In vitro tylko dla małżeństw, zakaz mrożenia zarodków, możliwość zapłodnienia tylko jednej komórki jajowej oraz kary do 50 tys. zł za złamanie przepisów – to główne tezy projektu ustawy regulującej zapłodnienie pozaustrojowe. Dokument autorstwa posłów Kukiz’15 i PiS dwa dni temu wpłynął do Sejmu. Zdaniem par borykających się z niepłodnością takie przepisy oznaczają koniec in vitro w Polsce.

Argumentem na rzecz wprowadzenia zmian jest ochrona dzieci. Jednym z problemów przy in vitro jest ustalenie ojcostwa przy zapłodnieniu od dawcy. Czyli takim, w którym partner nie jest ojcem genetycznym. Wprowadzenie in vitro tylko dla małżeństw – zdaniem autorów – rozwiązałoby problem: zgodnie z polskim prawem ojcem jest zawsze mąż.

Obecne przepisy mają też kolidować z „konstytucyjnymi zasadami ochrony dobra dziecka oraz ochrony małżeństwa”. Dlatego oprócz ograniczenia dla małżeństw proponuje się wprowadzenie likwidacji anonimowości dawców komórek rozrodczych. Obecnie ich personaliów nie może poznać ani osoba korzystająca, ani dziecko, które się dzięki temu urodzi.

W jaki sposób miałoby dojść do zmiany? W rejestrze dawców komórek rozrodczych i zarodków miałyby się pojawić informacje o ich imionach, nazwiskach oraz numerach PESEL lub numerach dokumentu potwierdzającego tożsamość. Miałoby to gwarantować dzieciom prawo do poznania swoich rodziców.

Autorzy przekonują, że tylko rodzina oparta na małżeństwie stanowi naturalne i najlepsze środowisko rozwoju dziecka i ustawodawca powinien takie warunki tworzyć. W projekcie jest też zakaz zapłodnienia więcej niż jednej komórki jajowej – obecnie zapładnianych jest przynajmniej sześć. Dokonanie unasiennienia więcej niż sześciu komórek rozrodczych jest możliwe, gdy biorczyni ukończyła 35. rok życia lub wskazania medyczne to uzasadniają. Zdaniem autorów projektu to niedopuszczalne, gdyż zarodek to człowiek, a życie trzeba chronić od poczęcia.

W celu zapewnienia przestrzegania nowych przepisów posłowie proponują wprowadzenie kar finansowych wynoszących od 20 do 50 tys. zł. Wierzycielem miałby być minister zdrowia.

W projekcie jest też zakaz surogacji, tzw. wypożyczania brzucha (macierzyństwa zastępczego).

Zdaniem ekspertów i par, które korzystają z metody in vitro, wprowadzenie tych przepisów oznaczałoby jej likwidację.

Po pierwsze, ograniczenie do małżeństw znacząco zmniejszyłoby liczbę par z prawem do skorzystania z takiej pomocy. Polska byłaby jedynym krajem UE, w którym in vitro mogłyby stosować wyłącznie pary małżeńskie. W Niemczech kiedyś było wyższe dofinansowanie dla takich par, ale się z tego wycofano.

– Takie obostrzenia pojawiają się tylko w niektórych krajach muzułmańskich, np. Arabii Saudyjskiej – mówi Marta Górna ze Stowarzyszenia Nasz Bocian, działającego na rzecz leczenia niepłodności i wspierania adopcji.

Po drugie, likwidacja anonimowości dawstwa zmniejszyłaby liczbę osób chcących oddać swoje komórki rozrodcze. Zaś zakaz mrożenia i zapładniania większej liczby komórek jajowych utrudniłby przeprowadzenie skutecznego zabiegu. „Ograniczenie liczby zapładnianych komórek do jednej i zakaz kriokonserwacji zarodków spowoduje spadek skuteczności in vitro do poziomu poniżej 10 proc., co przy braku refundacji w zasadzie uniemożliwia skuteczne leczenie – komentuje sprawę Stowarzyszenie Nasz Bocian.

Obecny rząd już zlikwidował możliwość korzysta z finansowego wsparcia in vitro zaoferowanego przez poprzedników z koalicji PO-PSL. Wnioskodawcą tego projektu jest poseł niezrzeszony Jan Klawiter. Na razie dokument został skierowany do opinii biura legislacyjnego oraz do Biura Analiz Sejmowych