statystyki

Raport: Absurdy w ochronie zdrowia

autor: Klara Klinger15.06.2016, 07:59; Aktualizacja: 15.06.2016, 12:23
lekarz, medycyna, pacjent

Lekarze na dokumentację poświęcają połowę swojego czasu pracyźródło: ShutterStock

Raport o problemach branży poraża. Rozbudowana sprawozdawczość czy brak spójności w rozliczeniach z NFZ to tylko niektóre z nich. Największą zmorą jest sprawozdawczość. Czasochłonna, nielogiczna i niespójna. Osobne raporty sporządzają pielęgniarka, lekarz prowadzący i każdy inny lekarz, który miał styczność z pacjentem. Na koniec dnia powstają osobne sprawozdania dla każdego pacjenta.

Te same dane są też wpisywane w tzw. statusy dzienne. – Oprócz tego istnieje karta odleżyn, karta obserwacji wkłucia, karta wkłucia centralnego, profilaktyki odleżynowej, okołooperacyjna karta kontrolna, zgoda pacjenta na badania, zgoda na dostęp do dokumentacji medycznej i osobno do informacji o stanie zdrowia – wylicza dyrektor szpitala w Jaworznie Józef Kurek, członek zespołu przygotowującego raport.

Każda strona w historii choroby musi być ręcznie ponumerowana zgodnie z kolejnością wykonywania badań. Sęk w tym, że wyniki przychodzą w różnej kolejności. O błąd bardzo łatwo. Sama historia może liczyć nawet 1,5 tys. stron, a w bydgoskim szpitalu powstaje 30 tys. takich dokumentów rocznie. Do tego dochodzą rejestry prowadzone osobno dla każdego pacjenta (np. zakażeń szpitalnych, drobnoustrojów alarmowych i ocena ryzyka zakażenia szpitalnego). Oprócz bieżącej dokumentacji szpital musi składać 48 sprawozdań, nie tylko do MZ i NFZ, ale i do sanepidu, PFRON, GUS, podmiotu tworzącego, urzędu marszałkowskiego. Wiele z nich trafia do kosza.

– Wystarczyłoby, aby zespół opiekujący się pacjentem spisywał jeden raport, zaś szpital wysyłał sprawozdania do jednej instytucji centralnej, która rozsyłałaby je innym – uważa Józef Kurek. Jego zdaniem lekarze na dokumentację poświęcają połowę swojego czasu. Kolejnym przykładem są bloczki receptowe: nie są przypisane do lekarza, tylko do zakresu jego pracy. Ten sam lekarz może mieć kilka różnych bloczków, jeżeli pracuje w szpitalu, poradni i opiece ambulatoryjnej.

Źródłem wielu absurdów jest tzw. portal świadczeniodawców, służący do rozliczeń z NFZ. – Posiadamy kilkaset pomp do przetaczania płynów, kilkanaście USG. Ale jeżeli na pediatrii popsuje się pompa, to nie mogę jej przesunąć z chirurgii, bo byłoby to naruszenie prawa. W portalu musimy wpisać numer sprzętu i przypisać do konkretnego oddziału – opowiada Kurek. Jakiś czas temu na SOR w jego szpitalu kontrolerzy znaleźli monitor EKG, który miał inny numer niż wykazany w portalu. Spełniał wymogi, miał ważne przeglądy, a mimo to wlepiono 15 tys. zł kary.


Pozostało 72% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane