30 marca 2020 r. wysłał Pan do premiera i prezydenta list otwarty, w którym zwraca się z apelem o przesunięcie terminu wyborów prezydenckich. Podpisało się pod nim blisko 700 samodzielnych pracowników naukowych, lekarzy i innych specjalistów związanych ze służbą zdrowia. Skąd pomysł na taką inicjatywę?

Jako lekarz nie mogę pozostać bezczynny w sytuacji, kiedy stawia się na szali zdrowie całego narodu. Politycy się spierają, który z kandydatów odniesie większą korzyść z przeprowadzenia wyborów w terminie 10 maja. Może głos naukowców uświadomi im, że w tej sytuacji najbardziej stracą obywatele. Stąd właśnie ten apel. Liczba osób, które spontanicznie poparły tę inicjatywę najlepiej świadczy o jej potrzebie. Mam nadzieję, że pomoże ona również ministrowi Szumowskiemu w przekonaniu decydentów o podjęciu jedynej słusznej decyzji.

Wierzy Pan, że list przyniesienie skutek? Politycy partii rządzącej mają dość jasne stanowisko w tej sprawie.

Jestem przekonany, że tak. Inaczej nie podejmowałbym się tego przedsięwzięcia. Bardzo wierzę, że rozsądek ostatecznie zwycięży. Nie ma w tej chwili ważniejszej rzeczy niż zdrowie Polaków, a w tym przypadku będzie ono bardzo zagrożone.

Naprawdę, z medycznego punktu widzenia, nie ma żadnej możliwości, aby bezpiecznie przeprowadzić wybory w terminie?

Absolutnie nie. Proszę zwrócić uwagę, że w ostatnich dniach wprowadzane są kolejne ograniczenia, których naruszenie zagrożone jest wysokimi karami. Wszystko ma na celu spowolnienie wzrostu liczby zakażeń, co ma pomóc uniknąć katastrofy, która dotknęła Włochy czy Hiszpanię. Zasoby polskiego systemu ochrony zdrowia są znacznie skromniejsze niż zamożnych państw Europy Zachodniej i mogą się okazać niewystarczające, by sprostać temu wyzwaniu. Teraz mówimy ludziom: zastańcie w domu, to dla waszego i naszego bezpieczeństwa. A za miesiąc te kilkanaście milionów ludzi chcemy wyprowadzić do lokali wyborczych? To szaleństwo.

Prezydent Andrzej Duda wspominał ostatnio, że jeżeli są warunki do tego, żeby chodzić normalnie do sklepu, to są i warunki do tego, żeby pójść do lokalu wyborczego, z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności.

Nie wiem o jakie środki ostrożności mogło chodzić panu prezydentowi. Żadne bowiem nie zapewnią odpowiedniego bezpieczeństwa ani głosującym, ani członkom komisji. To jest przedsięwzięcie na zbyt dużą skalę.

Do tego pozostaje kwestia dostępności maseczek…

I rękawiczek. Niestety w szpitalach już teraz brakuje środków osobistej ochrony dla personelu medycznego. Przeznaczenie ich teraz dla ogromnej rzeszy osób tylko po to, aby mogły się odbyć wybory, byłoby wręcz niemoralne. Proszę zwrócić uwagę, że członków komisji będzie około 300 tys. Każdą z tych osób trzeba będzie zaopatrzyć w kilka maseczek, ponieważ co kilka godzin trzeba je zmieniać. Wilgotna maseczka stanowi bowiem duże zagrożenie, nawet większe niż jej brak. Należałoby więc zorganizować ich grubo ponad milion. No i pozostaje jeszcze kwestia osób, które przyjdą do lokalu oddać głos. Kto zapewni te środki ochrony kilkunastu milionom Polaków?

To może faktycznie remedium na te problemy byłoby tak mocno forsowane obecnie przez PiS głosowanie korespondencyjne?

Niestety również ta forma nie będzie bezpieczna. W Polsce uprawnionych do głosowania jest ponad 30 milionów osób. Dla każdej z nich trzeba by przygotować zestaw do głosowania, zapakować go, a potem dostarczyć do domu. Technicznie to będzie niezmiernie trudne do wykonania. Wirusy utrzymują się na powierzchniach przedmiotów ponad dobę. Z tego też powodu np. przesyłki pocztowe, które przychodzą do mojego szpitala, przechodzą kwarantannę. Podobnie trzeba byłoby postąpić z tymi zestawami. Przy tak dużej skali przedsięwzięcia jakimi są wybory, jest to technicznie niewykonalne, a z medycznego punktu widzenia niedopuszczalne.

Nie jest za wcześnie na tego typu oceny? W końcu nawet Minister Zdrowia, który jest lekarzem wskazuje, że sytuacja epidemiologiczna może się zmienić i wstrzymuje się ze swoją rekomendacją dla premiera.

W żadnym scenariuszu 10 maja wybory nie będą bezpieczne. Nawet jeżeli będzie mniej zachorowań niż w tej chwili, choć trudno na to liczyć, to i tak będzie ich zbyt wiele, by ryzykować zdrowiem obywateli.
Nie można też zapominać, że te wybory trzeba wcześniej przygotować, zebrać i przeszkolić członków komisji wyborczych oraz wyposażyć ich w odpowiednie środki. Najpóźniej po świętach należałoby rozpocząć całą procedurę. A szczyt zakażeń jest dopiero przed nami. To zbyt duże ryzyko.

W liście powołuje się Pan na przykład niedawnych wyborów samorządowych we Francji.

Tam kilka dni po wyborach zanotowano skokowy wzrost liczby zachorowań. Zakażeni zostali zarówno członkowie komisji wyborczych, jak i głosujący. Mamy bardzo pouczający przykład, który powinien być dla nas lekcją. Nie powielajmy tego błędu.

TREŚĆ LISTU:

Gdańsk, 30 marca 2020
Pan Andrzej Duda Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Pan Mateusz Morawiecki Prezes Rady Ministrów
Panie Prezydencie Panie Premierze
Nasilająca się pandemia COVID-19 stwarza dla całego świata wyjątkowe zdrowotne i materialne zagrożenie. Liczba zakażonych osób w naszym kraju szybko wzrasta i przy obecnej tendencji w najbliższych tygodniach może osiągnąć poziom zakażeń występujący w krajach najbardziej dotkniętych tym nieszczęściem. Zasoby polskiego systemu ochrony zdrowia są znacznie skromniejsze niż zamożnych państw Europy Zachodniej i mogą się okazać niewystarczające by sprostać temu wyzwaniu. 
W obecnej sytuacji planowane na dzień 10 maja bieżącego roku wybory prezydenckie stwarzają ogromne ryzyko zarówno dla członków komisji wyborczych, jak i wszystkich osób, które wezmą udział w tych wyborach. Groźba gwałtownego rozszerzenia się epidemii jest bardzo realna, co pokazały tragiczne doświadczenia niedawnych wyborów samorządowych we Francji. W ich wyniku zachorowało wielu członków komisji wyborczych i wolontariuszy zaangażowanych w wybory, a skokowy wzrost liczby zachorowań w skali całego kraju sparaliżował francuski system ochrony zdrowia. 
Zorganizowanie skutecznej ochrony przed zakażeniem dla 300 tysięcy członków komisji wyborczej oraz kilkunastu milionów głosujących obywateli naszego kraju przekracza aktualne możliwości naszego państwa. W placówkach ochrony zdrowia już obecnie brakuje środków ochrony osobistej. Ich uruchomienie na potrzeby wyborów dramatycznie pogłębiłoby te niedobory. 
Jako pracownicy naukowi polskich uczelni i instytucji badawczych związanych bezpośrednio lub pośrednio z ochroną zdrowia, w poczuciu odpowiedzialności za bezpieczeństwo polskiego społeczeństwa zwracamy się z usilnym apelem i prośbą o podjęcie przewidzianych w polskim systemie prawnym działań oraz postanowień umożliwiających przeprowadzenie wyborów prezydenckich w innym niż pierwotnie zaplanowano terminie i w warunkach niezagrażających zdrowiu i życiu obywateli.   
Prof. dr hab. Jacek Jassem, Gdański Uniwersytet Medyczny

W załączeniu lista sygnatariuszy