W nadchodzącym ro ku szkolnym rodzice i uczniowie będą musieli zmierzyć się z być może z najpoważniejszą konsekwencją reformy edukacji. Chodzi o rekrutację do szkół średnich. O miejsca w nich będą ubiegać się naraz dwa roczniki – ci, którzy jako ostatni skończą trzecią klasę gimnazjum, oraz absolwenci ośmioklasowej szkoły podstawowej. To możliwe, bo ci pierwsi spędzili w szkolnych ławach dziewięć lat podstawowej edukacji, a ci drudzy zostaną w nich tylko osiem.

Inne pule miejsc

Jak zapewnia minister edukacji, nie będą oni jednak rywalizować o te same miejsca.

– Postępowania rekrutacyjne dla tych dwóch grup uczniów zostaną przygotowane oddzielnie, według odrębnych kryteriów rekrutacyjnych. Będą oni ubiegać się o przyjęcie do innych typów szkół – napisała Anna Zalewska w liście do rodziców przesłanym w maju.

Faktycznie – absolwenci gimnazjów będą kończyć trzyletnie licea lub czteroletnie technika. Dawni ósmoklasiści spędzą w szkole średniej rok dłużej. W obu typach szkół będą inne programy nauczania.

– Szkoły i samorządy przygotowują się do przyjęcia od 1 września 2019 r. większej liczby kandydatów. Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez MEN, zwiększenie liczby klas I nie spowoduje istotnych problemów związanych z zapewnieniem odpowiednich sal lekcyjnych – zapewnia Zalewska.

Nie wszędzie różowo

Jak jednak przekonują samorządowcy i dyrektorzy, szkoły nie są z gumy. Problemu faktycznie nie będzie tam, gdzie liceum działało w tym samym miejscu co gimnazjum. Kiedy to drugie zostanie zlikwidowane, i w budynkach, i w nauczycielskich grafikach będzie więcej miejsca dla uczniów szkół średnich. Nie wszędzie jednak można liczyć na takie okoliczności.

Topowe licea z rankingu Fundacji Edukacyjnej Perspektywy zwiększają co prawda rekrutację, ale raczej nie dwukrotnie. Z 20 najlepszych szkół w Polsce 11 przyjmie od 23 do 75 proc. uczniów więcej. Czyli zasady nie będą takie, jak gdyby połączone teraz roczniki startowały po sobie, w kolejnych latach.

Niektóre ze szkół na przyjęcie dodatkowych uczniów szykowały się już w tym roku. Na łamach DGP opisywaliśmy przypadki, w których z powodu zmniejszenia się puli miejsc skokowo wzrosły progi przyjęć do szkół. Wielu uczniów nie miało jak oszacować swoich możliwości, bo szkoły wybierało na podstawie ubiegłorocznych progów. Ci, którzy obstawili zbyt oblegane placówki, zostawali z niczym. Dotyczyło to głównie dobrych uczniów.

Rodzice chcą list

Nic dziwnego, że w tych warunkach rodzice zaczęli się domagać listy miejsc w szkołach. „Wnosimy o zobowiązanie kuratorów oświaty do podania liczby i profili klas dostępnych dla absolwentów szkół podstawowych oraz absolwentów gimnazjów w poszczególnych szkołach w roku szkolnym 2019/2020 przed 1 września 2018 r.” – piszą zrzeszeni w koalicji Nie dla Chaosu w Szkole. Ich petycję do MEN podpisało kilka tysięcy osób. Resort takiego wykazu jednak nie zapewnił.

Rzecznik alarmuje

O potencjalnych problemach z podwójnym rocznikiem już na etapie projektowanych rozwiązań informował rzecznik praw dziecka.

– Proponowane w przepisach wprowadzających ustawę – Prawo oświatowe rozwiązania mogą być uznane za niekonstytucyjne, naruszające art. 32 i 70 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, gwarantujący wszystkim obywatelom równe traktowanie i równy dostęp do wykształcenia – przekonywał Marek Michalak. Finalnie rozwiązania zostały jednak wprowadzone bez zmian.

Jedynym pewnym sposobem na dostanie się do szkoły będzie więc uzyskanie dobrych wyników na egzaminie gimnazjalnym lub sprawdzianie ósmoklasisty, a także dobre świadectwo.