Koronnym argumentem zwolenników ustawy o związkach partnerskich przemawiającym za jej wprowadzeniem są utrudnienia w dostępie do informacji medycznej dla osób pozostających w konkubinacie z pacjentem. Czy rzeczywiście mają one mniejsze prawo do danych o jego stanie zdrowia niż faktyczny współmałżonek?

Chory ma prawo do wyrażenia zgody na udzielenie tych informacji innym osobom niż członkowie rodziny. Ustawa o prawach pacjenta wprawdzie nie definiuje pojęcia „innych osób”, czyni to natomiast w odniesieniu do określenia „osoba bliska”, którą może być małżonek, krewny lub powinowaty do drugiego stopnia w linii prostej, przedstawiciel ustawowy, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu lub wskazana przez pacjenta. Oznacza to, że chory może wskazać jako upoważnioną do uzyskania informacji na temat jego stanu zdrowia i choroby praktycznie każdą osobę. Także konkubenta, partnera w nieformalnym związku homoseksualnym, sąsiada, kolegę z pracy itp. Trudno więc twierdzić, że prawa osób innych, a zwłaszcza pozostających we wspólnym pożyciu, są słabsze od uprawnień przysługujących w tym zakresie osobom spokrewnionym. Problemem zaś może być udowodnienie swoich związków z pacjentem.

Ale na co dzień rodziny zmarłych pacjentów skarżą się na utrudnianie im dostępu do dokumentacji medycznej.

Jeśli bliscy pacjenta (w tym członkowie jego rodziny) nie zostali z imienia i nazwiska wskazani przez niego w historii choroby jako osoby upoważnione do uzyskiwania dokumentacji medycznej, to podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych rzeczywiście nie będzie mógł jej udostępnić. Ale w praktyce dnia codziennego nawet osoby wskazane przez pacjenta są często niezadowolone z efektów swoich starań o udostępnienie im materiałów dotyczących zmarłego. Ustawa bowiem pozwala jedynie na wgląd do dokumentacji w siedzibie placówki medycznej, co często komplikuje jej rzetelne przeanalizowanie. Dlatego aż się prosi, aby w takiej sytuacji możliwe było sporządzenie jej odpisów, wyciągów lub kopii.

Innym problemem jest uzyskiwanie przez rodziny i osoby pozostające we wspólnym pożyciu z pacjentem informacji na temat jego stanu zdrowia, gdy ten jest nieprzytomny.

Należy przeanalizować kilka możliwości. Pierwsza sytuacja – pacjent po przyjęciu do szpitala nie wskazał upoważnionej osoby i dopiero później stracił przytomność. Zgodnie z przepisami rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania do indywidualnej dokumentacji takiej osoby powinno być dołączone oświadczenie o braku takiego upoważnienia. Pacjent ten podjął bowiem decyzję, którą należy uszanować. Druga sytuacja – chory trafił do szpitala nieprzytomny, w związku z tym nie był w stanie nikogo wskazać. W takim przypadku ustawodawca zawarł w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty obowiązek udzielania tych informacji osobie bliskiej rozumianej zgodnie z definicją zawartą w ustawie o prawach pacjenta. Co ciekawe, oznacza to, że ustawodawca kolejny raz słusznie nie rozróżnił uprawnień osób pozostających w związku małżeńskim i par o niesformalizowanym statusie. W praktyce jednak znów może się okazać problemem udowodnienie wspólnego pożycia partnerów albo pokrewieństwa nieślubnych dzieci i ich rodziców.

Czy szpital może pokazać dokumentację osobie powołującej się na wcześniejsze oświadczenie sporządzone przez pacjenta na potrzeby innego podmiotu leczniczego?

W mojej ocenie, w sytuacji gdy początkowo pacjent wskazał w jednym szpitalu osobę upoważnioną, a następnie po utracie przytomności został przewieziony do innej placówki w celu kontynuowania leczenia, jego pierwsze oświadczenie zachowuje moc. Nie ma dla mnie wątpliwości, że personel drugiego szpitala powinien czuć się związany uprzednią dyspozycją pacjenta i osoba wskazana powinna bez trudu uzyskać dokumentację medyczną chorego. Pacjent nie upoważnił przecież konkretnego szpitala do udostępnienia dokumentacji, ale odwrotnie – precyzyjnie wskazał osobę uprawnioną do uzyskiwania informacji na temat jego leczenia.

Ale pan mówi o przypadkach bezpośredniej kontynuacji leczenia, tyle że w różnych placówkach specjalistycznych. Czy taka sama zasada uznawania oświadczenia w szpitalu powinna dotyczyć również upoważnienia złożonego w gabinecie lekarza rodzinnego? Biorąc pod uwagę jedno z ostatnich orzeczeń warszawskiego sądu apelacyjnego (wyrok WSA z 13 lutego 2013 r., sygn. akt VII SAB/Wa 217/12), wydaje się, że tak. Pan się z tym zgadza?

W mojej ocenie upoważnienie wydane w przeszłości, w określonej sytuacji zdrowotnej i rodzinnej pacjenta, nie powinno automatycznie stanowić podstawy do udostępniania dokumentacji medycznej (a także informacji o jego stanie zdrowia) w przyszłości i w przypadku innego problemu medycznego, a często także innych relacji rodzinnych. Trzeba podkreślić, że nic nie ogranicza pacjenta, w tym aby na przestrzeni lat upoważniał różne osoby do uzyskiwania informacji o jego leczeniu. Jeśli np. w przychodni lekarza rodzinnego wskazał jako upoważnioną matkę, to nie można z góry zakładać, że będzie ona miała także prawo do uzyskiwania dokumentacji dotyczącej leczenia (wraz z partnerką) niepłodności małżeńskiej. Podobnie jak żona pacjenta upoważniona do uzyskiwania informacji u lekarza rodzinnego nie powinna mieć automatycznego dostępu do danych z postępów leczenia męża np. w poradni zdrowia psychicznego.

Czy pacjent może odwołać swoje wcześniej złożone oświadczenia?

Przepisy wymuszają odbieranie przez personel medyczny oświadczeń o upoważnieniu osób do dokumentacji medycznej, ale już nie regulują problemu ich odwoływania. Mogą więc zdarzyć się sytuacje, że pacjent w młodości upoważni rodziców w gabinecie lekarza rodzinnego, później żonę w poradni specjalistycznej, a następnie po rozwodzie zwiąże się z inną osobą, której z powodu np. utraty przytomności nie zdąży wskazać jako właściwej do przekazywania jej informacji medycznych. W takiej sytuacji decyzje podjęte przez personel szpitala oparte na wyroku WSA mogą zagrozić poufności danych wrażliwych pacjenta i skutkować ujawnieniem tajemnicy lekarskiej.