Seria wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego wydanych w ostatnich dniach wskazuje, że nie ma mowy o szybkim zamknięciu kilkuset aptek należących do największych sieci, które przekraczają dozwolony prawem limit posiadania 1 proc. placówek w województwie. A to oznacza, że koniec z marzeniami o powrocie do rozdrobnionego rynku.
Konflikt między indywidualnymi farmaceutami, których reprezentuje samorząd aptekarski, a sieciami, które są reprezentowane przez duże organizacje pracodawców, trwa od wielu lat. Pierwsi mówią, że nie można dopuścić do monopolizacji na rynku (przejęcia go przez wielkie sieci), bo byłoby to niebezpieczne dla pacjentów. Drudzy – że pacjentom zależy na jakości usług, a ta jest najwyższa w placówkach sieciowych, a przy okazji jest w nich taniej niż w lokalnych małych aptekach.
Gra idzie o wielkie pieniądze. W 2020 r. wartość rynku farmaceutycznego w Polsce może przekroczyć 40 mld zł. Dziś sieci – choć mają niewiele ponad 40 proc. aptek działających na rynku – to odpowiadają za 60 proc. wartości sprzedaży leków. Z roku na rok ich udział w tym gigantycznym torcie do podziału wzrasta.