Jednym z najważniejszych skutków pandemii jest rosnący dług zdrowotny, który dotyczy zarówno zadłużenia finansowego, jak i niezgłaszania się pacjentów do lekarzy. Większość pieniędzy przeznaczonych na opiekę zdrowotną przez ostatnie dwa lata była kierowana na walkę z pandemią. W niedofinansowanym do tej pory systemie sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła. Ludzie nie chcieli chodzić do lekarza w obawie przed zakażeniem, dotyczyło to zarówno zwykłych wizyt w poradniach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), jak i u specjalistów. Przekładali też zabiegi czy hospitalizację. Taki stan przeciągnął się na całą pandemię. Ostatecznie zdrowie Polaków, które nie było zbyt dobre wcześniej, zdecydowanie się pogorszyło.
W pandemii mieliśmy wiele nadmiarowych zgonów. Tylko w 2021 r. według GUS zmarło ponad pół miliona osób, co oznacza wzrost o ponad 42 tys. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Liczba zgonów w 2021 r. przekroczyła o prawie 154 tys. średnioroczną wartość z ostatnich 50 lat. Większość śmierci nie miałaby miejsca, gdyby nie pandemia. Wiele osób, które przeżyły ten okres, jest teraz w gorszym stanie zdrowia, ponieważ ich choroba nie została zdiagnozowana wystarczająco wcześnie. Część z nich być może jeszcze o niej nie wie, bo nie miała badań profilaktycznych bądź zlekceważyła pierwsze objawy. Również wielu cierpiących na choroby przewlekłe zaniedbało leczenie, rutynowe kontrole czy zabiegi fizjoterapeutyczne. Wyraźnie zabrakło edukacji pacjentów, że ryzyko, jakie niesie choroba podstawowa czy przewlekła, jest znacznie większe niż zarażenie się koronawirusem, a jednocześnie grozi poważniejszymi konsekwencjami. Przykładem mogą być choroby onkologiczne. Według ekspertów liczba badań skriningowych spadła o ponad 40 proc., a liczba wykrywanych nowotworów w IV stopniu zaawansowania powiększyła się o 10 proc. To oznacza, że ich leczenie wymaga coraz większych nakładów sił i pieniędzy, a szanse pacjentów na powrót do zdrowia są mniejsze. Jest to kolejna część długu zdrowotnego w Polsce.