Autorzy ustawy o Funduszu Medycznym przekonują, że wszyscy muszą wziąć na siebie ryzyko wprowadzenia leków, które są drogie, a ich skuteczność nie do końca znana.
Nowe regulacje są inicjatywą prezydenta, a projekt wpłynął do Sejmu w tygodniu przedwyborczym. Zawiera on m.in. zmiany w procedurach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych (RDTL). To kolejne podejście do problemu finansowania leków, które są w grupie nowych, kosztownych i najczęściej przeznaczonych dla małej grupy chorych.
Od kilku lat – teoretycznie – lekarze mogli występować o leki w ramach procedury RDTL. W praktyce prawie tego nie robili. Zgodę musi wydawać resort zdrowia, a koszt leku i tak pokrywa placówka medyczna. Teraz, zgodnie z nowym projektem o Funduszu Medycznym, można dostać dodatkowe pieniądze w ramach ryczałtu i zarządzać nimi według uznania. Zgodę ma wydawać wojewódzki oddział funduszu, a nie bezpośrednio minister zdrowia. W sumie szpitale III stopnia miałyby otrzymać 3 proc. środków wydawanych obecnie na refundację programów lekowych i chemioterapii w swojej placówce. Ale jako pieniądze ekstra. Przynajmniej takie jest założenie – zapis jest w ustawie mocno niejednoznaczny i budzi wątpliwości interpretacyjne. To zaś budzi niepokój firm, które obawiają się, że jeżeli pieniądze zostałyby uszczknięte z już istniejącego budżetu na leki, to oznaczałoby jedno – ktoś inny musiałby stracić. – Chcemy, żeby to były dodatkowe środki – podkreśla prof. Piotr Czauderna z Kancelarii Prezydenta, który jest współautorem projektu.
Reklama
Zresztą nie tylko to budzi niepokój firm. Również to, że leki w ramach RDTL będą poddawane negocjacjom cenowym. Obecnie ceny podawała firma. Resort zdrowia nie ukrywa, że faktycznie ma to doprowadzić do obniżek.
Fundusz Medyczny ma dać możliwość leczenia lekami, których nie ma na liście refundacyjnej nie tylko indywidualnie w ramach RDTL, lecz także dla całych grup pacjentów. Ma powstać mapa „białych plam” w chorobach, dla których w Polsce nie ma żadnego leczenia. Dla tych chorób będzie lista leków, które mogą być wprowadzone na specjalnych zasadach. Na jakiś czas, ale pod kilkoma warunkami. I te warunki również wzbudzają niepokój. Bo np., jeżeli okaże się, że terapia nie jest tak skuteczna, jak zakładano, resort zdrowia może się wycofać z jej finansowania. Ale firma będzie miała obowiązek sfinansowania kontynuacji leczenia tych pacjentów, którzy rozpoczęli terapię. To się koncernom nie podoba.

Reklama
Pojawia się też pytanie, kto zdecyduje o tym, czy terapia będzie dostępna, czy nie. Nowością jest to, że ma to robić tylko Komisja Ekonomiczna działająca przy ministrze zdrowia. Obecnie jest jedynie „ciałem doradczym” i najczęściej skupiała się – na co wskazuje jej nazwa – na negocjacjach cenowych. Różnica zdań w tej kwestii prowadziła często do odrzucania leku. To jednak nie oznaczało, że lek nie wchodził do refundacji. Bo minister mógł, np. odwołując się do kwestii bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków, podjąć inną decyzję.
Infarma (zrzeszająca producentów leków innowacyjnych) napisała w oficjalnym komunikacie, że takie rozwiązanie ograniczy dostępność do leków. Tym bardziej że od decyzji KE nie będzie właściwie odwołania.
Marcin Czech, prezydent elekt Polskiego Towarzystwa Farmaekonomicznego, tłumaczy: „pomysł nie jest zły, bo to powinna być decyzja komisji”. Ale jego zdaniem można takie rozwiązanie wprowadzić, jeśli zmieni się charakter pracy komisji. Ta powinna być przygotowana do podejmowania takich decyzji. Obecnie nie jest. Często jej członkowie nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów – od rynkowych, po zdrowotne.
Pieniądze to kolejny wątek, który budzi kontrowersje. Jak wskazują prawniczki Natalia Łojko oraz Zuzanna Chromiec z Kancelarii Kieszkowska, Rutkowska, Kolasiński, problemem mogą być również środki na nowe leki, które wprowadzane są w ramach funduszu. Jak tłumaczą, w projekcie na finansowanie tych technologii przewidziano przeznaczenie w danym roku kalendarzowym pieniędzy „w wysokości nie większej niż 5 proc. wartości całkowitego budżetu na refundację”. – Nie jest to więc nowy budżet ani obietnica konkretnych środków, ale de facto ograniczenie, ustanowienie limitu finansowania dla tych technologii – podkreślają w swojej opinii. I znów autorzy projektu wyjaśniają, że to błędna interpretacja, bo chodzi o wysokość środków, które mają być dodatkowe, a nie zabrane z budżetu.
Firmy wskazują też, że projekt tylnymi drzwiami wprowadza poważne zmiany w całej refundacji, która warta jest 15 mld zł rocznie. Bez konsultacji społecznych. Profesor Piotr Czauderna przekonuje z kolei, że zmiany mają dotyczyć tylko tych terapii, które będą finansowane z Funduszu Medycznego. Inne leki będą dopuszczane do refundacji na zasadach, które już obowiązują.