statystyki

Podpalenia i zastraszanie. W biznesie farmaceutycznym wszystkie chwyty są dozwolone

autor: Patryk Słowik25.02.2017, 19:30
Eksperci podkreślają, że największym problemem, który ma realne przełożenie na rekordową w skali Unii Europejskiej konsumpcję leków, jest wszechobecna reklama

Eksperci podkreślają, że największym problemem, który ma realne przełożenie na rekordową w skali Unii Europejskiej konsumpcję leków, jest wszechobecna reklamaźródło: ShutterStock

W zeszłym roku wydaliśmy w aptekach na leki aż 32 mld zł. Tam, gdzie ogromne pieniądze, tam i bezpardonowa walka o wpływy.

Spalili mi samochód. Policja umorzyła sprawę. Wiem, kto to zrobił, bo nastąpiło to w dzień po mojej wypowiedzi dla mediów o tym, jak działają apteki sieciowe – mówi mi farmaceuta z 15-letnim stażem prowadzący indywidualną praktykę. – Pigularz, który narzucał ceny na osiedlu, groził, że zabije mi rodzinę, jeśli nie zamkniemy naszych aptek – twierdzi farmaceuta, który dostał za zadanie rozkręcenie biznesu jednej z sieci w Katowicach.

Rzecznika Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego Pawła Trzcińskiego takie historie nie zaskakują. Bo samym pracownikom inspekcji apteczni watażkowie grożą niemal codziennie. – Inspektorzy słyszą groźby, odbierają głuche telefony, a ich samochody ulegają tajemniczym uszkodzeniom – wylicza Trzciński. Jednej z inspektorek właściciel apteki powiedział, że spali jej dzieci, jeśli go nie zostawi w spokoju. W gorzowskich aptekach wypytywano z kolei o żonę wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego Adama Chojnackiego. – Oczywiście, że się boimy. Pośród wielu tysięcy porządnych farmaceutów znajdą się przecież tacy, którzy dla pieniędzy zrobią wszystko. A te są naprawdę ogromne – mówi mi jeden z inspektorów.

Aby założyć aptekę, nie trzeba mieć wykształcenia farmaceutycznego. Jeden z największych biznesmenów na tym rynku dorobił się na handlu metalami. Są także byli menedżerowie dużych sieci spożywczych, a także współpracownik komunistycznej bezpieki.

Warszawa, plac Hallera – w zasięgu wzroku pięć aptek. Stołeczny plac Wilsona – „jedynie” cztery. Do niedawna przez niektórych złośliwie nazywany był drugim placem Bankowym ze względu na ogromną liczbę placówek, w których można wziąć kredyt. Teraz o wiele bliżej mu do placu Aptecznego. Obrzeża Warszawy, Targówek – dziesięciopiętrowe bloki, jeden sklep spożywczy, niewielka poczta, dwa oddziały banków. I trzy apteki. Wrocław – blisko dworca kolejowego cztery apteki. Katowicki dworzec autobusowy – tylko dwie.

Łącznie w Polsce funkcjonuje prawie 15 tys. aptek, w których pracuje niemal 30 tys. farmaceutów i kolejnych kilkadziesiąt tysięcy techników farmaceutycznych. Z miesiąca na miesiąc powstają nowe. W ciągu ostatniego miesiąca: dokładnie 46. A izraelska sieć Super-Pharm zapowiedziała, że chce otworzyć ich 300–400. Obecnie ma 68.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (5)

  • Feliks(2017-02-26 08:43) Zgłoś naruszenie 130

    Ten artykuł świadczy o wielkiej słabości Naszego państwa. Wszelkiego typu układy mafijne harcują ile wlezie grając rządzącym na nosie. Takie ustawy, przepisy wychodzą z Naszego parlamentu opanowanego przez LOBBYSTOW wszelkiej maści.

    Odpowiedz
  • chory kraj(2017-02-26 11:53) Zgłoś naruszenie 101

    Dlaczego pozwala się obcym na otwieranie u nas sklepów i aptek ?I jeszcze wszelkie przywileje dla nich ? Kto za to odpowiada - nasi rządzący. Polacy są nikim - robolami dla obcych w własnym kraju. A obcy zamiast Polaka zatrudniają Ukraińca i wszyscy się cieszą - bo Polak za stary jest i chce za dużo zarobić.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • lekpiwoczypaliwo(2017-02-27 15:05) Zgłoś naruszenie 00

    Czy mozna wiedziec nazwy tych sieci, co ci wlasciciele

    Odpowiedz
  • Radykał(2017-03-06 14:38) Zgłoś naruszenie 00

    Nie chory ten kraj lecz bandycki. Piszecie o "wielkich" pieniądzach w branży farmaceutycznej. Dla mnie to znaczy, że ceny leków są sztucznie podnoszone i to wielokrotnie. W tym celu zastraszanie tych co mogą sprzedawać taniej. Żerowanie na chorych, czyli zwykłe ludobójstwo i gangsterka. W "moim" kraju byłaby za to czapa.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane