Chodzi o pracowników działalności podstawowej, niewykonujących zawodu medycznego, ale uczestniczących w udzielaniu świadczeń (np. sekretarki medyczne, inżynierów medycyny jądrowej, a także salowe czy rejestratorki). W rządowym projekcie zaproponowano dla nich jeden współczynnik – 0,53.
Związkowcy od początku prac krytykowali jego wysokość, zwracając uwagę, że po pomnożeniu przez kwotę bazową (która do końca 2019 r. wynosi 3900 zł, potem ma być równa średniej krajowej) wyjdzie stawka niższa niż tegoroczna płaca minimalna – 2067 zł. Wskazywali też na niezasadność łączenia w jednej kategorii pracowników, których kwalifikacje i odpowiedzialność są zupełnie różne.
Reklama
Niespodziewanie, podczas prac podkomisji powołanej do rozpatrzenia projektu, współczynnik podwyższono do 0,58 (dzięki czemu minimalne wynagrodzenie nowej grupy wzrośnie do 2262 zł). Zróżnicowano też pracowników działalności podstawowej pod względem wykształcenia. Ci ze średnim trafili do grupy objętej wskaźnikiem 0,64, a z ci wyższym – 0,73. Sejm te poprawki zaakceptował.
– Na pewno jest to krok w dobrym kierunku – ocenia Urszula Michalska z OPZZ. – Trudno, żeby sekretarka medyczna była w tej samej grupie co salowa, jeśli jest od niej wymagane zupełnie inne wykształcenie – dodaje Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”.
Nowa grupa ma zostać objęta zapisami noweli z mocą wsteczną – od 1 lipca br.
Etap legislacyjny
Ustawa przed rozpatrzeniem przez Senat