statystyki

Awantura o sześciolatki: Pieniądze ważniejsze niż dobro dzieci?

autor: Anna Wittenberg, Klara Klinger09.03.2016, 07:52; Aktualizacja: 09.03.2016, 12:01
tablety-szkoła

Zmiany odczują dzieci, rodzice a także nauczyciele – niektórzy stracą zatrudnienieźródło: ShutterStock

W sporze o sześciolatki gra idzie o niemałe pieniądze i ostateczny dowód na słuszność reform. Lokalne władze i MEN ostrzeliwują się wzajemnie z coraz cięższych dział.

Reklama


Reklama


W większości gmin trwa rekrutacja do przedszkoli i przyszkolnych zerówek. To także czas zaostrzonej walki samorządów o to, by jak najwięcej dzieci poszło do pierwszej klasy. Głównym argumentem są pieniądze. Za każde dziecko z rocznika 2010, które zostanie w przedszkolu, do samorządu wpłynie 4,3 tys. zł mniej, niż gdyby poszło do szkoły. Jeśli żaden sześciolatek nie poszedłby do pierwszej klasy, lokalne budżety łącznie dostałyby o 1,6 mld zł mniej. Nie ukrywają więc, że dla ich budżetów będzie to spory cios. To jednak nie koniec – subwencja i dotacja nie pokrywają całego kosztu utrzymania ucznia i przedszkolaka. Gminy do każdego miejsca dopłacają.

W Krakowie wydatki związane z utrzymaniem miejsca w szkole podstawowej to średnio 7,5 tys. zł. Miejsce w przedszkolu kosztuje miasto 9,3 tys. zł. – De facto na przedszkolaka miasto musi wydawać z własnego budżetu 8 tys. zł, a na ucznia w szkole 2,2 tys. zł. Różnice są pokrywane z wpływów podatkowych – tłumaczy Jan Machowski, rzecznik krakowskiego magistratu.

Aby zachęcić rodziców do wysyłania dzieci do szkoły, miasto organizuje kampanię „Kraków wspiera dojrzałość szkolną... rodziców”. Uruchomiono specjalną „Sześciolinię”, w której można zasięgnąć informacji telefonicznie.

Dla Opola różnica między subwencją a dotacją to w skali roku ok. 3 mln zł. – Ta kwota mogłaby być efektywnie wykorzystana do wzmocnienia realizacji wielu istotnych dla miasta zadań oświatowych – uważa Mateusz Magdziarz, rzecznik miasta. Aby zachęcić rodziców do wysyłania do szkół, miasto przygotowało tzw. pakiet sześciolatka, który obejmuje wsparcie programowo-organizacyjne, jak również finansowe. Za każdym dzieckiem będzie szło od miasta 1 tys. zł wyprawki dla rodziców.

W Warszawie łączne wydatki na dzieci w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych wyniosą w 2016 r. prawie 650 mln zł, z czego do przedszkoli publicznych trafi 490 mln zł. Tymczasem środki przekazane przez MEN to ok. 85 mln zł. Ta kwota pokrywa 13 proc. wydatków. – Pani minister funduje w roku małym warszawiakom tylko 6 tygodni pobytu w przedszkolu – kalkuluje wiceprezydent stolicy Włodzimierz Paszyński.

Roczny koszt utrzymania dziecka w warszawskim przedszkolu wynosi ponad 11 tys. zł. W tej kwocie środki z MEN to 1370 zł.

Samorządy próbują ratować się tworzeniem zerówek w szkołach. Minister edukacji Anna Zalewska uważa, że to zła droga, a miejsca dla przedszkolaków można w prosty sposób zapewnić, wykupując je w prywatnych placówkach.

– Zadziwia wiara pani minister w dostępność miejsc w placówkach niepublicznych. W Warszawie, co nas cieszy, jest ich rzeczywiście dużo. Za pobyt dziecka w niepublicznym przedszkolu od 800 do 2 tys. zł płacą rodzice (plus często kilkusetzłotowe wpisowe); budżet miasta dopłaca do każdego dziecka ponad 730 zł miesięcznie – wyjaśnia Paszyński.

We Wrocławiu straty z powodu zmniejszenia subwencji oświatowej przekazywanej przez MEN są obliczane na 30 mln zł. To przy szacunkach, że do szkół pójdzie ok. 15 proc. sześciolatków.

Także w Rybniku dokonano już symulacji. – Zakładając, że do klas pierwszych pójdą wyłącznie dzieci odroczone (rocznik 2009), subwencja na uczniów w klasach I, II i III wynosiłaby 23 mln zł, podczas gdy w roku bieżącym jest to 28,5 mln zł – tłumaczy Lucyna Tyl z urzędu miasta. I dodaje, że dotacja przedszkolna przy maksymalnym obłożeniu przedszkoli (4,8 tys. miejsc) daje kwotę 6,6 mln zł (na dziś przy 4,3 tys. miejsc byłaby to kwota 5,8 mln zł).

– To, że gmina otrzyma mniejsze finansowanie z budżetu państwa, ma znaczenie. Jednak głównym powodem, dla którego samorząd stara się, by jak najwięcej 6-latków poszło do klasy pierwszej, jest problem związany z brakiem możliwości zapewnienia miejsc w przedszkolach dla dzieci młodszych – dodaje Lucyna Tyl. Zamierzają otworzyć dodatkowe oddziały, ale nie będzie ich więcej niż 20. Nawet po tych zmianach w Rybniku może zabraknąć 500 miejsc.

Rybnik, podobnie jak inne miasta, stara się skłonić rodziców, by posłali dzieci do szkoły. W ramach zachęt daje na pierwszakom wyprawkę o wartości około 200 zł: materiały papiernicze, przybory do pisania, farby czy bezpłatne ubezpieczenie NNW.

Awantura o kasę

Awantura o kasę

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nakłanianiu rodziców do zapisywania sześciolatków do pierwszej klasy sprzeciwia się z kolei MEN. Przedstawiciele resortu najpierw rozmawiali z samorządowcami, potem wysłali do nich ostry w tonie list. Teraz resort edukacji straszy kontrolami wojewodów i kuratorów, a także nasyłaniem na gminy sanepidu. I nic dziwnego, bo stawka, o którą gra ministerstwo, także jest wysoka. Oszczędności to tylko jeden z elementów – znacznie ważniejszy jest kapitał polityczny. Podniesienie wieku startu szkolnego jest jedną z dwóch, obok programu 500+, zrealizowanych do tej pory obietnic rządu Beaty Szydło.

Jeśli okaże się, że duża część sześciolatków pójdzie do szkoły, a nie zostanie w przedszkolu, ustawa, która była jednym z filarów oświatowego programu PiS, okaże się klapą i da potężny argument opozycji. Jeśli natomiast sześciolatki masowo pozostaną w przedszkolach, będzie to potwierdzenie, że PiS miał słuszność, sprzeciwiając się reformie, którą od 2008 r. wprowadzała Platforma Obywatelska.

Sondażowe wyniki są w zależności od miasta bardzo zróżnicowane. I tak na przykład w Białymstoku 16 proc. rodziców zadeklarowało, że chce posłać dzieci do szkoły. W Lublinie włodarze szacują, że do szkół pójdzie 10–15 proc. sześciolatków. We Wrocławiu liczą, że ok. 30 proc. sześciolatków opuści przedszkola. Jednak nie wiadomo, jaki odsetek pójdzie do szkoły, a ile do zerówek szkolnych. Wstępne szacunki wskazują, że może to być po połowie. W Opolu w szkole ma się znaleźć ok. 30 proc. – Ale może być ich znacznie więcej, tak wynika z rozmów z rodzicami – uważa Mateusz Magdziarz z opolskiego magistratu.

Z zebranych w Łodzi danych wynika, że już na tym etapie 26 proc. rodziców sześciolatków zdecydowało o posłaniu swojego dziecka do szkoły. Według przewidywań liczba ta będzie rosła – dziecko można bowiem zapisywać do 1 września. – To oznacza, że nasza kampania informacyjna „Miasto szkół dla maluchów” przyniosła efekt. Udało nam się przekonać o 10 proc. rodziców więcej, niż zakładały górne szacunki ministerstwa – cieszyła się zastępca dyrektora wydziału edukacji Dorota Gryta.

Najostrzejszy spór trwa w Warszawie. Urzędnicy mówią, że na razie rodzice ok. 20 proc. dzieci zadeklarowali, że zostaną one w przedszkolu. Reszta może trafić do zerówek lub do szkół.

Poza uczniami ofiarami przepychanki zostaną również nauczyciele. W miastach pewne są bowiem ich zwolnienia. Liczba pierwszoklasistów w całym kraju zmniejszy się z pół miliona obecnie do ok. 100 tys. (w zależności od liczby sześciolaktów, które pójdą do szkoły). Część nauczycieli może być przesunięta do pracy w zerówkach szkolnych. Beata Krzyżanowska, rzecznik miasta Lublina, przyznaje, że z tytułu zmniejszenia liczby oddziałów klasy pierwszej w szkołach podstawowych problem ewentualnej kontynuacji zatrudnienia w edukacji wczesnoszkolnej może dotyczyć ok. 70 nauczycieli. Według niej część może być zatrudniona nie tylko w zerówkach, ale także w przedszkolach czy świetlicach. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • xyz(2016-03-09 11:42) Odpowiedz 1411

    No to Elbanowscy zrobili reformę. Elbanowscy łapy precz od edukacji !

  • Ciekawa(2016-03-09 10:50) Odpowiedz 114

    Dzieci są bardzo kosztowne dla państwa. To może ograniczmy liczbę dzieci? Wtedy państwo zaoszczędzi dużo pieniędzy.

  • kasia(2016-03-09 12:49) Odpowiedz 107

    Jeżeli tak mało dzieci pójdzie do pierwszej klasy to jest to argument za tym aby wysłać 6-latka. Mała konkurencja do gimnazjum, liceum, na studia. Prezent dla dziecka na kolejne lata.

  • momo0(2016-03-09 10:10) Odpowiedz 95

    Czy w końcu ktoś sprawdzi które oddziały przedszkolne przy szkołach uzyskały pozytywną opinie Straży Pożarnej i SANEPiD oraz czy została dokonana zmiana sposobu użytkowania przez samorząd części szkoły na oddział przedszkolny zgodnie z Ustawą Prawo Budowlane. Rodzicu dopytaj dyrekcję szkoły lub samorząd o te sprawy i w razie braku dokumentów powiadom Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • piniusz(2016-03-09 09:09) Odpowiedz 80

    nie pójście do przedszkola nie może być klapą PIS, gdy w programie zapisano dowolność wyboru-tak logicznie myśląc

  • Alek(2016-03-09 10:07) Odpowiedz 79

    Nie rozumiem: rok temu i wczesniej 6-cio latki nadawały się do szkół, bo: zdolne, szybko się uczą, są inteligentne, itp. A w 2016r. nagle już nie, bo: słabo się uczą, są nie dostosowane, itd. To w końcu jak jest? Moze ktos rzetelny artykuł napisze bo na razie jak sie cyzta to są same ogólniki.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Greg(2016-03-09 09:27) Odpowiedz 67

    Problemy i zwolnienia są nieuniknione i pani minister nie zdoła odczarować szarej rzeczywistości. Kolejny projekt robiony na kolanie - kiedyś często takie wypuszczała PO. Całe zło spadnie na samorządy. Jednak, to dopiero początek "dobrych zmian" w oświacie.

  • Ewelina(2016-03-09 11:28) Odpowiedz 55

    Nie dogodzi się nikomu. Wszystko ma swoje wady i zalety, ale to jak szybko następują zmiany pokazują, jak nieudolny mamy rząd.

  • lokalne władze?(2016-03-09 10:14) Odpowiedz 38

    te władze to PO i PSl, po sfałszowanych wyborach lokalnych.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama