Już niedługo może się okazać, że problemem będzie niewystarczająca liczba preparatów. Dostaniemy o 4–5 mln dawek mniej od naszego głównego dostawcy – Pfizera. To może znaczyć, że wystarczy tylko na drugie dawki. Rząd liczył na większe dostawy. Jak tłumaczy Michał Kuczmierowski, szef Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, do tej pory otrzymywaliśmy od 1,2 do 1,5 mln dawek tygodniowo. W czerwcu skala dostaw zwiększyła się do 2,1 mln sztuk. Polska uważała, że taka liczba utrzyma się w kolejnych miesiącach. Rzeczywistość okazała się inna. Ratunku nie będzie stanowić AstraZeneca, która i tak stwarza najwięcej problemów z przewidywalnością realizacji zamówień. Teraz przyjeżdża około 250 tys. preparatów tej firmy co tydzień – niemal pięć razy mniej niż obecnie od firmy Pfizer.
Rząd nadal jednak rozwija punkty szczepień. Po lekarzach rodzinnych, szpitalach, placówkach organizowanych przez samorządy od poniedziałku możliwość zgłaszania się mają apteki. W planach jest poszerzenie uprawnień pracodawców, a od września do systemu mają wejść szkoły. Jak wynika z sondy DGP, przez jeden dzień – do wczorajszego popołudnia – wpłynęło kilkadziesiąt wniosków od aptek. W Wielkopolsce ta liczba zwiększała się z godziny na godzinę. W południe wynosiła sześć, dwie godziny później już 11. Na Śląsku – cztery, w Małopolsce – jeden. – Do podlaskiego oddziału NFZ nie wpłynęły jeszcze wnioski, jednak prowadzimy rozmowy z Okręgową Izbą Aptekarską, udzielamy informacji na pytania zainteresowanych podmiotów – informuje ten oddział. Także w Warszawie są liczne telefoniczne pytania – mówi Andrzej Troszyński, rzecznik mazowieckiego NFZ.