Wzrost liczby prób samobójczych jest szczególnie widoczny w grupie do 18. roku życia. Liczba zamachów na własne życie w porównaniu z I kw. 2020 r. wzrosła o niemal jedną czwartą.
– Obserwując, jakie dzieci przychodzą do nas na oddział, widzimy, że do najważniejszych przyczyn zamachów samobójczych należą depresja, zaburzenia nastroju, bezsenność i napady lękowe – mówi Halina Flisiak-Antonijczuk, dyrektor Centrum Neuropsychiatrii Neuromed we Wrocławiu. Nasza rozmówczyni dostrzega zmianę w porównaniu z poprzednimi latami. – Wcześniej częstszym problemem były zaburzenia zachowania, nadpobudliwość i agresja. Wiele problemów wynikało z bezpośrednich relacji z rówieśnikami, teraz te relacje są ograniczone – tłumaczy.
Jej słowa potwierdza Paula Włodarczyk, koordynatorka telefonu zaufania w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. – Dziś dzieci mówią, że walczą z samotnością i bezsensem życia. Jak opisują, nie mają motywacji do działania nie tylko w związku z pandemią, ale i dlatego, że zagrożony jest klimat i środowisko – dodaje i podkreśla, że wśród powodów wymieniają też brak tolerancji dla osób LGBT i wzrost przypadków przemocy seksualnej w związku z zamknięciem w domach z powodu koronawirusa. Doktor Flisiak-Antonijczuk podkreśla, że próby samobójcze są wołaniem o pomoc. Sposoby radzenia sobie z napięciem mogą się zmieniać falowo: czasem jest więcej samookaleczeń, zaburzeń odżywiania albo aktów agresji. Targnięcie się na własne życie zawsze jednak dowodzi złego stanu zdrowia psychicznego.
Reklama
Zmieniają się tylko powody. Jak tłumaczą psychologowie, na początku pandemii ludzie byli bardziej gotowi do walki z nowym zagrożeniem. Początkowo kryzysy zwykle mobilizują. Gdy tracimy siły, może się pojawić depresja. – Wiele dzieci, które spędzają dużo czasu z rodzinami w sytuacjach konfliktowych, przejmuje poczucie winy i odpowiedzialności. Podczas lockdownu nie mają ucieczki od rodziny. Mamy też dzieci z nasileniem zaburzeń lękowych wywołanych pandemią, zagrożeniem zewnętrznym, i takie, które epidemia dotknęła bezpośrednio – wylicza dr Flisiak-Antonijczuk. – Ostatnio byłam na oddziale na zakończeniu roku szkolnego klas maturalnych. Bodaj sześciorgu dzieciom umarł dziadek albo babcia, z którą byli związani – dodaje. Tymczasem oddziały psychiatryczne dla dzieci i młodzieży są przepełnione. We wrocławskim centrum jest 90 miejsc na oddziale dziennym i wszystkie są zajęte.
Statystyki mogą być też niedoszacowane. Jak mówiła DGP dr Daria Biechowska z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, oficjalne dane mogą nie do końca oddawać skalę problemu, bo jedynym ich źródłem jest policja. – Jeśli dziecko zatruje się lekami, a do szpitala zawiozą je opiekunowie, to nie znajdzie się ono w statystykach – mówi Biechowska. Naukowcy szacują, że na każdą śmierć samobójczą przypada do 20 prób. W I kw. skutecznie odebrało sobie życie 19 nieletnich. Gdyby przyjąć taki sposób obliczeń, próby samobójczej w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2021 r. dokonało ok. 400 dzieci, podczas gdy oficjalne statystyki mówią o 271 przypadkach.
System nie pozwala na pracę psychologów z całymi rodzinami w takim zakresie, jaki byłby niezbędny. Tymczasem większość dziecięcych problemów wymaga właśnie pracy z rodzicami. Powstają wprawdzie poradnie, które mają przejąć ambulatoryjną opiekę nad dziećmi i odciążyć szpitale, sprawdzając, czy wystarczy pomoc psychologiczna, czy też dziecko należy skierować do psychiatry, ale ich sieć dopiero się rozwija. Jak wynika z danych Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie działa 120 ośrodków środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej. Docelowo ma być co najmniej jedno takie centrum na powiat, a tych jest w Polsce 380.
O 14 proc. w porównaniu z I kw. 2020 r. wzrosła też liczba prób samobójczych wśród osób powyżej 65. roku życia. Zdaniem ekspertów zapalnikiem w ich przypadku często bywa śmierć partnera, a nadmiarowe zgony podczas pandemii najczęściej dotykały właśnie osoby starsze. – Pojawiają się wtedy samotność, pustka. Najgorzej jest w sytuacji, gdy najbliższa rodzina pozostaje daleko. Takie osoby nie wytrzymują i odbierają sobie życie. Ma to też miejsce w sytuacji, gdy są one chore i nie chcą obciążać swoją osobą najbliższych – tłumaczą specjaliści.
Problemem całej polskiej opieki psychiatrycznej i psychologicznej są pieniądze. Tych wciąż brakuje, a dodatkowo rosną nożyce w wynagrodzeniach między publiczną a prywatną ochroną zdrowia. Psycholog i psychiatra otrzyma na rynku 200 zł za wizytę, a pracując w publicznej placówce – tylko 50 zł. Obecnie trwają rozmowy o zmianach w wycenie świadczeń psychiatrycznych.
Zamachy samobójcze
Polska psychiatria od lat skarży się na poważne niedofinansowanie