy, wydawcy, organizacje zarządzania zbiorowego prawami autorskimi oraz sami twórcy protestują przeciwko ustawie przygotowywanej przez resort Michała Boniego.
Rzeczywiście, projekt założeń do ustawy może wzbudzać ogromne emocje – proponuje się w nim uwolnienie wszelkiego rodzaju dzieł, prac i dokumentów, które powstały za publiczne pieniądze, m.in.: rejestrów, map, książek, filmów, muzyki czy właśnie prac i badań naukowych. Miałyby one zostać udostępnione w internecie wszystkim i całkowicie bezpłatnie, a w dodatku można by je wykorzystywać w celach komercyjnych.