Szef resortu zdrowia prof. Łukasz Szumowski postanowił rozprawić się z dziennikarzem, który go kilka tygodni temu skrytykował. Napisał polemikę, którą można przeczytać w wydaniu DGP z 9 stycznia („Gdzie leży prawda o liczbie lekarzy w Polsce?”). Przy okazji ujawnił, że po dwóch latach jego rządów w Ministerstwie Zdrowia nikt nie wie (włącznie z nim), ilu w Polsce jest lekarzy, system zbierania informacji na ten temat jest wadliwy, a dane przekazane przez polskie państwo międzynarodowym instytucjom są fałszywe.
Tak ostrej recenzji działalności polityka odpowiedzialnego za ochronę zdrowia w Polsce nie wystawił nawet wspomniany wyżej dziennikarz – czyli ja. Bez wątpienia docenić należy samokrytycyzm Łukasza Szumowskiego. Nieudolność państwa, na którą zwrócił uwagę, stawia też pod znakiem zapytania słowa o powszechnej już w zasadzie informatyzacji systemu opieki zdrowia. Jaka to bowiem informatyzacja, skoro w podstawowych kwestiach nikt nic nie wie.
Zarazem warto przyjrzeć się słowom Łukasza Szumowskiego wnikliwiej. Stara się on udowodnić, że nie miałem racji, negując jego słowa, że „jesteśmy w europejskiej średniej pod względem liczby lekarzy w przeliczeniu na 1000 mieszkańców”. Sęk w tym, że w mym pierwotnym tekście (którego czytelnicy DGP mogli nie widzieć, gdyż nie ukazał się w gazecie; jest dostępny w portalu Dziennik.pl) stawiam ministrowi zarzut manipulacji danymi, z których wyciągnął ten wniosek. Innymi słowy, że minister pomylił się (lub dopuścił się świadomej manipulacji) już na przedpolu. I do tego minister się nie odnosi. Popatrzmy zatem, w jaki sposób minister doszedł do wniosku, że jesteśmy europejskim średniakiem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.