Reklama
Dzisiaj przed sądem administracyjnym we włoskim mieście Brescia – drugim co do liczby ludności ośrodku Lombardii – rozpocznie się bezprecedensowa sprawa dotycząca tego, ile państwo może wymagać od obywateli nawet w środku pandemii. Wniosła ją grupa 300 pracowników ochrony zdrowia, którym nie podoba się nałożony na nich jeszcze w kwietniu obowiązek zaszczepienia się przeciw COVID-19.
– Jestem pewien, że sąd dokładnie przyjrzy się argumentom stojącym za naszym wnioskiem i uzna prawo pracowników ochrony zdrowia do decydowania o własnym życiu, a także inne nienaruszalne prawa – mówił niedawno Daniele Granara, prawnik reprezentujący powodów. – To spór o demokrację – o to, że zmusza się osoby do podejmowania ryzyka, szantażując, że nie będą mogły wykonywać swojego zawodu – grzmiał.
Takich spraw do włoskich sądów trafiło kilka; łącznie może być w nich reprezentowanych nawet 3 tys. osób. Jedna z nich przed sądem w Genui ma zacząć się na początku października; na termin pierwszej rozprawy wciąż czekają pracownicy ochrony zdrowia, którzy pozew złożyli przed sądem w Mediolanie.
Z włoskich statystyk wynika jednak, że problem niechęci wobec szczepień dotyczy niewielkiego odsetka pracowników ochrony zdrowia – ok. 45 tys. osób, co stanowi 2,3 proc. zatrudnionych w sektorze. Z tej grupy ok. 200–300 osób, czyli mniej więcej 0,2 proc., stanowią lekarze. Zgodnie z przepisami zwolnienie opornych jest ostatecznością – wcześniej mogą być wysłani do pracy na stanowisko niewymagające kontaktu z pacjentami lub zawieszeni (co już się zdarzało).
Włoski rząd wprowadzając obowiązek szczepień, kierował się przede wszystkim chęcią uniknięcia powtórki z pierwszej fali, która wyjątkowo mocno uderzyła w placówki opiekuńcze; ogniskami wirusa stały się wówczas również nieprzygotowane szpitale. Rozprzestrzenianie się wariantu Delta kazało jednak rozważyć podobne kroki także innym rządom. W poniedziałek wprowadzenie podobnego do włoskiego rozwiązania zapowiedział premier Grecji Kyriakos Mitsotakis.
– Kraj nie będzie się znów zamykał z powodu garstki ludzi. To nie Grecja jest w niebezpieczeństwie, ale niezaszczepieni Grecy – mówił polityk.
Personel medyczny, jak również pracownicy różnych placówek opiekuńczych mają czas do 16 sierpnia, aby przyjąć pierwszą dawkę. Jeśli tego nie zrobią, grozi im zawieszenie w obowiązkach służbowych, a nawet zwolnienie. Placówka, która nie dopilnuje swoich pracowników, może się liczyć z grzywną w wysokości 50 tys. euro (prawie 230 tys. zł) lub nawet 200 tys. euro (ok. 915 tys. zł) w przypadku recydywy.
Obowiązek szczepień nałożono na pracowników medycznych także we Francji. Na przyjęcie preparatu mają czas do 15 września, inaczej muszą liczyć się z konsekwencjami. Decyzję ogłosił w poniedziałkowy wieczór w orędziu telewizyjnym prezydent kraju Emmanuel Macron. – Zasada jest prosta. Im więcej osób zaszczepimy, tym mniej przestrzeni do krążenia w społeczeństwie ma wirus – stwierdził polityk, który po wystąpieniu wrzucił nawet na media społecznościowe obrazek z samym sobą powtarzającym frazę „zaszczep się!”.
Macron postanowił jednak posunąć się znacznie dalej niż Włosi czy Grecy. Zapowiedział, że niebawem szczepienie będzie warunkiem niezbędnym wizyty w kinie czy teatrze, jak również wyjścia do restauracji, centrum handlowego, a nawet podróży pociągiem czy samolotem. Większość z tych wymogów ma zacząć obowiązywać już na początku sierpnia.
Taka filozofia tworzenia zachęt przez państwo może się nie podobać, ale trudno odmówić jej skuteczności. Jak poinformował operator systemu zapisów online na szczepienia, po wystąpieniu Macrona na podwinięcie rękawa umówiło się ponad 900 tys. Francuzów, a do połowy wczorajszego dnia – 1,3 mln.
Sprowokowało to zresztą falę dowcipów w sieci, z których najpopularniejszy podsumowywał postawę upartych Francuzów w krótkiej wymianie zdań: – Możesz umrzeć. – Nie obchodzi mnie to. – Ale nie będziesz mógł pójść do knajpy. – OK, to kłujemy w rękę czy pośladek?
Przy okazji warto jednak wspomnieć, że Francja nie jest pierwszym krajem, który wprowadził obowiązek szczepienia dla chcących cieszyć się posiłkiem wewnątrz restauracji. Pierwsi byli Duńczycy, którzy wymóg ten już w kwietniu uczynili fundamentem stopniowego otwierania gospodarki. Świadectwo przyjęcia preparatów chroniących przed COVID-19 należy także pokazywać przed wejściem do knajp w Austrii i niektórych niemieckich landach. W naszej części Europy takie rozwiązanie wprowadzili Litwini, Łotysze, a także Węgrzy.
Wprowadzenie jakichś form przymusu rozważane jest nawet w krajach anglosaskich, o najbardziej liberalnym podejściu do swobód obywatelskich. W Wielkiej Brytanii rząd rozważa nałożenie obowiązku szczepień na pracowników domów opieki nad seniorami. Departament Obrony USA chce wprowadzić obowiązkowe szczepienia dla żołnierzy, kiedy preparaty uzyskają już normalne dopuszczenie na rynek (na razie są dostępne na zasadach kryzysowych).
Jedynym krajem, który na razie zdecydował się na powszechny obowiązek szczepienia się przeciw COVID-19, jest Indonezja. Regulacja nie wpłynęła jednak znacząco na odsetek wyszczepień przez wzgląd na problemy z dostawami i słabą infrastrukturę. W efekcie kraj znajduje się teraz w środku najgorszej fali zakażeń.