Reklama
Wojewoda wielkopolski skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa zagrażającego życiu i zdrowiu chorych: w dniu awarii zmarło sześciu pacjentów. Śledczy sprawdzą m.in., czy brak dostaw mógł się do tego przyczynić.
We wtorek przed południem w tymczasowym szpitalu w Poznaniu zorganizowanym na Międzynarodowych Targach Poznańskich na kilka godzin zabrakło tlenu. W placówce było wówczas ok. 260 chorych, w tym 17 pod respiratorami.
– Masowo przerzucaliśmy pacjentów na butle, które dowoziła straż pożarna. Zaczęliśmy od najciężej chorych. Część musieliśmy podłączyć do respiratorów, bo mogliby nie wytrzymać – mówi nam lekarz, który był wówczas na dyżurze. I przyznaje, że w tym czasie zmarło sześć osób (niektórzy medycy mówią nawet o ośmiu, ale nie udało nam się zweryfikować tej informacji w szpitalu). Czy powodem był brak tlenu? – Być może. Ale może te osoby zmarłyby nawet wtedy, gdyby go dostawały– mówi nasz rozmówca.
Osoba związana z rządem mówi nam, że w poprzednich dniach w tej placówce również zmarło kilka osób; tę informację potwierdza jeden z tamtejszych lekarzy. W całym województwie wielkopolskim we wtorek łącznie było 18 zgonów.
Początkowo założenie było takie, że w szpitalach tymczasowych miały leżeć osoby lżej chore. Tak jest m.in. w stolicy – tutaj najcięższe przypadki trafiają do tradycyjnych lecznic. Jak wynika z naszych informacji, w sumie z 1500 osób, które chorowały na Stadionie Narodowym, zmarło 15. Jednak nie wszędzie tak jest, a szpital w Poznaniu, jak mówią nasi rozmówcy, nie miał określonego profilu. Trafiają tu chorzy w bardzo różnym stanie.
Jak się dowiedział DGP – potwierdziliśmy to w dwóch różnych źródłach – tlenu zabrakło, bo prawdopodobnie nikt na czas nie sprawdził, ile jest jeszcze zapasu. – Z dnia na dzień zwiększano liczbę łóżek i dowożono nowych pacjentów. Wielu wymagało tlenoterapii wysokociśnieniowej, która wiąże się z większym zużyciem gazu – wyjaśnia nam jeden z lekarzy.
– Ktoś wyliczył, że tlenu w zbiorniku wystarczy do następnej dostawy. Niestety w międzyczasie zużycie znacząco się zwiększyło. Skutek był taki, że zabrakło go wcześniej, niż ktoś przewidział – mówi jedna z osób, która zna dobrze przebieg wydarzeń. Zgodnie z naszymi ustaleniami możliwe, że gazu w szpitalu zabrakło nawet na kilkanaście godzin przed przyjazdem dostawcy – miał być między godzinami 8 a 15, a był o 11. Zbiornik tuż przed ponownym napełnieniem miał podwyższoną temperaturę. Jak nam mówią informatorzy, tak się dzieje, kiedy stoi pusty.
Wojciech Murawski, prezes zarządu Polskiej Fundacji Gazów Technicznych, potwierdza, że zużycie tleniu jest dziś siedem razy większe niż normalnie. W czasie jesiennej fali koronawirusa było 5-krotnie wyższe. Jeden z dyrektorów szpitali przyznaje, że w jesiennej fali tlen z ich kilkutonowego zbiornika został wykorzystany w dwa dni, podczas gdy normalnie zużywano go w miesiąc.
Około godz. 11 poznańska placówka znów miała tlen. Do tego czasu strażacy dowieźli 60 butli o pojemności 50 l. – U nas na 28 pacjentów tylko dwóch jest bez niego – mówi nasz rozmówca z poznańskiego szpitala. Ile by przeżyli bez gazu? Około 90 proc. z nich od godziny do dwóch bez wspomagania. Dla 10 proc. nie byłoby szans. Ale i tak przeniesienie na butle wiązało się z pogorszeniem oddychania. Przy tlenoterapii wysokociśnieniowej tlen z „ściany” może płynąć z prędkością 60 l na minutę, z butli 15 l na minutę. – Przez kilkadziesiąt minut, bo tyle trwała przerwa, to wystarczyło. Ale nie wiadomo, co by się stało, gdyby dłużej trwała przerwa – opowiada nasz rozmówca.
Na początku pracownicy słyszeli, że doszło do awarii instalacji, potem się okazało, że po prostu zabrakło tlenu. – Musieliśmy uspakajać pacjentów. Wiele to młode osoby koło 30, 40 lat, ale i też 20-latkowie – mówi nasz rozmówca. Kilka osób przewieziono do innych szpitali.
Sprawę będą teraz wyjaśniać w sumie trzy komisje powołane przez wojewodę i Uniwersytet Medyczny. – Podpisałem też wniosek do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa zagrożenia życia i zdrowia pacjentów – informował przedwczoraj wojewoda wielkopolski Michał Zieliński.
Kłopoty z tlenem pojawiają się w szpitalach od samego początku. Już jesienią pisaliśmy o problemie. Nie sam gaz jest problemem, tylko stare instalacje (dyrektorzy mówią wprost, że boją się, czy wytrzymają – niektóre są nieszczelne, inne mogą wybuchnąć), ograniczone zasoby butli oraz dostawy. Nie ma cystern do przewożenia tlenu z potrzebną dziś częstotliwością.
Dziś, jak mówią nam producenci, tygodniowo na cele transportu tlenu medycznego przerabiają 2–3 cysterny do tlenu technicznego. Urzędnicy, którzy monitorują sytuację, przyznają, że wiedzą o kłopotach. Cystern na rynku brakuje. Jednym z rozwiązań jest zwiększenie liczby punktów, skąd jest rozwożony tlen. Tak aby cysterny nie były blokowane na długi czas. Kolejnym jest włączenie Orlenu i Polfy Tarchomin do zaopatrzenia. Powstają banki tlenu przy urzędach wojewódzkich (to również stąd były dowożone butle do szpitala w Poznaniu). Szpitale zaś zostały uczulone, żeby przygotować wolne i szybkie przejazdy dla aut dowożących tlen – niektóre wyburzają murki czy zmieniają miejsca parkingowe.
Jak mówią eksperci idealnym rozwiązaniem w takiej sytuacji są systemy, które pozwalają na szybką reakcję poprzez zdalny monitoring. W razie spadku poziomu tlenu poniżej krytycznej wartości powiadomienie otrzymuje nie tylko pracownik odpowiedzialny za nadzór w szpitalu, ale i firma będąca dostawcą tlenu. Dostawca może więc szybciej zareagować na nieprawidłowości. Problem w tym, że taki system jest kosztowny i mają go tylko największe, specjalistyczne szpitale.