statystyki

Małe porodówki są nieopłacalne. Zdaniem NFZ 55 odddziałów jest niepotrzebnych

autor: Klara Klinger27.11.2019, 08:03; Aktualizacja: 27.11.2019, 08:07
NFZ liczy, że swoimi działaniami rozwiąże również ten problem: „optymalizacja” liczby porodówek zmieni także oczekiwania płacowe.

NFZ liczy, że swoimi działaniami rozwiąże również ten problem: „optymalizacja” liczby porodówek zmieni także oczekiwania płacowe.źródło: ShutterStock

55 oddziałów położniczych jest niepotrzebnych – tak wynika z analizy wykonanej przez NFZ. Powód? W każdym z nich przychodzi na świat mniej niż jedno dziecko dziennie.

Fundusz nie planuje na razie radykalnych kroków i nie zamierza zamykać oddziałów. Co zatem zrobi? Jeden z pomysłów jest taki, żeby wesprzeć finansowo tylko te szpitale, w których jest więcej niż 400 porodów rocznie. Reszta nie mogłaby liczyć na bonus.

Placówek, w których odbywa się mniej niż 400 porodów, jest w Polsce 71 – na ok. 400 szpitali z oddziałem położniczym. Jednak – jak przyznaje NFZ – nie wszystkie z tych 71 mogłyby zniknąć bez szkody dla pacjentek. Po ich zamknięciu na mapie powstałyby białe plamy. Dlatego drugim parametrem branym pod uwagę przez Fundusz jest odległość do najbliższego szpitala, który musi być w promieniu 40 km. Najgorzej, jeśli chodzi o sieć placówek, jest w woj. zachodniopomorskim oraz podlaskim czy na Podkarpaciu, szczególnie na południowym krańcu w Bieszczadach. W tych przypadkach oddziały, w których przychodzi na świat niewiele dzieci, muszą istnieć, bo stanowią zabezpieczenie dla nielicznych rodzących w regionie.

Prezes NFZ Adam Niedzielski w rozmowie z DPG przekonuje, że NFZ będzie chciał promować te ośrodki, które spełniają oba kryteria (liczba porodów i odległość). Wobec nich miałyby być zastosowane takie wskaźniki jak np. w onkologii. Chodzi o to, że placówki, które wykonują co najmniej określoną przez NFZ liczbę zabiegów, otrzymują lepszą wycenę. Tak samo miałoby być w położnictwie.

Skąd wskaźnik 40 km? Jak przekonuje prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa, takie są międzynarodowe wyliczenia. To odległość pozwalająca na dojazd rodzącej na czas bez zagrożenia dla zdrowia i życia matki oraz dziecka.

Kłopot polega na tym, że obecnie porodówki zamykają się same i nie są to tylko te, w których jest mało porodów. W szpitalu w Mrągowie – w którym było średnio 420 porodów rocznie – zawieszono działalność oddziału w wakacje. Dyrekcja nie może znaleźć pediatrów. Pacjentki jeździły m.in. do oddalonego o 20 minut Kętrzyna. Jak się dowiedział DGP, od 1 grudnia również w tutejszym szpitalu ma zostać zawieszona działalność porodówki. Jak przyznaje Warmińsko-Mazurski Urząd Wojewódzki, który musi na to wyrazić zgodę, „procedura jest w toku”. Dyrektor mrągowskiej placówki przyznaje, że gdyby na wcześniejszym etapie się porozumieć i zostawić oddział położniczy w jednej placówce, można by rozwiązać problem kadrowy. Jednak szpitale są w dwóch różnych powiatach, więc każdy z nich ma inny organ założycielski. Nikt nie ma motywacji do działania.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane