Stowarzyszenia działają głównie w obszarach bardzo nisko wycenianych przez NFZ. Dzięki nim Polacy mogą liczyć m.in. na opiekę paliatywną czy leczenie uzależnień.
Placówki świadczące usługi ochrony zdrowia / Dziennik Gazeta Prawna
Główny Urząd Statystyczny po raz pierwszy przygotował raport na podstawie zbieranych od lat danych od organizacji non profit. Chodzi głównie o stowarzyszenia, fundacje, organizacje pracodawców, związki wyznaniowe. Okazuje się, że w wielu dziedzinach są one znaczącymi dostawcami usług potrzebnych Polakom. W sporcie podlega im 99 proc. placówek, z których korzysta 97 proc. ćwiczących. Wśród placówek integracji społecznej i zawodowej z kolei mają aż trzy czwarte placówek. Jak jest w zdrowiu? Na pierwszy rzut oka bardzo kiepsko.
Reklama
Dane nie zachwycają

Reklama
Choć usługi zdrowotne w 2014 r. realizowało 2,8 tys. organizacji non profit, to biorąc pod uwagę cały rynek ochrony zdrowia, stanowiły tylko 3 proc. podmiotów świadczących usługi w tym obszarze. Pod względem liczby pacjentów w ich szpitalach leczyło się tylko 0,2 proc. Polaków. Główną przyczyną okazują się bariery finansowe – budowa szpitala to koszt kilkudziesięciu milionów złotych.
– Prowadzenie tego typu placówek to wyzwanie organizacyjne, logistyczne i finansowe, wymagające wiedzy i specjalistycznych umiejętności z wielu niszowych obszarów. Nie zawsze te kompetencje są w posiadaniu organizacji pozarządowych – wyjaśnia Ewa Borek, prezes Fundacji MY Pacjenci.
Jednak tam, gdzie początkowe nakłady nie muszą być aż tak wysokie, za to potrzeba długiego, systematycznego działania, takie organizacje nie mają sobie równych. Robią to, co powinno zapewnić obywatelom państwo, ale w tych obszarach nie domaga.
Odpowiedź na potrzeby
Z raportu wynika, że organizacje pozarządowe zajmują się głównie opieką długoterminową, hospicyjno-paliatywną (mają pod opieką 37 proc. wszystkich podopiecznych tego typu placówek w Polsce), psychiatryczną, leczeniem uzależnień. Takie procedury medyczne są bardzo nisko finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Efekt jest więc taki, że nie są nimi zainteresowane ani firmy komercyjne, ani publiczne placówki.
– Tam, gdzie brakuje środków, wchodzą organizacje non profit, które często dofinansowują swoje działania z mechanizmu 1 proc. podatku, darowizn, zbiórek publicznych – wyjaśnia Maria Libura, ekspertka z Uczelni Łazarskiego.
Wtóruje jej Ewa Borek. – Organizacje zajmują się najbardziej niewdzięcznym obszarem, w którym trudno prowadzić działalność gospodarczą – dodaje.
Tego typu podmioty najczęściej zakładają sami chorzy oraz ich bliscy. – W efekcie fundacje czy stowarzyszenia odpowiadają na potrzeby swoich członków – wyjaśnia Maria Libura.
Sektor non profit realizuje też tzw. zadania miękkie, które GUS określił jako niezinstytucjonalizowane; m.in. informują pacjentów o schorzeniach, zwłaszcza rzadkich. – W Polsce takich informacji niestety wciąż brakuje – mówi Maria Libura. I dodaje, że np. w Wielkiej Brytanii tamtejszy odpowiednik NFZ ma świetnie działającą stronę internetową, z której można się dowiedzieć wszystkiego o prawie każdej chorobie, stosowanej w niej diagnostyce, leczeniu, miejscach udzielania świadczeń.
– Kolejne ważne zadanie, jakie wypełniają organizacje non profit, to profilaktyka i szeroko rozumiane zdrowie publiczne. Tu też społeczeństwo obywatelskie organizuje się i wypełnia lukę istniejącą po stronie sektora publicznego – podkreśla ekspertka Uczelni Łazarskiego.
Z danych GUS oraz opinii ekspertów wynika, że organizacje sprawdzają się też, gdy zorganizować trzeba zbiórkę pieniędzy na leczenie – czy to osób indywidualnych, czy na wielką skalę, jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która co roku kupuje sprzęt za dziesiątki milionów złotych.
Resort nie docenia
Organizacje pacjenckie poza pomocową działalnością zabiegają także o zmiany systemowe w ochronie zdrowia oraz rozwijają innowacje, np. w zakresie opieki nad pacjentami czy jakości w ochronie zdrowia.
Chciałyby w tym zakresie działać jeszcze szerzej, niestety jak do tej pory nie zawsze się to udaje. – W krajach europejskich czy USA powszechna jest praktyka włączania opinii pacjentów do procesów podejmowania decyzji o zmianach w opiece zdrowotnej. Zmiany uzgodnione z pacjentami łatwiej się wdraża – podkreśla Borek.
W Polsce jednak idzie to opornie. Resort zdrowia dotychczas tłumaczył to m.in. tym, że ma problem z ustaleniem, która z organizacji pacjenckich jest reprezentatywna dla całego środowiska.
– Nie ma to większego znaczenia. Federalizacja jest postrzegana w UE jako hamulec partycypacji. W Wielkiej Brytanii dokonuje się losowego wyboru obywateli do ciała doradzającego agencji decydującej o przeznaczeniu środków publicznych na zdrowie – twierdzi Borek.
Jej zdaniem nie jest aż tak ważne, kto reprezentuje pacjentów czy obywateli – ale to, by ich przedstawiciele byli w czasie podejmowania decyzji. Organizacje regularnie zwracają się do resortu zdrowia w sprawie włączenia ich w proces decyzyjny. Zamierzają też zintensyfikować swoje działania, ponieważ rząd zapowiada duże zmiany systemowe, nad którymi pracują w resorcie zdrowia zespoły ekspertów. Niestety nie do wszystkich dopuszczono pacjentów.