Farmaceuci złożyli już co najmniej kilkadziesiąt skarg na uchwały samorządów do wojewódzkich sądów administracyjnych. Zarzut: zmuszanie ich do bezpłatnego dyżurowania nawet wtedy, gdy – ich zdaniem – nikomu nie jest to potrzebne.
Reklama
Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 45, poz. 271 ze zm.), a dokładniej art. 94 ust. 1, mówi wprost: rozkład godzin pracy aptek ogólnodostępnych powinien być dostosowany do potrzeb ludności i zapewniać dostępność świadczeń również w porze nocnej, w niedzielę, święta i inne dni wolne od pracy. Harmonogram ten określa w drodze uchwały rada powiatu.
I tu pojawia się ogromny rozdźwięk pomiędzy rozumieniem tego przepisu przez samorządowców i przez aptekarzy. Chodzi o fragment, który mówi o dostosowaniu rozkładu godzin do potrzeb ludności.
– Lokalne władze w ogóle się tym nie przejmują. Jedyne, na co zwracają uwagę, to aby w danej chwili zawsze jakaś apteka była otwarta. Ale przecież takie działanie jest niezgodne z prawem – utyskuje jeden z łódzkich farmaceutów.

Reklama
Pospolite ruszenie
Niezadowolonych jest znacznie więcej. Doszło nawet do tego, że Okręgowa Izba Aptekarska w Łodzi przygotowała wzór skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego na uchwałę rady powiatu. Inne izby także pomagają swoim członkom. Jak policzyliśmy, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy skarg do sądów trafiło co najmniej kilkadziesiąt.
Zarzuty w większości przypadków są podobne. Kluczowy: samorządy nie uzasadniają swoich uchwał, a powinny to robić. Powinny również – aby ocenić rzeczywiste potrzeby ludności – przeprowadzić analizę, czy i ewentualnie w których miejscach ludzie tak naprawdę chcą kupić leki w nocy. Często bowiem zobowiązywane do dyżurowania są placówki, w których tygodniami nie pojawia się w porze nocnej żywa dusza. A pełnione dyżury, w święta i dni wolne od pracy – jak czytamy w jednej ze skarg – przynoszą właścicielowi apteki każdorazowo stratę rzędu 300–350 zł.
Paulina Kutrzebka adwokat, kancelaria Świeca i Wspólnicy / Dziennik Gazeta Prawna
I tu docieramy do drugiego zastrzeżenia. Otóż farmaceuci nie chcą dyżurować nieodpłatnie. Jak wskazują w swoich skargach, powiaty przecież wydatkują środki na utrzymanie nocnych dyżurów lekarskich. Dlaczego więc miałyby nie płacić także farmaceutom? Samorządowcy jednak odpowiadają, że nie mogą tego robić, gdyż w obowiązujących przepisach brakuje delegacji dla organów powiatu w zakresie finansowania działalności aptek. Takie stanowisko zajęła między innymi rada powiatu łódzkiego wschodniego. Kto ma rację w tej kwestii – rozstrzygną dopiero sądy.
Odwrócona argumentacja
Jest jednak jeszcze jeden istotny argument aptekarzy. Otóż wskazują oni coraz częściej, że skoro ustawodawca nadal dopuszcza możliwość sprzedawania leków poza aptekami, np. na stacjach benzynowych, to zawsze obywatel po środek na ból głowy może pójść właśnie na taką stację. Zaczynają wykorzystywać argument oponentów, którzy wskazują, że swoboda działalności gospodarczej pozwala na sprzedaż leków poza aptekami. Skoro tak, to ta sama zasada nie pozwala na to, by zobowiązywać farmaceutów do nieodpłatnych nocnych dyżurów, podczas gdy samorządy do takich działań nie mogą zobligować lokalnych sklepikarzy czy właścicieli stacji benzynowych. Byłoby to przecież niezgodne z konstytucyjną zasadą równouprawnienia. Jeżeli natomiast ktoś pilnie potrzebuje specjalistycznych leków, to najczęściej w związku z odbytą nocą wizytą w szpitalu czy poradni, a te są nie wszędzie, więc i nie wszędzie muszą być otwarte apteki.
Efekt skali
Do tej pory większość wyroków sądowych była korzystna dla samorządów. Przykładowo w głośnym wyroku WSA we Wrocławiu z 17 września 2014 r. (sygn. akt IV SA/Wr 72/14) sąd wskazał, że nawet potencjalne trudności w zrealizowaniu nałożonego uchwałą obowiązku otwarcia apteki w wyznaczonym czasie nie mogą być uzasadnieniem dla wprowadzania w niej procedury odstąpienia od wykonania obowiązku. W podobnym tonie wypowiadał się już także NSA (patrz grafika). Farmaceuci liczą jednak na to, że tym razem zadziała efekt skali. Tajemnicą poliszynela jest natomiast to, że nie chodzi wcale o wygranie spraw w sądach, lecz zainteresowanie problemem resortu zdrowia oraz ustawodawcy. Aptekarze chcieliby bowiem, aby ustawowo zagwarantować im, że za nocne dyżury będą otrzymywali wynagrodzenie – choćby takie, które pozwoli pokryć koszty działania placówki. Ewentualnie, by doprowadzić do tego, aby powiaty znalazły inny sposób na zagwarantowanie obywatelom całodobowego dostępu do leków bez narażania na wydatki właścicieli aptek. Tak jak zrobiły to Suwałki, w których od 1 lipca zniesiono dyżury apteczne i zadanie to powierzono jednej aptece przyszpitalnej.
– Funkcjonowanie apteki rozwiąże problemy zarówno farmaceutów, jak i mieszkańców, którzy do tej pory miewali problem ze zlokalizowaniem dyżurującej apteki – przekonują władze miasta.
OPINIA
Problem właścicieli / Dziennik Gazeta Prawna
Rzeczywiście, ustawodawca narzuca aptekom i ich kierownikom obowiązek prowadzenia na terenie danego powiatu dyżurów aptecznych w porze nocnej, w niedzielę, święta i inne dni wolne od pracy. Choć z punktu widzenia potrzeb społecznych jest to niewątpliwie potrzebne rozwiązanie, to już od wielu lat unormowanie to jest krytykowane przez środowisko aptekarskie jako niekonstytucyjne i godzące w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Powód? Brak unormowań przewidujących dodatkowe środki finansowe dla dyżurujących aptek, które rekompensowałyby chociaż poniesione koszty pracownicze. W obecnej sytuacji ciężar kosztów spoczywa na aptece. Powstaje przy tym pewien paradoks, bowiem w obecnym porządku prawnym brakuje przepisów, które umożliwiałyby wyegzekwowanie powyższego obowiązku od kierowników apteki. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy zostanie podpisana umowa pomiędzy samorządem a apteką ogólnodostępną. Wówczas nie można wykluczyć możliwości poniesienia przez kierownika apteki (właściciela) odpowiedzialności cywilnej za nienależyte wykonanie umowy.