NFZ zakłada, że rocznie nawet 75 tys. pacjentów będzie musiało zapłacić za udzielone świadczenia. Od 45 tys. z nich należności będzie ściągał w drodze egzekucji.

Uciążliwa weryfikacja

Świadczeniodawcy nie będą się już musieli martwić o to, czy pacjent nie skłamał. Od 1 stycznia to fundusz, a nie placówka będzie dochodzić należności od tych osób, które uzyskały bezpłatne świadczenie, choć powinny za nie zapłacić. A chodzi o spore kwoty.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny (USK) im. Barlickego w Łodzi z tytułu leczenia osób nieubezpieczonych rocznie ponosi stratę w wysokości prawie 2 mln zł. USK w Białymstoku pacjenci zalegają z kwotą 960 tys. zł. Tutaj od początku roku w szpitalnym oddziale ratunkowym leczone były 243 osoby bez ubezpieczenia. Wyegzekwowanie od nich należności nie jest proste. Szpitalom się nie opłaca np. odzyskiwać należności za porady udzielone w przychodniach, bo jednorazowo mogą uzyskać np. tylko 100 zł.

– Koszt procedury windykacyjnej przewyższa możliwą do odzyskania kwotę – tłumaczy Kamila Wiecińska, rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy.

Od początku roku nieopłaconych rachunków za drogie leczenie szpitalne placówka ma 60. Procedurę windykacyjną prowadzi wobec zaledwie 20 nieubezpieczonych.

– Te pieniądze odzyskuje się bardzo trudno, ponieważ wiele z tych osób nie ma żadnych dochodów – podkreśla Kamila Wiercińska.

Pracownik pomoże

NFZ nie zwraca lecznicom kosztu leczenia nieubezpieczonych. Dlatego wiele z nich, żeby uniknąć strat, zatrudnia pracowników socjalnych. Załatwiają oni ubezpieczenie np. dla bezdomnych pacjentów. W takiej sytuacji występują o wydanie decyzji o objęciu nim do wójta, burmistrza lub prezydenta (w zależności od miejsca zamieszkania pacjenta).

W Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. Biziela w Bydgoszczy w ten sposób ubezpieczono w tym roku 40 chorych, w białostockim USK – 300, a w Szpitalu Wolskim w Warszawie – 231. Dzięki temu w tej ostatniej placówce koszty leczenia nieubezpieczonych zostały zredukowane do mniej niż 0,1 proc. jej przychodów. W tym roku było tam tylko 10 pacjentów, za których leczenie nikt jej nie zapłaci.

– Po 1 stycznia pod tym względem nic się nie zmieni. Nadal nasi pracownicy będą zgłaszać te osoby do ubezpieczenia – podkreśla Barbara Udrycka, rzeczniczka Szpitala Wolskiego w Warszawie.