Naczelna Izba Aptekarska zaapelowała do ministra zdrowia, by przesunąć datę wejścia w życie przepisu wprowadzającego kary w przypadku błędów w zakresie weryfikacji autentyczności leków.
Reklama
‒ Nowo dodany art. 127cb ust. 4 ma wejść w życie 1 lipca 2020 r. Prosimy o to, aby wszedł w życie rok później, 1 lipca 2021 r. ‒ informuje Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. A dlaczego tak?
‒ Obecnie farmaceuci dają z siebie wszystko jako element systemu ochrony zdrowia, który przeciwdziała negatywnym skutkom koronawirusa. Nie mówimy, że nie można wprowadzać przepisów sankcyjnych, ale uważamy, że czas na to przyjdzie po opanowaniu sytuacji, a nie w trakcie epidemii ‒ argumentuje Marek Tomków. I zaznacza, że z punktu widzenia pacjentów nic się nie zmieni, bo w aptekach z fałszywkami walczy się na nowych zasadach już od lutego 2019 r. Teraz po prostu miała wejść w życie regulacja, która umożliwi nakładanie kar do 20 tys. zł na tych, którzy walczą w niedoskonały sposób.
Naczelna Izba Aptekarska podkreśla zarazem, że nie ma ryzyka, iż brak przepisu sankcyjnego rozzuchwali nieetycznie postępujących właścicieli aptek. A to dlatego, że w przypadku gdyby ktoś ostentacyjnie lekceważył wymogi wynikające z prawa farmaceutycznego, można by mu cofnąć zezwolenie na prowadzenie apteki jako podmiotowi niedającemu rękojmi należytego zarządzania placówką.
Samorząd aptekarski apeluje o to, by wskazać termin lipcowy, a nie np. początek 2021 r. z tego względu, że na przełomie roku w aptekach jest wiele pracy związanej np. z niezbędnym remanentem.
‒ Pamiętajmy, że nawet u farmaceutów, którzy starają się przestrzegać wszystkich wymogów, mogą pojawić się błędy. Tym bardziej że sposób działania jest dość nowy i nadal obejmuje część produktów leczniczych, a nie wszystkie – przekonuje Marek Tomków.
Cała sprawa to pokłosie tzw. dyrektywy fałszywkowej (2001/83/WE), która zaczęła być stosowana 9 lutego 2019 r. W pewnym uproszczeniu z poziomu apteki praktyka wygląda tak, że lek sprzedawany na receptę oraz część leków sprzedawanych bez recepty powinny posiadać unikalny kod. Aptekarz, który wydaje produkt pacjentowi, powinien do oznaczonego miejsca przyłożyć specjalny czytnik kodów. A wtedy, jeśli system wskaże, że lek pochodzi z legalnego źródła, nic nie stoi na przeszkodzie sfinalizowaniu transakcji. Jeśli jednak pojawi się alarm, to wówczas aptekarz leku nie może sprzedać, powinien natomiast powiadomić inspekcję farmaceutyczną o tym, że ma na stanie najprawdopodobniej sfałszowany produkt. Zeskanowanie przed sprzedażą opakowania produktu leczniczego powoduje, że jego oznaczenie zostaje wycofane z użytku. A zatem jeśli w przyszłości pojawiłoby się opakowanie oznaczone tak samo, unijny system błyskawicznie ostrzeże, że mamy najprawdopodobniej do czynienia ze sfałszowanym produktem. Bez znaczenia powinno być to, w jakim kraju UE doszło do sprzedaży. Co istotne, nadal w sprzedaży pozostają leki wyprodukowane przed datą wejścia w życie przepisów i nie mają one nadanego specjalnego kodu.