Przewlekła obturacyjna choroba płuc, w skrócie POChP, to jedna z najczęstszych przyczyn zgonów. Mówi się o niej coraz częściej, w listopadzie obchodzimy Światowy Dzień POChP, ale nadal nie wszyscy znają ten skrót i kryjące się za chorobą problemy. Na czym dokładnie ona polega?

Andrzej Fal: Próby ustalenia, ilu Polaków zna i rozumie skrót POChP, udowadniały, że właściwie rozszyfrować go potrafi około 3 proc. ankietowanych.

Piotr Dąbrowiecki: POChP to choroba płuc spowodowana paleniem tytoniu oraz oddychaniem zanieczyszczonym powietrzem. Chorują płuca, ale proces zapalny rozwija się w całym organizmie. POChP jest chorobą wielonarządową. Zwiększa trzykrotnie ryzyko zawałów, udarów, cukrzycy, zakrzepicy czy zatorowości płucnej. Rak płuca jest związany z POChP. Jest trzecią przyczyną zgonów w Polsce i na świecie zaraz po chorobach układu krążenia i nowotworach. Nieleczone POChP skraca życie pacjentów o 10–15 lat. Im wcześniej podjęte leczenie, tym mniejsze koszty ze strony NFZ.

Ilu osób dotyczy ta choroba?

Andrzej M. Fal: Tego nie wiemy. Na podstawie międzynarodowej statystyki częstotliwości występowania tej choroby możemy wnioskować, że na POChP cierpi około 2 mln Polaków, co nie ma jednak potwierdzenia w liczbie osób zgłaszających się do poradni specjalistycznych i szpitali.

A ilu pacjentów w Polsce jest zdiagnozowanych i leczonych?

Andrzej Fal: Obecnie około 600 tys. osób. Pokazuje to raport Uczelni Łazarskiego sprzed trzech lat, z którego wynika, że hospitalizacja z kodem POChP dotyczy 62 tys. przypadków i w 2012 roku chorym tym udzielono m.in. 900 tys. porad ambulatoryjnych. To kosztowało system około 160 mln zł. Jak każda choroba przewlekła, POChP rozwija się długo i pustoszy organizm, zanim pacjent zdecyduje się iść do lekarza. Z polskich badań wynika, że najczęściej diagnozuje się POChP dopiero w momencie zaostrzenia, z istotnymi objawami. Stosując odpowiednie leki, można ten stan złagodzić. Nie oznacza to jednak wyzdrowienia pacjenta, bo choroba już trwa i zmiany w strukturze płuc już zachodzą.

Jak można zwiększyć wykrywalność?

Piotr Dąbrowiecki: Przez badania przesiewowe. Chorzy to z reguły osoby w wieku 50+, które palą biernie lub czynnie od 20–30 lat. Źle się czują, jest im duszno, szybko się męczą i szukają pomocy. Wówczas zazwyczaj robi się im EKG, na którym nic nie widać. Dopiero po dłuższym czasie trafiają do pulmonologa. Podstawą rozpoznania POChP jest badanie spirometryczne z próbą rozkurczową. Gdyby badać każdego palacza, który doświadcza duszności wysiłkowej i kaszlu, to najprawdopodobniej wstępne rozpoznanie następowałoby już na poziomie lekarza pierwszego kontaktu. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Spirometria nie jest tak prosta jak EKG i doświadczenie wykonującego jest niezbędne. Zatem im więcej lekarzy będzie wykonywać wiele badań, tym jakość wyników będzie lepsza.

Organizacje pacjenckie i towarzystwa naukowe podejmują wiele działań, by szkolić lekarzy pierwszego kontaktu. Dzięki temu będą oni mogli stwierdzić, czy pomimo dobrej pojemności płuc przepływ powietrza jest ograniczony – wówczas mówimy o tzw. obturacji, czyli najważniejszym problemie w tej chorobie. Aby zwiększyć rozpoznawalność, organizujemy razem z PTChP Światowe i Polskie Dni Spirometrii. W ciągu kilku lat wykonaliśmy ponad 40 tys. badań, w których wykryto obturację u około 8 tys. osób. Te osoby weszły na ścieżkę rozpoznawania chorób obturacyjnych płuc. Są więc już wypracowane sposoby na zwiększenie wykrywalności.

Badania realizuje też część samorządów lokalnych.

Piotr Dąbrowiecki: Ich wkład jest bardzo ważny. Potrzebujemy jednak programu ogólnopolskiego, który ułatwi wykonywanie tego badania, najlepiej odrębnie finansowanego. W Polsce na POChP choruje 2–2,5 mln osób. Tylko 25 proc. z nich wie, że u podstaw ich dolegliwości leży choroba obturacyjna, którą można zdiagnozować spirometrią – prostym i nieinwazyjnym badaniem, na które lekarze zbyt rzadko kierują pacjentów. Palacze wciąż kojarzą nam się głównie z chorobami serca – zawałem czy udarem, podczas gdy tak naprawdę najczęstszym schorzeniem jest POChP.

Ile trwa i kosztuje niezbędne badanie?

Piotr Dąbrowiecki: Badanie spirometryczne trwa do 15 min, wykonuje je technik spirometrii, niekoniecznie lekarz. Aparat do badania kosztuje 5–15 tys. zł. To niewygórowana kwota. To nie jest skomplikowana maszyna, dużo bardziej liczy się wiedza personelu. Według mnie badanie spirometryczne powinno być wycenione na 30–40 zł, a z próbą rozkurczową na około 50 zł.

Jak jest z dostępem do leczenia dla osób, u których już rozpoznano chorobę?

Piotr Dąbrowiecki: Mamy problem z rozpoznawaniem, ale także z leczeniem chorych, ponieważ pacjenci często nie chcą współpracować – szybko się irytują, nie są w stanie zrozumieć formuły leczenia, muszą brać cztery czy pięć leków. W wielu krajach refundowane są leki, które mają w składzie więcej niż jedną substancję. Wtedy mniej się ich zażywa i rośnie szansa, że pacjent będzie przyjmował zalecane dawki regularnie. Poprawia się współpraca i chęć leczenia ze strony pacjentów.

Jakub Szulc: W przypadku POChP możemy jednoznacznie wymienić czynniki odpowiedzialne za skuteczność leczenia i spowolnienie rozwoju choroby. Są to przede wszystkim: zaprzestanie palenia tytoniu i odpowiednie stosowanie leków. Mamy duży kłopot ze współpracą z pacjentami. W przewlekłych terapiach stosowanie się do zaleceń lekarza jest niezwykle ważne. Polscy pacjenci, którzy muszą przyjąć leki z kilku inhalatorów, często to lekceważą. Dlatego łączone preparaty LABA i LAMA są tak ważne. Musimy maksymalnie ułatwić zażywanie leków pacjentom, by stosowali się do zaleceń, nie robili przerw w leczeniu. Niestety łączone terapie nie są w Polsce refundowane, a na wyłożenie na nie kilkuset złotych miesięcznie wielu pacjentów nie stać. W bardziej zaawansowanych stadiach choroby istotne znaczenie ma leczenie tlenem i rehabilitacja pulmunologiczna.

Jacek Nasiłowski: Pamiętajmy, że podstawowym czynnikiem powodującym tę chorobę jest właśnie palenie papierosów. Co więcej, zaprzestanie palenia jest jak dotąd jedyną metodą leczenia, która spowalnia tempo degradacji płuc występującej w tej chorobie. Trzeba zatem skutecznie pomagać w zaprzestaniu palenia albo zniechęcać do jego rozpoczęcia. Ja takich działań nie widzę, a to one realnie zmniejszyłyby liczbę chorych i poprawiły ich rokowanie. Co do ochrony zdrowia w Polsce, trzeba stwierdzić, że choroby płuc nie są priorytetem. Priorytetem są takie dziedziny jak onkologia i kardiologia. Leczenie chorób płuc jest w Polsce mocno niedofinansowane.

Może to dlatego, że rak bądź zawał bardziej trafia do świadomości społecznej niż choroba, która rozwija się powoli.

Jacek Nasiłowski: Ma pani rację, ale decydenci nie powinni kierować się emocjami społecznymi, tylko realną oceną problemów zdrowotnych społeczeństwa. Muszą być świadomi, że chorzy na płuca stanowią dużą grupę, która niestety ciągle się powiększa. Moim zdaniem struktury państwowe z opóźnieniem reagują na zmiany epidemiologiczne. Pacjent chory na POChP jest w dużej mierze pozostawiony sam sobie. Gdy nie jest zamożny lub nie ma wsparcia zaradnej rodziny, to bardzo trudno zorganizować mu właściwe leczenie. Opieka nad takim pacjentem to nie tylko kwestia farmakoterapii. Do wielu leków pacjent ma dostęp w ramach refundacji. Niestety inne formy leczenia są praktycznie niedostępne. Najważniejszą z nich jest rehabilitacja pulmonologiczna. Zajmują się tym pojedyncze ośrodki w skali kraju.

Na czym polega?

Jacek Nasiłowski: Na ogólnym usprawnieniu pacjenta. Nie istnieją metody leczenia, które mogą odbudować zniszczoną dymem tytoniowym tkankę płucną, ale dzięki rehabilitacji możemy poprawić siłę mięśni i kondycję fizyczną. Dzięki temu, przy tym samym stopniu uszkodzenia płuc, chory może lepiej funkcjonować, może być w większym stopniu samodzielny. Jest przepaść w dostępie do rehabilitacji osób z chorobami serca i płuc. Ponadto chorzy na POChP wraz z postępem choroby wchodzą w okres niewydolności oddychania. Wówczas powinni przez kilkanaście godzin na dobę oddychać tlenem ze specjalnych urządzeń zwanych koncentratorami tlenu, które wytwarzają tlen w domu. Niestety na otrzymanie takiego urządzenia na koszt NFZ czeka się średnio od trzech do sześciu miesięcy, a są ośrodki, gdzie nawet rok. Część chorych umiera, zanim otrzyma leczenie. Pacjenci muszą radzić sobie sami. Koszt wypożyczenia koncentratora tlenu wynosi 100–150 zł miesięcznie. Nie wszystkich chorych na to stać, zwłaszcza że koncentrator pobiera dużo prądu – to kolejne 100–150 zł miesięcznie. W niektórych krajach europejskich chorzy otrzymują refundację na prąd niezbędny do korzystania z tego urządzenia. W Polsce, nawet gdy doczekają się sprzętu, to niekiedy nie stać ich na odpowiednie korzystanie z niego. Chcąc zaoszczędzić, zmniejszają czas oddychania tlenem. Od ponad 10 lat dostępne są komercyjnie małe, przenośne koncentratory tlenu, które umożliwiają tlenoterapię poza domem, zwiększają możliwości wykonywania wysiłku. Pamiętajmy o tym, że zdarzają się chorzy, którzy nadal pracują zawodowo. Niestety takie urządzenie kosztuje 10–15 tys. zł i nie jest refundowane. W krajach Europy Zachodniej jest standardem.

A co z osobami, które nie są w ostatnim stadium choroby? Ostatnio opublikowano nowe standardy ich leczenia.

Andrzej Fal: Tak, miesiąc temu pojawiły się nowe międzynarodowe standardy GOLD. Są one wydawane od 15 lat. W ostatniej edycji rewolucji nie ma, jednak już od 2011 roku widać pewien trend: stawianie na preparaty łączone, czyli takie, które w jednym inhalatorze mieszczą dwie substancje. Wtedy zamiast wdychać osobno dwa leki jeden po drugim, chory zażywa jeden. Niewątpliwie poprawia to jego dokładność i wpływa korzystnie na jakość leczenia. Niestety w Polsce nie refundujemy, czyli nie promujemy tego nowoczesnego rozwiązania. W dalszym ciągu nasi pacjenci używają oddzielnie każdego z leków rozkurczających oskrzela: LABA i LAMA. LAMA stają się na świecie podstawowym standardem terapii POChP właśnie w połączeniu z LABA.

Zgadzam się, że leczenie tlenem jest podstawą, jednak u pacjentów z najbardziej zaawansowaną chorobą. Na co dzień zadaniem lekarza oraz dysponenta środków publicznych jest prowadzić taką terapię, żeby w jej efekcie jak najmniej osób wymagało kiedyś stałej tlenoterapii i jak najmniej osób cierpiało na bieżąco z powodu zaostrzeń choroby. Da się to zrobić, podążając za światowymi trendami w farmakoterapii. Sami tych trendów nie wyznaczymy.

Najgorszym elementem przebiegu chorób przewlekłych są zaostrzenia i konieczność hospitalizacji. Zarówno z punktu widzenia pacjenta – istotny spadek jakości życia, dodatkowe cierpienie, jak i z punktu widzenia systemu – hospitalizacja jest najdroższą formą leczenia. Między innym z raportu EY dotyczącego POChP wynika bardzo dobitnie, ile pieniędzy wydaje system w związku z POChP, ale nie na leczenie pacjenta...

Jakub Szulc: To nie do końca tak. Nasza praca polega na wyszacowaniu wszystkich kosztów związanych z daną jednostką chorobową – w tym przypadku POChP. Z jednej strony analizujemy koszty bezpośrednie, czyli wydatki na leczenie: koszty leków, hospitalizacji, konsultacji lekarskich, badań diagnostycznych itd. To oczywiście przede wszystkim wydatki NFZ, ale także samorządów czy koszty leczenia ponoszone przez samych pacjentów. Z drugiej strony badamy to, co w analizie kosztów chorób często nie jest zauważane – straty dla gospodarki z tytułu choroby: absencje chorych i ich opiekunów, utratę zdolności do pracy, przedwczesne zgony, obniżoną efektywność w pracy (tzw. zjawisko prezenteizmu). To rachunek kosztów pośrednich. Nie wiąże się on z wydatkami ponoszonymi na leczenie, ale pokazuje, ile gospodarka zyskałaby, zaoszczędziła, gdyby choroba nie wystąpiła. Dodatkowo analiza kosztów pośrednich informuje, że koszty związane z chorobą to nie tylko wydatki na leczenie. To świetne narzędzie dla Ministerstwa Zdrowia, które może w ten sposób pokazać, że większe i lepiej wydawane środki na zdrowie mają wpływ nie tylko na budżet NFZ, ale na całą gospodarkę. Z naszego zestawienia wynika, że roczne koszty bezpośrednie POChP wynoszą 440 mln zł. Tyle NFZ wydaje na leczenie. Pamiętajmy przy tym, że nie wliczamy w to pacjentów niezdiagnozowanych, którzy także kosztują system, m.in. korzystają z wizyt lekarskich. Natomiast koszty pośrednie POChP to przynajmniej 770 mln zł, a więc niemal dwa razy więcej, niż wydajemy na leczenie. A jesteśmy jeszcze w trakcie szacowania strat wynikających ze słabszej wydajności w pracy osób chorych lub ich opiekunów. Z dotychczas przeprowadzonych analiz dla innych jednostek chorobowych wynika, że prezenteizm może odpowiadać nawet za 50 proc. kosztów pośrednich. Gdyby tak było w przypadku POChP, mielibyśmy 1,5 mld zł rocznego ubytku w gospodarce, wobec 440 mln zł nakładów na leczenie.

Andrzej M. Fal: tańsze leczenie wczesnych stadiów choroby i coraz większe koszty w miarę jej postępu są charakterystyczne dla wszystkich schorzeń przewlekłych. Najefektywniejsza jest edukacja zdrowotna i profilaktyka, a najdroższym skutkiem jest trwała niepełnosprawność pacjenta. Tylko że te koszty i skutki nie są widoczne w budżecie NFZ, dlatego nie bierze się ich pod uwagę.

Jak przekonać decydentów, że przeciwdziałanie i leczenie wcześniejszych stadiów choroby jest tańsze?

Jakub Szulc: Zwróćmy uwagę na niekonsekwencję współczesnych państw – z jednej strony ostrzegamy przed paleniem tytoniu, z drugiej państwo czerpie pełną garścią z akcyzy tytoniowej. W Polsce to aż 18 mld zł rocznie. Różnica z kosztami leczenia POChP jest ogromna. Co więcej, zgodnie z ustawą antynikotynową, 0,5 proc. z tej puli, czyli ok. 90 mln zł, powinno być wydawane na walkę z nałogiem tytoniowym. Nigdy nie przeznaczono na ten cel więcej niż 2 mln zł. To decyzje budżetowe. Jeżeli cokolwiek ma być finansowane z budżetu państwa, toczą się o to boje. Skoro jednak zapisaliśmy w ustawie, że 0,5 proc. akcyzy przekazujemy na profilaktykę, powinno to być dotrzymane. Ministerstwo Finansów zawsze stało na stanowisku, że pieniądze na profilaktykę znajdują się w ogólnym budżecie ministra zdrowia.

Piotr Dąbrowiecki: Prawie trzykrotnie częściej palenie rzucają osoby, które mają już rozpoznanie POChP. Nasze doświadczenia z Dni Spirometrii wskazują, że około 30 proc. palaczy w momencie wykonania spirometrii, po odpowiedniej edukacji, rzuciło skutecznie palenie. Profilaktyka i edukacja są najtańszą formą zapobiegania POChP.

Panie ministrze, co resortowi zdrowia już udało się osiągnąć?

Marek Tombarkiewicz: Udało nam się uchwalić ustawę antynikotynową, choć była duża presja, by jej przepisy były jednak łagodniejsze. Udało nam się uregulować kwestie reklam wyrobów tytoniowych, e-papierosów i wiele innych problemów. Wiele nowoczesnych leków wprowadzono na listę refundacyjną.

Z wypowiedzi ekspertów wynika, że problem powinien być traktowany bardziej kompleksowo – począwszy od diagnostyki, przez dostęp do odpowiedniej farmakoterapii czy tlenu.

Marek Tombarkiewicz: Uważam, że POChP to choroba, w której należałoby rozważyć wprowadzenie koordynowanej opieki zdrowotnej, tak by pacjent był leczony kompleksowo. Pilotażowo wprowadzamy już takie rozwiązania, m.in. w zakresie koordynowanej opieki nad ciężarną, planowane jest to w kardiologii dla osób po zawale i w ortopedii dla osób ze wskazaniem do wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego. Ostatnio rozmawiamy o pilotażowym programie opieki koordynowanej w stwardnieniu rozsianym. W przypadku POChP trzeba też postawić na rozpoznanie już na poziomie POZ. Lekarze rodzinni mają dostać tzw. budżet powierzony – na poszerzenie zakresu zlecanych badań diagnostycznych. To zwiększy liczbę obowiązków POZ, ale też skróci czas oczekiwania na diagnozę oraz kolejki do specjalistów.

Czy można znieść limity na urządzenia do podawania chorym tlenu?

Marek Tombarkiewicz: Na pewno się tym zajmiemy, podobnie jak rehabilitacją pulmonologiczną. Sprawdzę problem niskiej wyceny i limitów w dostępie. Prowadzimy też dalsze rozmowy o refundacji – chcemy ułatwić pacjentom korzystanie z leków łączonych w możliwie najniższych kosztach. Jesteśmy na dobrej drodze.

Jakub Szulc: Musimy pamiętać, że część leków stosowanych przy POChP jest stosowana także w innych rozpoznaniach. W 2014 r. koszt leków związanych z samym POChP to 297 mln zł, z czego 250 mln zł to koszt refundacji, reszta to pieniądze pacjentów. Podobnie będzie z preparatami łączonymi.

Lek łączony jest droższy od dwóch oddzielnych?

Jakub Szulc: Z punktu widzenia pacjenta, jeśli nie jest refundowany, to oczywiście tak. Musimy jednak pamiętać, że nawet wpisanie na listę refundacyjną nie znaczy od razu, że lek stanie się o wiele tańszy dla chorych. Tylko w sytuacji utworzenia odrębnej grupy limitowej odpłatność pacjentów istotnie spada.

Czy ministerstwo ma sposób na to, by leki łączone, kiedy będą refundowane, nie były zbyt drogie?

Marek Tombarkiewicz: Pamiętajmy, że wprowadzając lek dwuskładnikowy, zmniejszamy zużycie tych jednoskładnikowych, a firmy mają w ofercie te same leki osobno. Cały nasz wysiłek negocjacyjny polega na tym, by w tej samej lub podobnej kwocie refundacji zmieścić nowe leki podwójne, bo to jest w interesie pacjentów, ale też w interesie firm.

Podwójne leki nie mogą mieć odrębnej grupy, by obniżyć cenę?

Marek Tombarkiewicz: Ogranicza nas definicja ustawowa – kiedy można wpisać lek do jednej grupy limitowej, a kiedy nie. W związku z tym dochodzi często do problemów, bo kiedy do wspólnej grupy limitowej wchodzi nowy, tańszy lek jako podstawa limitu, dla innych leków z tej grupy rośnie poziom dopłat z kieszeni pacjentów, więc płatnik może na tym zyskać, a pacjent trochę stracić. Staramy się prowadzić negocjacje tak, aby pacjenci nie ponosili wyższych kosztów.

Piotr Dąbrowiecki: Uważam, że resort zdrowia jest w stanie ustalić z firmami zasady umożliwiające udostępnienie łączonych leków w podobnej cenie co terapia z dwóch osobnych inhalatorów. Koncepcja jest świetna, lecz musi być realizowana szybciej. Wcześnie zastosowane dobre leki wpływają na to, że ludzie chorzy na POChP nie mają absencji w pracy. Dzięki lekom zmniejsza się ilość zaostrzeń, a to przecież ludzie utrzymują cały system opieki zdrowotnej. Myślę, że należy się spieszyć.

Marek Tombarkiewicz: Linia negocjacyjna ma jasno spisane zasady. Aktualnie rozmawiamy o kilkudziesięciu różnych preparatach. Swoją rolę w tym procesie pełni wiele instytucji – Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Rada Przejrzystości, Komisja Ekonomiczna w resorcie zdrowia i dopiero potem może zapaść stosowna decyzja ministra. Wiele zależy też od tego, czy firma szybciej czy wolniej zdecyduje się na pewne korzystne dla płatnika rozwiązania. Procedura więc z zasady jest raczej długa. Najnowsze dwuskładnikowe preparaty miały początkowo słabe rekomendacje, ponieważ było zbyt mało prac potwierdzających ich skuteczność i bezpieczeństwo. Dlatego też postępowania refundacyjne mogły się przedłużać.

Jacek Nasiłowski: Ja mam inny pogląd na szybkość pracy ministerstwa. W 2011 r. został złożony projekt krajowego programu zmniejszenia umieralności chorych na POChP. Został przygotowany przez zespół pięciu lekarzy w dwa tygodnie i złożony do ministerstwa. Dopiero po pięciu latach „analiz” doczekał się realizacji w prawie niezmienionej formie. Dlatego jeśli chodzi o refundacje nowych leków, to śmiem twierdzić, że idzie to wręcz w ekspresowym tempie.

Bardzo poważnym problemem jest leczenie szpitalne chorych na POChP w okresie zaostrzenia. Oddziały szpitalne nie chcą się tym zajmować, obawiając się długów, którymi kończy się realizacja nierentownych procedur.

O jakim leczeniu mowa?

Jacek Nasiłowski: Chorzy z ostrą niewydolnością oddychania powinni być hospitalizowani w monitorowanej sali podwyższonego nadzoru, to coś pomiędzy salą ogólną a OIOM, gdzie byłaby możliwość prowadzenia nieinwazyjnej wentylacji mechanicznej. Leczenie to zmniejsza ryzyko zgonu z powodu zaostrzenia oraz koszty związane z leczeniem. A mimo to w Polsce tylko pojedyncze oddziały nią dysponują. Dyrekcje szpitali i ordynatorzy często nie są zainteresowani wprowadzeniem tej metody, gdyż jej wycena jest za niska. Wyceny procedur muszą być urealnione. To, że Polska jest w czołówce krajów europejskich w wykonywaniu zabiegów kardiologii interwencyjnej, nie wynika tylko z tego, że mamy tak ambitnych kardiologów, lecz także z tego, że NFZ dobrze płaci za te procedury. Inny przykład: nowoczesna diagnostyka inwazyjna raka płuca z użyciem USG wewnątrzoskrzelowego (EBUS). Sprzęt do tego badania jest bardzo drogi, ale badania są dobrze wycenione przez NFZ, więc szpitale w niego inwestują. Chory z podejrzeniem raka płuca będzie diagnozowany jak w najlepszych ośrodkach w UE, ale ten z zaostrzeniem POChP będzie leczony jak w Europie Zachodniej 20 lat temu.

Piotr Dąbrowiecki: Zaostrzenie POChP zagraża życiu i musi być leczone specjalistycznie. Ciężki zawał przeraża wszystkich i każdy chce to naprawić. Ryzyko zgonu osoby z ciężkim zawałem i zaostrzonym POChP jest identyczne. Mimo to różnica w finansowaniu jest ogromna.

Andrzej M. Fal: Po zawale śmiertelność pierwszoroczna wynosi około 10 proc., po ciężkim zaostrzeniu POChP sięga 20 proc. Dwuletnia to 50 proc. Postrzeganie społeczne tych dwóch schorzeń jest diametralnie różne.

Panie ministrze, co pan na to?

Marek Tombarkiewicz: Planujemy zmiany w wycenach koszyków w ciągu maksymalnie 1,5 roku. Każda grupa chorych uważa, że ich choroba jest najcięższa i to oczywiście zrozumiałe. My kierujemy się danymi populacyjnymi i epidemiologicznymi, ale i kosztami terapii – czyli tym, jakiej grupy pacjentów dotyczy schorzenie i jakie są jego koszty. POChP jest jednym z poważnych powodów hospitalizacji, ale i przyczyną zgonów i zajmiemy się nią bardzo poważnie. Będziemy wdrażać rekomendacje GOLD dla terapii LAMA i LABA, ale to wymaga wynegocjowania odpowiednich warunków z firmami i już się tym zajmujemy. Poruszane przez państwa kwestie będziemy wyjaśniać i w miarę możliwości finansowych wprowadzać zmiany, jakie są potrzebne pacjentom.

Nieleczone POChP skraca życie pacjentów o 10–15 lat. Im wcześniej podjęte leczenie, tym mniejsze koszty ze strony NFZ. Dzięki lekom zmniejsza się ilość zaostrzeń

Priorytetem w Polsce są onkologia i kardiologia. Leczenie chorób płuc jest mocno niedofinansowane

Musimy maksymalnie ułatwić zażywanie leków pacjentom, by stosowali się do zaleceń, nie robili przerw w leczeniu

POChP to choroba, w której należałoby rozważyć wprowadzenie koordynowanej opieki zdrowotnej, tak by pacjent był leczony kompleksowo

Najczęściej diagnozuje się POChP dopiero w momencie zaostrzenia, kiedy są już istotne objawy

OPINIA

Standardy istnieją, ale w Polsce rzadko się ich przestrzega

Przewlekła obturacyjna choroba płuc to istotny problem medyczny i ekonomiczny. W Polsce POChP jest jedną z częstszych przyczyn zgonów. Głównym czynnikiem etiopatogenetycznym choroby jest palenie tytoniu. Profilaktyka i zapobieganie są zatem bardzo istotne, ale dopóki nie poradzimy sobie z problemem palenia, to choroba pozostanie istotnym problemem zdrowotnym wymagającym odpowiedniego leczenia zgodnego ze światowymi standardami. Wczesne objawy POChP (kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny) nie skłaniają do korzystania z opieki zdrowotnej. Pacjenci zgłaszają się do lekarza w zaawansowanych stadiach choroby, w momencie pojawienia się zaostrzeń, u wielu z nich dochodzi do niewydolności oddychania wymagających hospitalizacji. Każde zaostrzenie pogarsza rokowania pacjenta, a konieczność hospitalizacji wiąże się z wysokimi kosztami dla systemu. Skuteczność leczenia zależy od stadium zaawansowania choroby. Według aktualnych kryteriów zapisanych w europejskich standardach rozpoznawania i leczenia POChP (GOLD) powinno być determinowane objawami, częstotliwością zaostrzeń oraz obturacją dróg oddechowych mierzoną badaniami czynnościowymi oddychania (spirometrią). Niestety w Polsce zarówno lekarze, jak i pacjenci nie zawsze stosują te standardy, co wynika m.in. z ograniczonej dostępności do rekomendowanych terapii. Istotnym mankamentem terapii POChP w Polsce jest słaba dostępność do rehabilitacji oddechowej i niestosowanie szczepień ochronnych (przeciwgrypowych i przeciw pneumokokom). Terapia farmakologiczna POChP obejmuje głównie leki rozkurczowe i przeciwzapalne, podawane drogą wziewną. Leki te należy podawać we wczesnych stadiach choroby, kiedy obturacja oskrzeli jest jeszcze odwracalna. Terapia łączona LAMA i LABA znajduje zastosowanie u wielu pacjentów z POChP i na pewno korzystne jest podawanie tych leków w jednym inhalatorze, co poprawia przestrzeganie zaleceń lekarskich przez pacjentów i przekłada się na lepsze efekty leczenia. Proces refundacji leków w Polsce jest skomplikowany, ale należy pamiętać, że odpłatność pacjenta determinuje jego rzeczywistą dostępność i ta kwestia nie powinna być w tym procesie pominięta.

PARTNER

źródło: Dziennik Gazeta Prawna