– Dopóki hejterzy nie będą mieć nad sobą bata, dalej będą to robić – przekonuje. Teraz w jego ocenie nie ma szans na szybką interwencję – można zgłosić takie zachowania organom ścigania i czekać. Zdaniem Fiałka skala hejtu narasta. Do niego dotarło już kilkadziesiąt sygnałów. – Dziś wpłynął kolejny. Dotyczy pracownika ochrony zdrowia, którego sąsiedzi zażądali, by się wyprowadził – mówi.

Centrale organizacji lekarzy, pielęgniarek, ratowników, diagnostów chcą mówić jednym głosem o epidemii, sytuacji środowiska i wspólnie walczyć z hejtem. Choć nie wszyscy tak samo oceniają skalę zjawiska. – Informacje o takich przypadkach czerpiemy raczej z mediów społecznościowych niż z bezpośrednich zgłoszeń. Nie jestem pewien, czy ich nagłaśnianie nie zachęca ludzi do takich zachowań – zastanawia się prezes stołecznej izby lekarskiej Łukasz Jankowski.

– Propozycja OZZL jest dobra i najpewniej ją poprzemy, bo narasta w nas bunt – mówi Mariola Łodzińska, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Przekonuje, że przypadki z ostatnich tygodni można mnożyć. Zniszczony samochód, zdemolowane drzwi do mieszkania. – Utkwiła mi w głowie historia z Krasnegostawu. Pielęgniarki z tamtejszego DPS, gdzie nie ma koronawirusa, są wypraszane ze sklepu, ludzie się od nich odsuwają. Czują się jak trędowate.

Ireneusz Szafraniec z Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych popiera pomysł lekarzy, ale wskazuje również inne rozwiązanie. Wpisanie ratowników, pielęgniarek czy lekarzy do katalogu funkcjonariuszy publicznych, o których mówi art. 115 par. 13 k.k. – Dziś jesteśmy objęci ochroną, ale tylko podczas wykonywania swoich zadań. To za mało. Musimy czuć się bezpieczni – podkreśla.

Marcin Bogdanowicz, adwokat z Kancelarii Prawa Prywatnego i Medycznego w Warszawie, przypomina, że w specustawie dodano też szczególne środki ochrony dla medyków. Jeśli hejt spotyka ich w związku z wykonywaniem zawodu, mogą dodatkowo żądać dla sprawcy m.in. zakazu publikacji obraźliwych treści w internecie (art. 276a k.p.k.). Jeżeli sprawca nie zastosuje się do tych środków, może być nawet tymczasowo aresztowany. – Są przepisy, ale problemem jest ich egzekwowanie – mówi. – Organy ścigania nie chcą się takimi sprawami zajmować, zgłaszający je medycy często słyszą, że to nie jest sprawa dla policji, są odsyłani na drogę cywilną. To oznacza sądową batalię nierzadko trwającą kilka lat.

Zdaniem Bogdanowicza postawa przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości odzwierciedla postawy powszechne w społeczeństwie.

– Sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby hejter był piętnowany, ale obecnie zdarza się, że słyszy brawa. To efekt powszechnego strachu przed zakażeniem i braku zrozumienia dla sytuacji medyków. Potrzebne są zdecydowane reakcje, które możliwe są na gruncie obowiązującego prawa. Być może potrzebne są szkolenia, może odgórne wytyczne – dodaje.

Spytaliśmy resort sprawiedliwości o szanse powodzenia lekarskiego postulatu. Resort przekierował nas do Prokuratury Krajowej. „PK zobowiązała Prokuratorów Regionalnych do przekazywania informacji o postępowaniach toczących się w takich sprawach – o ich liczbie, rodzaju naruszenia dobra prawnego oraz kwalifikacji prawnej. Obecnie nie ma przesłanek pozwalających na postawienie tezy, że przestępstwa wymierzone w pracowników służby zdrowia są popełniane na dużą skalę. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy taki przypadek, ze względu na okoliczności popełnienia przestępstwa, należy oceniać jako szczególnie naganny moralnie. We wszystkich zweryfikowanych w toku postępowań przypadkach, prokuratura będzie występować o surowe ukaranie sprawców. (…) Ponadto Minister Sprawiedliwości, z myślą o pracownikach służby zdrowia, przeforsował ostatnio zmianę przepisów zaostrzającą kary za uporczywe nękanie innych osób (stalking). Do tej pory za takie czyny groziło do 3 lat więzienia. Po zmianach uchwalonych w ramach Tarczy antykryzysowej grozi za to do 8 lat więzienia, a jeśli na skutek nękania ofiara targnie się na życie – nawet do 12 lat więzienia” – czytamy w nadesłanym przez PK stanowisku.

Co na to politycy? – Przed chamstwem nie ma skutecznej ochrony – ocenia Tomasz Latos (PiS), szef sejmowej komisji zdrowia. Opowiada, że sam dostał niedawno e-maile, które są zbiorem wyzwisk i sugestii, którymi mogłaby się zająć prokuratura.

Rajmund Miller (KO) z sejmowej komisji zdrowia ma obawy, czy dawanie nowych zadań prokuraturze nie stanie się pretekstem do innych zmian. – Oby ściganie hejtu nie stało się sposobem na zamykanie ust każdemu, kto wyraża mniej pochlebną opinię, choćby o władzy – mówi.

– Komisje miałyby działać przeciw hejtowi wobec personelu medycznego, więc nie ma obawy, że zostaną w inny sposób wykorzystane – broni pomysłu Bartosz Fiałek.