Zmieniły się również nawyki dzieci: jak wynika z podsumowania działań instytutu, przed startem programu 24 proc. dzieci nie jadło śniadań lub jadło je sporadycznie. Po dwóch latach akcji odsetek takich odpowiedzi zmniejszył się do 19 proc. Wzrósł za to z 29 do 39 proc. odsetek dzieci jedzących przynajmniej pięć posiłków dziennie. Tych, które zrezygnowały z przekąsek, przybyło z 36 do 48 proc.

Edukacja była prowadzona przez Instytut Żywności i Żywienia w ramach programu „Zachowaj równowagę” współfinansowanego ze środków szwajcarskich. Jednym z głównych zadań była nauka zasad prawidłowego żywienia oraz aktywności fizycznej. – Do realizacji programu zaprosiliśmy też rodziców, których uczyliśmy, jak robić zdrowe drugie śniadanie czy jak niebezpieczne dla dziecka są przekąski – opowiada Joanna Jaczewska-Schuetz, sprawująca nadzór nad programem.

W tym roku skończyły się pieniądze na jego prowadzenie. Trwają rozmowy z Ministerstwem Edukacji Narodowej i Ministerstwem Zdrowia, by był on kontynuowany w kolejnych latach. Jak przekonuje IŻiŻ, koszty nie są wysokie – według wyliczeń prof. Mirosława Jarosza, dyrektora IŻiŻ, wynoszą 2 zł rocznie na jedno dziecko.

Według lekarzy z Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, osób z Fundacji „My Pacjenci” oraz przedstawicieli rodziców tworzących ruch Głodni Zmian brakuje systemowego rozwiązania. Ich zdaniem, oprócz szkoły, miejscem, w którym dzieci powinny być objęte opieką zapobiegającą otyłości, jest podstawowa służba zdrowia.

Mniej otyłych (dziewczynek)

Mniej otyłych (dziewczynek)

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jednak obecnie nie istnieją żadne standardy dotyczące tego rodzaju opieki. Dlatego do ministerstwa w tym tygodniu ma trafić apel do MZ i NFZ, by wprowadzić osobną usługę medyczną: poradę żywieniową dla dzieci do trzeciego roku życia. Ze wstępnych wyliczeń wynika, że rocznie koszt wyniósłby 26 mln zł. Autorami apelu są m.in. Fundacja „My Pacjenci”, Polskie Towarzystwo Dietetyki czy Polskie Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Zespołem Pradera-Williego. Pod dokumentem podpisali się też lekarze: konsultanci krajowi w dziedzinach diabetologii i pielęgniarstwa rodzinnego oraz lekarze z ośrodków specjalistycznych.

– Takie porady powinny być realizowane przede wszystkim przez pielęgniarki, położne, dietetyków czy też edukatorów zdrowotnych – uważa Ewa Borek z Fundacji „My Pacjenci”.

I podkreśla, że obecnie w standardach opieki profilaktycznej w Polsce nie ma w ogóle ujętej profilaktyki otyłości, która istnieje m.in. w Wielkiej Brytanii.

Z badań jej fundacji wynikało, że 80 proc. rodziców widzi potrzebę takiej profilaktycznej porady. Pod apelem udało się zebrać ponad 10 tys. podpisów.

– Pomocne może być samo mierzenie i ważenie, wyliczanie BMI (indeksu masy ciała – red.), rozmowy o żywieniu czy zachęcanie do aktywności fizycznej – przyznaje Elżbieta Tomiak, lekarka rodzinna. Jej zdaniem powinno to być rutynowym działaniem powtarzanym przy każdej wizycie u lekarza, niezależnie od jej powodu.

Nasza rozmówczyni tłumaczy, że dzięki możliwości sprawowania stałej opieki to lekarz rodzinny łatwo może wychwycić niepokojące zmiany. Dla większości lekarzy problemem jest brak czasu, zbyt duża liczba pacjentów.

Z kolei lekarze zgromadzeni w Polskim Towarzystwie Badań nad Otyłością apelują o wprowadzenie nowej specjalizacji – obesitologa. – Rozważymy, być może dałoby się ją wprowadzić – mówi wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz.

Problem jest istotny. Z najnowszych badań „Lancetu” wynika, że w roku 2025 na otyłość będzie już cierpieć na świecie 18 proc. mężczyzn i 21 proc. kobiet. Z innych międzynarodowych badań HBSC prowadzonych w 42 krajach wśród młodzieży między 11. a 15. rokiem życia wynika, że Polska zajmuje pod tym względem 33. miejsce. Przez lata ten odsetek rósł: według HBSC jeszcze w 2002 r. otyłych dzieci w Polsce było 8,2 proc., w 2010 r. już 18,1 proc. Ostatnie wyniki są trochę bardziej pozytywne: w 2014 r. odsetek zmniejszył się do 14,8 proc.