Zastrzyki z botoksu, kwasu hialuronowego i innych upiększaczy wykonuje w Polsce, kto chce. Kosmetyczki, fryzjerki, zdarza się, że nawet weterynarze czy uczestniczki botox party. Choć przepisy jasno regulują, że iniekcje wolno robić tylko lekarzowi lub pielęgniarce i położnej (w ostatnich przypadkach, o ile zleci je medyk), MZ porządkowanie tej kwestii zaczyna od pomysłu z wykluczeniem z rynku medycyny estetycznej... dentystów.
Stomatolog ma mniejsze kompetencje do podawania botoksu niż np. ortopeda czy endokrynolog? Tak wynika z listu, który Departament Nauki i Szkolnictwa Wyższego Ministerstwa Zdrowia wystosował do Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Uczelnia prowadzi kształcenie podyplomowe medyków w zakresie medycyny estetycznej i często biorą w nim udział właśnie stomatolodzy.
I dotychczas nie było co do tego zastrzeżeń, stąd zaskoczenie m.in. prof. Bolesława Samolińskiego, dziekana Centrum Kształcenia Podyplomowego WUM. O opinię poprosił Naczelną Radę Lekarską. Zwrócił też uwagę, że list z resortu zdrowia pociąga za sobą wiele pytań, także o to, czy stomatolodzy wykonujący takie zabiegi mogą się ubezpieczać od roszczeń pacjentów.
– Prawo do przerwania ciągłości tkanek, czyli m.in. iniekcji, mają tylko lekarze, bez względu na specjalizację – tłumaczy DGP Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Reklama
Dodaje, że akurat stomatolodzy stale wykonują różne zabiegi w obrębie twarzoczaszki.

Reklama
Zapytane przez nas ministerstwo wskazuje jednak, że absolwent kierunku lekarsko-dentystycznego ma zaawansowaną wiedzę w zakresie stomatologii, natomiast tylko podstawową w zakresie medycyny oraz nauk przyrodniczych. I to go dyskwalifikuje.
Czy na wykluczeniu dentystów dyskusja o kwalifikacjach się zakończy? Raczej nie. Ze względu na szybki rozwój medycyny kosmetycznej coraz częściej postuluje się, by dyplom medyka był uzupełniony certyfikatem lub egzaminem. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy w resorcie zdrowia, trwają nad tym prace.
– Kwestia ustanowienia np. specjalizacji z zakresu medycyny estetycznej może zostać rozważona podczas najbliższej nowelizacji rozporządzenia w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy dentystów – zapowiada Milena Kruszewska, rzeczniczka resortu zdrowia.
Lekarze od specjalizacji woleliby system certyfikatów. Warto też podkreślić, że obecnie każdy medyk, który twierdzi, że jest specjalistą od medycyny estetycznej (nie brakuje takich w internecie), musi liczyć się z tym, że zajmie się nim rzecznik odpowiedzialności zawodowej z izby lekarskiej.
– Podobnie jest np. z lekarzami homeopatami. Takich specjalizacji po prostu nie ma – ostrzega Hamankiewicz.
Niezależnie od tego, czy medycy będą musieli potwierdzić doświadczenie w medycynie estetycznej, to wierzchołek góry lodowej. Zabiegi robią bowiem często osoby bez jakiejkolwiek wiedzy medycznej.
Organy ścigania rzadko to interesuje. Przy czym ostatnio do Prokuratury Rejonowej Poznań–Grunwald wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez salon kosmetyczny, którego kosmetyczki oferują m.in. zastrzyki z kwasu hialuronowego i wycinanie znamion. Złożyli je lekarze.
Sprawa na pierwszy rzut oka może wyglądać na walkę o intratny rynek między dwoma grupami zawodowymi, jednak wycięcie kawałka skóry, który kosmetyczka może uznać za pieprzyk, miewa nieodwracalne skutki. Jeśli był to czerniak, chory trafia do onkologa dopiero wtedy, gdy ma przerzuty, a wtedy szansa na to, by leczenie przyniosło skutki, spada poniżej 10 proc.
500 tys. Polaków chce poddać się zabiegowi poprawiającemu urodę w najbliższym roku
1–2 mld zł według szacunków wydajemy w klinikach chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej