Nawet rodzice dzieci, które dostają komplety dostarczone przez szkołę, biegają po księgarniach, żeby uzupełnić braki.
– Podręczniki są dziś jak leki robione na zamówienie. Nie wystarczy przyjść do księgarni i poprosić o tytuł. Rodzic, który chce kupić książkę, słyszy często, że ta będzie za kilka dni. Przez internet nie jest lepiej, też trzeba poczekać na przesyłkę nawet do tygodnia – mówi Ewa Strzelczyk, dyrektor rozwoju rynku szkolnego Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Pierwszy raz od wielu lat dla rodziców mniejszym problemem niż cena podręczników stała się ich dostępność.
O problemach donoszą DGP rodzice. Choć większość uczniów ma książki kupione przez szkoły z budżetu państwa, części trzeba je zapewnić na własną rękę. Problem dotyczy zwłaszcza rodziców uczniów z niepublicznych szkół (jeśli placówka nie zdecyduje się na udział w programie bezpłatnych podręczników, nie dostaje rządowych pieniędzy, a książki muszą kupić rodzice) i tych, którzy chodzą do szkół średnich – oni ustawowo nie są objęci rządowymi dopłatami. Podręczniki coraz częściej wymagane są także w zerówkach – podstawa programowa wprowadziła tam naukę czytania i pisania. Podręczniki dla przedszkolaków również nie są objęte dopłatami MEN.