Krok pierwszy: zobacz, czy firma istnieje

Każdy sklep, czy to sprzedający w internecie, czy w lokalu za rogiem, jest przedsięwzięciem gospodarczym. Dlatego powinien być zarejestrowany w Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej (jeśli prowadzi go osoba fizyczna lub spółka cywilna) lub w Krajowym Rejestrze Sądowym (jeśli to firma zorganizowana w jakiejkolwiek innej formie). Numery stosownych wpisów powinny być łatwo widoczne na stronie sklepu (w zakładce „o firmie”, „kontakt” itp.). We wspomnianych rejestrach znajdziemy imiona i nazwiska zaangażowanych w przedsięwzięcie osób, ich adresy, kontakty. Rejestry są jawne, może je sprawdzić każdy zainteresowany:

CEDIG: https://prod.ceidg.gov.pl/

KRS: https://ems.ms.gov.pl/krs/

GUS: https://wyszukiwarkaregon.stat.gov.pl/

Można też ustalić, na kogo jest zarejestrowana domena sklepu. Dowiemy się tego z bazy WHOIS?, m.in.:

● domeny z końcówkami: .pl, .com.pl i inne zakończone .pl – pod adresem www.dns.pl,

● domeny z końcówkami: .com, .biz, .net i inne globalne – pod adresem www.who.is,

● domeny z końcówkami: – pod adresem www.eurid.eu.

Krok drugi: skontroluj dane kontaktowe

Na stronie sklepu powinien być też fizyczny adres przedsiębiorcy, nazwa firmy (jeśli prowadzi ją osoba fizyczna – jej imię i nazwisko), numery NIP, REGON, adres e-mailowy, kontakt telefoniczny. Warto sprawdzić autentyczność tych danych, dzwoniąc czy wysyłając e-maila. Ciekawe, kto odpisze, odbierze telefon, jak nas potraktuje, jak długo trzeba czekać na odpowiedź. A może nikogo tam nie ma? Źle, gdy możliwość kontaktu ogranicza się jedynie do formularza na stronie. Na Mapach Google możemy sprawdzić lokalizację firmy, a nawet coraz częściej podejrzeć okolicę w StreetView.

Krok trzeci: przeczytaj regulamin sklepu

Zapisy tu zawarte to część umowy. Określają zasady dostawy, zwrotu, wpłaty i rozwiązywania ewentualnych sporów. Należy zwrócić uwagę na obecność klauzul zakazanych: ich rejestr znajdziemy na https://uokik.gov.pl/rejestr_klauzul_niedozwolonych2.php .

Krok czwarty: sprawdź zabezpieczenie danych

Ustalmy, czy sklep korzysta z odpowiedniego szyfrowania i zapewnia bezpieczne połączenie https przy rejestracji i logowaniu. Google poinformował, że od stycznia 2017 r. będzie oznaczał strony niekorzystające z połączeń https jako niebezpieczne. Na początek ma to dotyczyć właśnie sklepów internetowych oraz wszystkich stron posiadających formularz do wpisania hasła. Sprzedawcy, którzy nie mają certyfikatów, będą musieli je wykupić, żeby nie obniżyć swej wiarygodności.

Krok piąty: przyjrzyj się systemom płatności

Warto, by oprócz tradycyjnych form (za pobraniem, przekaz pocztowy, przelew) sklep proponował również inne systemy płatności online (Przelewy24, PayU itp.), bo każdy z nich wymaga rejestracji. Większość operatorów płatności dodatkowo weryfikuje stronę, która chce użyć ich mechanizmów. Podnosi to zwykle wiarygodność sklepu. Przy płatnościach za zakupy za granicą nie korzystamy z usług np. Western Union lub MoneyGram. To wygodne formy do przekazywania pieniędzy rodzinie za granicą, ale nie do zakupów. Te firmy nie biorą odpowiedzialności za niewywiązanie się z umowy przez sprzedawcę.

Krok szósty: zbadaj certyfikaty

Należałoby sprawdzić również, czy sklep jest widoczny np. w porównywarkach cenowych. One także wymagają rejestracji. Dobre wrażenie robią widniejące na stronie informacje o certyfikatach (polskich: bezpieczna firma, super-sklep, zaufany sklep itp. lub europejskich: Euro-Label czy Trusted Shops). Warto kliknąć w obrazek i zbadać, czy link rzeczywiście poprowadzi do certyfikującej instytucji.

PORADA EKSPERTA

W okresie przedświątecznym sprzedawcy liczą na znaczne zyski, dlatego przyciągają konsumentów dużymi obniżkami cen. Niestety są tacy, którzy stosują nieuczciwe praktyki rynkowe polegające na sztucznym podwyższeniu ceny, natomiast w czasie promocji pozornie ją obniżają, tak aby utrzymać klienta w przeświadczeniu, że robi dobry interes. W rzeczywistości kupuje towar po zawyżonej cenie.

Innym procederem jest podwyższenie przy kasie ceny widniejącej na metce lub na półce. Ja także nie raz podchodziłem do kasy z przeświadczeniem, że znalazłem dobrą okazję, a tu nagle okazywało się, że muszę zapłacić kilkadziesiąt złotych więcej. Oczywiście w takiej sytuacji żądamy ceny niższej. Chciałbym jednocześnie podkreślić, że – co do zasady – nie ma zwrotu towarów kupionych bezpośrednio w sklepie. Niektóre sieci handlowe przyjmują je, ale jest to tylko dobra wola i element strategii marketingowej. Na marginesie dodam, że sprzedawcy powinni informować klientów o zasadach zwrotu towarów (lub o braku takiej możliwości).

Towar kupiony w sklepie internetowym można zwrócić w terminie do 14 dni od momentu jego dostarczenia i nie trzeba podawać przyczyny. Sprzedawca powinien poinformować m.in. o sposobie i terminie dokonania zwrotu, a także udostępnić formularz o odstąpieniu od umowy kupna-sprzedaży. Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie towary podlegają zwrotowi – na przykład jeżeli ktoś kupi płytę CD i otworzy opakowanie, nie może już jej oddać.

Solidni sprzedawcy dbają o pozytywne komentarze w sieci, więc ich brak lub wpisy zamieszczane wyraźnie przez sprzedawcę, powinny wzbudzić ostrożność. O ile jednak brak komentarzy nie jest wyznacznikiem wiarygodności przedsiębiorcy, to wiele negatywnych opinii powinno skłonić do rezygnacji z usług firmy.

Przy odbiorze rzeczy kupowanej zdalnie warto zweryfikować stan przesyłki przy kurierze. W swojej praktyce spotkałem się ze sprawą klienta, który otrzymał uszkodzony ekran telewizora za kilkanaście tysięcy złotych, choć paczka wyglądała na nieuszkodzoną. Nieuczciwi sprzedawcy pozbywają się w ten sposób uszkodzonego towaru z magazynu.

Podstawa prawna

Art. 543 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 2016 r. poz. 380). Art. 8, art. 32 ust. 1, art. 34 ust. 1, art. 38 pkt 9 ustawy z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (Dz.U. z 2014 r. poz. 827).