Posłom PiS nie spodobały się propozycje przygotowane przez Jarosława Gowina i kierowane przez niego Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Co konkretnie? Po pierwsze, projekt uderza w tradycję akademicką. Kończy z wyborami miss, czyli rektorów i dziekanów. Nowa ustawa ma wprowadzić zmienione zasady wyłaniania władz akademickich. Kandydatów na rektora wskaże nowy organ – rada uczelni, a kierowników np. wydziałów – rektor. Skończą się zatem plebiscyty popularności. Po drugie, posłowie rządzącej partii obawiają się, że zmodyfikowane przepisy zaszkodzą mniejszym uczelniom regionalnym, bo zakładają podział na placówki badawcze i zawodowe. Zgodnie z planami resortu nauki dla 10 najlepszych uczelni z tej pierwszej kategorii budżet przeznaczy dodatkowe 400 mln zł rocznie. A placówki zawodowe mogą dostać dziesięciokrotnie mniej środków. Po trzecie członkowie PiS uważają, że propozycje Gowina odbiją się na portfelach obywateli. Chce on bowiem podnieść jakość kształcenia na studiach niestacjonarnych, wydłużając czas ich trwania. Przykładowo studia licencjackie zamiast trzech lat potrwają pół roku dłużej. A za wydłużone kształcenie trzeba będzie zapłacić więcej. To „dziwne pomysły” – konkludują posłowie PiS. Czarę goryczy przelało jednak to, że ani rząd, ani posłowie nie tylko nie mogli zapoznać się z projektem przed jego oficjalnym ogłoszeniem, ale nawet nie zostali zaproszeni imiennie na kongres, podczas którego wicepremier prezentował swoje propozycje. Faux pas.

Nie wszystko jednak stracone. Wicepremier Gowin zapewnia, że jest spokojny o losy projektu. Uważa, że zyska on poparcie, i to nie tylko wśród koalicjantów, ale także opozycji. Parlamentarzystów ma przekonać kilka argumentów. Bojkot reformy Gowina przez PiS oznaczałby koniec koalicji. Minister nauki do tej pory wykazał swoją lojalność – na ołtarzu „dobrej zmiany” złożył swój kręgosłup. Teraz więc kolej na PiS. Ponadto reforma Gowina zyskała aprobatę znacznej części akademików. Chcą zmian, co jest sukcesem. Dotychczas to hermetyczne zazwyczaj środowisko najczęściej unikało ich jak ognia. Setki spotkań z akademikami jak kropla, która drąży skałę, przekonały ich, że modyfikacje są niezbędne. Jest więc klimat do reformy, i to gruntownej. Profesura wie, że projekt, który proponuje Gowin, jest dla uczelni ostatnią deską ratunku, bo bez reformy Polska nadal będzie naukowym zaściankiem. To może przeważyć szalę i koledzy z sejmowej ławy mimo wszystko poprą projekt wicepremiera. Zagłosują, ale żeby wyjść z twarzą, po prostu nie będą klaskać.