NFZ planuje przejąć kontrolę nad budową rozwiązań informatycznych do zarządzania systemem zdrowia. W zeszłym tygodniu rozpoczął nabór analityków.
Rozmowy z firmami informatycznymi mają zacząć się w tym roku. Umowa z wykonawcami na rozwiązania informatyczne dla NFZ wygasa na początku 2019 r. Pierwszy o planach funduszu informował „Puls Biznesu”.
To kolejne podejście do zakończenia współpracy z firmami informatycznymi Asseco i Kamsoft. Trwa ona od 1999 r. (czyli od chwili powstania NFZ). Główny problem polega na tym, że fundusz od początku nie ma praw autorskich do własnego systemu. To przez wiele lat paraliżowało zmiany dostawcy. Pod koniec lat 90. nikt nie myślał o tym, jakie konsekwencje może mieć niezabezpieczenie się w obszarze praw autorskich. Wykupienie ich to koszt nawet kilkuset milionów złotych. Jednak, jak wyliczał poprzedni prezes NFZ Tadeusz Jędrzejczyk, uniezależnienie od dostawców miałoby przynieść docelowo korzyści w wysokości 83 mln w ciągu trzech lat.
Reklama
Poprzedniemu prezesowi nie udało się zmienić umowy. Przeszkodą okazała się m.in. zaporowa cena. W efekcie została przedłużona do 2019 r. Jej koszt to ok. 150 mln zł.
Informatyczną zmianę ma nadzorować wiceprezes funduszu Adam Niedzielski. Jak mówi DGP, jedną z rozważanych opcji jest zbudowanie zespołu analityków w ramach NFZ. Udało się wynegocjować ze związkami zawodowymi w NFZ, żeby mogli zarabiać więcej niż reszta pracowników funduszu. Najwyższa pensja może wynosić 12 tys. zł brutto. Również sfera projektowa będzie po stronie NFZ, który będzie ogłaszał przetargi na budowę poszczególnych modułów. Fundusz będzie je następnie łączył w całość, tworząc spójny system.

Reklama
Zdaniem NFZ takie rozwiązanie przyniesie oszczędności. Z jednej strony dlatego, że odejdą koszty zamawiania zewnętrznej analizy biznesowej, ale także z tego powodu, że na przetarg na budowę małych modułów zgłosi się więcej firm niż przy ogłoszeniu na budowę całego dużego systemu. To zagwarantuje większą konkurencję, a więc i niższe ceny.
Co się stanie z prawami autorskimi? Zdaniem NFZ nie trzeba będzie ich kupować, a jedynie wynegocjować z obecnymi dostawcami mechanizm migracji międzysystemowej – tak aby móc korzystać z pewnych funkcjonalności poprzedniego systemu.
Krzysztof Groyecki, wiceprezes zarządu Asseco, wskazuje, że cały czas jest kilka opcji zmiany współpracy z NFZ, np. ulepszenie systemu oraz przekazanie praw autorskich NFZ. Dzięki takiemu rozwiązaniu fundusz mógłby ogłosić przetarg na wykonanie nowego oprogramowania, do którego mogłyby się zgłosić różne firmy. – Nie chcemy komentować pomysłu NFZ na stworzenie własnego systemu, nie znając szczegółów tej koncepcji – mówi Groyecki. Wskazuje jedynie, że sama idea przejmowania na rynku roli wykonawców oprogramowania przez instytucje państwowe jest ryzykowna z punktu widzenia efektywności, a poza tym osłabia rodzime firmy. Zdaniem Artura Wizy, wiceprezesa zarządu Asseco, jeżeli państwo chce stymulować rynek, powinno wspierać rozwój – również przez zatrudnianie przy dużych państwowych projektach – polskich firm informatycznych. Mogą w ten sposób stać się konkurencyjne na rynkach zagranicznych.
Zdaniem przedstawicieli Asseco kłopot jest jeszcze jeden – rynek specjalistów od rynku informatycznego w sektorze zdrowia jest dość ograniczony. Może się zdarzyć, że urząd państwowy będzie miał problemy ze znalezieniem dobrze wykwalifikowanej kadry. Szczególnie jeżeli będzie chciał przejąć np. budowę całego nowego systemu. Zdaniem Artura Wizy instytucje państwowe powinny raczej zainwestować w zatrudnienie świetnie przygotowanych analityków, którzy byliby partnerem do rozmów z wykonawcą, czyli firmą informatyczną. Tak, aby mogli precyzyjnie przygotowywać zamówienia i usługi, które są potrzebne urzędowi zamawiającemu produkt. W tym przypadku NFZ.