W porównaniu z końcem 2007 r. prawie dwukrotnie, z 8,6 mln do 16,9 mln, wzrosła w państwach członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) liczba ludzi, którzy pozostawali bez pracy przez co najmniej 12 miesięcy. Tak wynika z najnowszego raportu organizacji. Polska na tle 33 badanych członków OECD wypada dość korzystnie, choć to marna pociecha, skoro bezrobocie w tym czasie wzrosło.

Jesteśmy jednym z niewielu krajów, w których odsetek długoterminowych bezrobotnych w ogólnej liczbie ludzi bez pracy zmalał o 5,2 pkt proc., do 42,1 proc. – To dlatego, że pojawia się dużo prac sezonowych w rolnictwie, leśnictwie, gastronomii i np. w turystyce – ocenia Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Jej zdaniem dzięki temu duża część bezrobotnych znika ze statystyk, ponieważ znajduje zajęcie choćby na krótko.

– Ponadto w Polsce nie było recesji, w przeciwieństwie do wielu innych krajów. Mieliśmy tylko spowolnienie gospodarcze – dodaje Karolina Sędzimir. Jeśli jednak wziąć pod uwagę liczbę osób pozostających bez pracy ponad rok, wzrosła ona o 145 tys., czyli o 23,2 proc. Jak to wytłumaczyć? Otóż ogólna liczba bezrobotnych wzrosła jeszcze bardziej, bo o 421 tys., do 1,8 mln.

Choć to marna pociecha, statystycznie mamy nieco lepszą sytuację w porównaniu z innymi państwami członkowskimi OECD. W tym samym czasie bowiem w Hiszpanii liczba osób pozostających bez zajęcia przez ponad rok zwiększyła się aż siedmiokrotnie, w Irlandii – czteroipółkrotnie, a w Wielkiej Brytanii – prawie półtorakrotnie. W tym czasie na Węgrzech odsetek ten skoczył o 46,1 proc., Słowacji – o 31,4 proc., a w Czechach – o 29,8 proc. W Unii Europejskiej najbardziej znacząca poprawa sytuacji nastąpiła w Niemczech. Choć i RFN przeżywała różne turbulencje gospodarcze, włącznie z recesją, liczba bezrobotnych długoterminowych zmniejszyła się w latach 2007–2013 o ponad 19,4 proc., wszystkich bezrobotnych zaś – o jedną trzecią.

Te wyniki to nie tylko efekt znakomitych wyników niemieckich eksporterów, lecz także reform rynku pracy z czasów kanclerza Gerharda Schrödera (1998–2005). Na mocy przyjętego w czasie rządów lewicy pakietu Hartz IV bezrobotni nie mogą już liczyć na zasiłek w pełnej wysokości po odrzuceniu zaproponowanej oferty pracy. Zmianie uległ także model pracy z bezrobotnym. Od tej pory muszą oni np. zdawać w urzędzie pracy comiesięczne raporty odnośnie do liczby wysłanych aplikacji. Ukłonem w stronę pracodawców były zmiany w prawie, które pozwalały szybciej zatrudniać, ale też szybciej zwalniać. Oceniając efekty reformy Hartz IV, „Frankfurter Rundschau” pisał, że nawet starsze kobiety i mężczyźni zaczęli imać się prac poniżej ich kwalifikacji. Było to spowodowane gwałtownym wzrostem liczby miejsc pracy dorywczej za 400 euro lub mniej.

To niejedyny sposób, w jaki państwa OECD starają się walczyć z długotrwałym bezrobociem. Latem 2011 r. w Wielkiej Brytanii wystartował Work Programme, w którym do wspólnej walki zaprzęgnięto sektor prywatny i organizacje pozarządowe. Przez pierwsze 12 miesięcy funkcjonowania kosztem 435 mln funtów (2,1 mld zł) udało im się znaleźć pracę dla zaledwie 18 tys. osób, czyli 2,3 proc. zapisanych do programu. Laburzystowski poseł Liam Byrne określił program „gorszym, niż gdyby nic nie zrobiono”.