W ciągu ostatniego roku grupa pracowników zatrudnionych czasowo zwiększyła się o 123 tys. osób. Już 26,7 proc. wszystkich pracujących ma w umowie wpisaną datę, kiedy – przynajmniej teoretycznie – kończą pracę. 90 proc. pracodawców przyznaje, że unika podpisywania umów bezterminowych.

– Kariera umów terminowych wiąże się z tym, że są tańsze i wygodniejsze dla pracodawców, bo ich wypowiedzenie trwa tylko dwa tygodnie. A zwolnień nie trzeba uzasadniać, co jest obowiązkowe w przypadku umów na czas nieokreślony – wyjaśnia Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Jej zdaniem liczba umów terminowych będzie rosła, bo gospodarka hamuje i pracodawcy będą dostosowywać liczbę pracowników do zamówień, które nadchodzą nieregularnie. To kwestia słabnięcia koniunktury w Polsce, ale też kryzysu, którego widmo wisi nad coraz większą liczbą krajów zachodnich. – Można się spodziewać, że wkrótce co trzeci pracownik będzie pracował na podstawie umowy na czas określony – twierdzi Sędzimir.

Ale są też inne powody, dla których pracodawcy preferują takie kontrakty. – Oszczędzają, bowiem na ogół nie inwestują w pracowników zatrudnionych na umowach terminowych – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dzięki temu koszty pracy są niższe, a to sprawia, że polskie wyroby są konkurencyjne na rynkach zagranicznych. To zaś automatycznie przekłada się na wyniki eksportu – nie odczuwa on gwałtownego załamania. – Niskie koszty pracy wpływają na zahamowanie rozwoju szarej strefy, na której traci gospodarka – mówi Wiśniewski.

Jednak zatrudnianie na czas określony to nie tylko zyski. – Tacy pracownicy nie czują się związani z firmą i nie są wobec niej lojalni tak jak ci zatrudnieni na czas nieokreślony – komentuje Wiśniewski.

Mniej stabilne, gorzej płatne, mało rozwojowe – mówią o czasówkach

Z punktu widzenia samych pracowników umowy na czas określony są mniej atrakcyjne. Jak wynika z badań Eurostatu, postrzegają je jako mniej stabilne, gorzej płatne i mniej rozwojowe zajęcie. Jest jednak grupa osób, która w terminowych umowach dostrzega zasadniczy plus – umożliwiają szybką zmianę pracodawcy. Dotyczy to zwłaszcza osób młodych, które rozpoczynają karierę – często podejmują pierwszą lepszą pracę, z nadzieją, że po zdobyciu doświadczenia szybko ją zmienią. Mając umowę terminową, mogą to zrobić w zaledwie dwa tygodnie.

Będą zmiany w terminowym zatrudnieniu

Rząd i partnerzy społeczni rozpoczęli już w trójstronnej komisji negocjacje przepisów, które zagwarantują większą stabilność zatrudnienia na podstawie umów o pracę na czas określony. Resort pracy przedstawił pracodawcom i związkowcom propozycje, zgodnie z którymi m.in. okres wypowiedzenia umów terminowych byłby powiązany ze stażem pracy. Obecnie, jeśli umowa taka zawarta jest na czas dłuższy niż 6 miesięcy, strony mogą przewidzieć w niej możliwość rozwiązania za dwutygodniowym wypowiedzeniem. Wspomniany okres wypowiedzenia mógłby być wydłużany (np. do miesiąca lub dwóch miesięcy) raz z czasem trwania umowy terminowej (np. po roku zatrudnienia).

Jednocześnie pracownicy zatrudnieni na czas nieokreślony – w razie bezprawnego lub nieuzasadnionego zwolnienia – nie mogliby domagać się przywrócenia do pracy, a jedynie odpowiednio wysokiego odszkodowania (dziś wynosi ono maksymalnie trzy pensje). Rząd podkreślał, że w warunkach gospodarki rynkowej przywrócenie do pracy osoby, z którą pracodawca chciał się rozstać, jest niecelowe.