Przypomnijmy – porozumienie, które w lutym 2018 r. zakończyło protest, zakładało powrót do rozmów po dwóch latach. Termin spotkania przedstawicieli resortu z lekarzami wyznaczono na 17 stycznia tego roku.

– Generalnie ma to służyć renegocjacji porozumienia. Zawierało ono kilkanaście punktów, z których – jak wiemy – nie wszystkie zostały zrealizowane, niektóre spełniono tylko częściowo. Wiadomo również, że różnimy się z ministerstwem w ocenie stopnia zrealizowania poszczególnych zapisów. Dlatego liczymy na uczciwą ewaluację i informacje, co dalej z niedotrzymanymi punktami – mówi Damian Patecki z Porozumienia Rezydentów OZZL, jeden z liderów protestu.

– Oczywiście nie nastawiamy się na to, że skończy się na jednym spotkaniu, powinien ich być cały ciąg. A na koniec kolejne porozumienie, renegocjowane, albo sensowny protokół rozbieżności – dodaje.

Kontrowersyjne wyliczenia

Najważniejszym postulatem protestujących rezydentów była kwestia nakładów na ochronę zdrowia. Domagali się, by na ten cel przeznaczonych było 6,8 proc. PKB. Ostatecznie stanęło na 6 proc., do których będziemy dochodzić stopniowo, do 2024 r.

Gdy jednak uchwalono ustawę z 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1532), okazało się, że przyjęty tam sposób wyliczania nakładów uwzględnia PKB sprzed dwóch lat. Pojawiły się szacunki, że system tylko w 2018 r. stracił na tym ok. 10 mld zł.

Rezydenci poczuli się wyprowadzeni w pole, choć resort zdrowia przekonywał, że zrealizował ten postulat zgodnie ze zobowiązaniami.

– Martwi mnie, że druga strona twierdzi, iż złamaliśmy porozumienie. Każdy, kto zapozna się z jego treścią, będzie miał pewność, co dokładnie obiecywaliśmy – mówi Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia.

Przypomina, że postulat dotyczący wzrostu nakładów na ochronę zdrowia został bardzo konkretnie wpisany do porozumienia.

– I ten zapis znalazł się także w nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej – dodaje.

W tej sytuacji nie dziwi, że zdaniem rezydentów ten punkt powinien być jednym z głównych tematów rozmów.

– Chcielibyśmy przede wszystkim osiągnąć to, by nakłady na zdrowie były liczone na podstawie aktualnego PKB. I żeby nas nie oszukiwano w sprawie porozumienia. Przywykliśmy już do tego, że minister je inaczej interpretuje, ale wypaczanie tego głównego postulatu boli szczególnie – podkreśla Łukasz Jankowski, szef stołecznej izby lekarskiej, dwa lata temu jeden z głównych negocjatorów po stronie rezydentów.

Temat ciągle w grze

Problematyka nakładów na ochronę zdrowia wróci do debaty publicznej nie tylko za sprawą renegocjacji porozumienia, ale także z powodu projektów czekających na rozpatrzenie przez Sejm. W zeszłym tygodniu swoją propozycję w tej sprawie złożyła Lewica. Chce podniesienia nakładów do poziomu 7,2 proc PKB w perspektywie 2024 r. Do komisji zdrowia zostały też skierowane obywatelskie projekty wniesione do Sejmu przez środowisko medyczne jeszcze w zeszłej kadencji. Ponieważ nie ukończono prac nad nimi, powróciły po wyborach. Jeden z nich przewidywał podniesienie nakładów na zdrowie do 6,8 proc. PKB już w 2021 r.

– Nie mamy wielkich nadziei, że ten projekt zostanie uchwalony, ale wykorzystujemy to jako przyczynek do dyskusji, bo trochę już udało się zmienić w społecznej świadomości. Myślę, że to może być kolejny krok – mówi Łukasz Jankowski.

Podobne nadzieje, choć mniej optymistyczne, wiąże z projektami Damian Patecki.

– Oczywiście chcielibyśmy, by wywołały one kolejną dyskusję na ten temat, ale straciliśmy już złudzenia co do jej efektów. Rzadko zdarza się, by strona społeczna została wysłuchana, jeśli nie stawia sprawy na ostrzu noża. Cieszy nas projekt Lewicy, choć w obecnej sytuacji oceniamy to raczej jako teatr polityczny niż realny impuls do zmian. Ale to dobrze, że temat jest podejmowany – podkreśla.

Wypaczona reforma

To jednak niejedyny element porozumienia, o którym chcą rozmawiać lekarze. Ważną kwestią jest nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Resort zdrowia zobowiązał się bowiem m.in. do gruntownej reformy systemu kształcenia podyplomowego z udziałem środowiska.

Pierwotną wersję projektu przygotował zespół złożony z przedstawicieli środowiska. Efekt swoich prac przekazał ministrowi w styczniu zeszłego roku, jednak do konsultacji społecznych nowelizacja trafiła dopiero pod koniec maja – dodano m.in. kontrowersyjne przepisy dotyczące ułatwień w zatrudnianiu lekarzy cudzoziemców. Jednocześnie cześć propozycji zespołu z niej wypadła. Kolejne etapy prac rządowych szły równie opornie. Rezydenci uznali to za złamanie porozumienia, liczyli bowiem, iż nowela zostanie uchwalona przed końcem kadencji rządu.

Wiceminister Cieszyński przyznaje, że te prace się opóźniły ze względu na objętość i skomplikowanie materii.

– Ten projekt jest jednak dla nas ważny i zrealizujemy go do końca – deklaruje.

Rząd przyjął projekt w tym tygodniu. Zdaniem lekarzy to element politycznej rozgrywki.

– Najpierw pojawia się komunikat o rozmowach z rezydentami, a natychmiast potem okazuje się, że ustawa trafia na rząd. Wydaje się, że mamy kolejną ofensywę resortu zdrowia, a ustawa jest jednym z jej elementów. Trochę szkoda, bo zespół wykonał ogromną pracę – ocenia Łukasz Jankowski.

– Jeśli chodzi o ten projekt, mamy mieszane uczucia. Jest w nim sporo dobrych rozwiązań, ale również wiele złych. Oczywiście będziemy próbowali wpłynąć na kształt ustawy w parlamencie, to nasz obowiązek – dodaje Damian Patecki.

Podkreśla, że na spotkaniu w resorcie poruszane będą także m.in. kwestie związane z wprowadzaniem ustawy w życie, bo potrzebna tu będzie ścisła współpraca środowiska z resortem.

– Ostatnio resort nie podchodzi poważnie do swoich zobowiązań. Przykładem są choćby pensje lekarzy stażystów, które wyprzedziła płaca minimalna. Nie zmieniono na czas rozporządzenia w tej sprawie – zapomniano lub zlekceważono. Kolejny przykład to minimalne wynagrodzenia dla lekarzy specjalistów (w wysokości 6750 zł). Ta stawka ma obowiązywać tylko do końca roku, więc należałoby w tej kwestii podjąć kroki legislacyjne. To dla nas również pole do renegocjacji. Pewnie będziemy starali się zwiększyć tę kwotę – mówi Damian Patecki.

Co będzie, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia?

– Narastająca frustracja w środowisku może być impulsem do protestu. Nie wykluczamy takiego scenariusza – podkreśla przedstawiciel rezydentów.