Wicepremier Mateusz Morawiecki, w liście do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, zwrócił uwagę na postulowane w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju zwiększenie poziomu inwestycji prywatnych, jako jednego z wyzwań rozwojowych kraju. W rezultacie prywatne podmioty funkcjonujące w sektorze ochrony zdrowia powinny być zachęcane do inwestowania w Polsce. To jednak, biorąc pod uwagę plany resortu zdrowia, stoi pod dużym znakiem zapytania.
Efekt odwrotny od postulowanego przez wicepremiera przyniesie projekt potocznie zwany ustawą o sieci szpitali. Wprowadza ona rewolucyjne zmiany dotyczące finansowania szpitali i tworzy tzw. system podstawowego, szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej („PSZ”). Od początku budzi on wielkie emocje wśród świadczeniodawców i, co istotne, dzieli również członków rządu oraz polityków.
Reklama

Reklama
Projekt zakłada wyodrębnienie kilku poziomów szpitali: I, II, III stopnia, szpitale onkologiczne, pulmonologiczne i pediatryczne oraz ogólnopolskie instytuty i szpitale kliniczne. To one łącznie mają dbać o bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów i tworzyć sieć. Kwalifikacja do nich oparta będzie o tzw. „profile”, czyli, co do zasady, oddziały funkcjonujące w ramach danej jednostki. PSZ ma objąć jedynie placówki, które posiadają oddziały ratunkowe albo izbę przyjęć. Dodatkowo wprowadzone zostało kryterium ciągłości w postaci obowiązku posiadania, od minimum dwóch lat kalendarzowych, umowy z NFZ na zakresy, w ramach których jednostka może udzielać świadczeń.
Do poszczególnych poziomów przypisane zostaną określone profile i tylko one będą finansowane ryczałtowo, bez konieczności przeprowadzania konkursów. Pozostałe oddziały będą „walczyć” o umowy na udzielanie świadczeń na zasadach podobnych do aktualnie obowiązujących. Konsekwencją może być sytuacja, w której część oddziałów w danym szpitalu nie będzie mieć kontraktu i szpital taki zmuszony zostanie do „manewrowania” ryczałtem albo ich likwidacji w celu poprawy rentowności. To co jednak dla jednych będzie wymogiem (czytaj wyżej), dla innych będzie „wyjątkiem potwierdzającym zasadę”. Otóż minister zdrowia zachował sobie prawo do dyskrecjonalnego decydowania o włączeniu do sieci podmiotów niespełniających ww. kryteriów. Decyzję taką podejmować będzie dyrektor oddziału wojewódzkiego NFZ po uzyskaniu pozytywnej opinii ministra, w sytuacji gdy wymaga tego konieczność zapewnienia właściwego dostępu do świadczeń na terenie danego województwa. Projektodawca założył, że pierwsze wykazy szpitali włączonych do sieci dyrektorzy oddziałów opublikują do 30 kwietnia 2017 r., a obowiązywać będą od 1 lipca.
Zgodnie z projektem placówki, które do niej wejdą, otrzymają ok. 85 proc. ogółu środków przeznaczanych aktualnie na leczenie szpitalne. Pozostałe 15 proc. pieniędzy z NFZ ma być przeznaczone na pozostałe zakresy, które nadal będą podlegać procedurze konkursowej. Podczas ostatniego posiedzenia komisji zdrowia wiceminister zdrowia Piotr Gryza wskazał, że zakresy takie jak rehabilitacja, psychiatria, opieka długoterminowa, hospicyjna lub paliatywna, które nie zostały wyodrębnione wśród „profili”, stanowić będą obszar pozwalający na inwestowanie prywatnego kapitału, rozwój i innowacyjność. Wyłączenie niektórych specjalizacji z listy może prowadzić do sytuacji, w której niektóre jednostki zdecydują się na reorganizację poprzez likwidację oddziałów o niepewnej przyszłości, czyli te, które musiałyby stawać do konkursów. Dyrektorzy szpitali będą musieli wziąć pod uwagę, że oddziały finansowane poza ryczałtem mogą nie dostać pieniędzy z NFZ w ogóle albo w wysokości niższej od niezbędnej do ich zbilansowania.
Można przypuszczać, że finansowanie ryczałtowe nie będzie w żaden sposób mobilizowało do udzielania świadczeń na rzecz jak największej liczby pacjentów, a wręcz odwrotnie. Nie jest bowiem zaskoczeniem, że w ramach wynagrodzenia ryczałtowego podmiot świadczący usługi dąży do jak największego ograniczenia kosztów działalności. Sprzyjać będzie temu także fakt, że w ramach z góry określonego budżetu szpitale będą udzielać świadczeń niezależnie od stopnia skomplikowania, który wpływa na koszt procedury. To może skłaniać do prób odsyłania trudnych przypadków do innych szpitali albo przychodni AOS, w których kolejki stopniowo będą się wydłużać.
Wydaje się, że propozycja ministra zdrowia może paradoksalnie doprowadzić do skutku odwrotnego od zamierzonego. Zamiast równości wszystkich pacjentów nastąpić może wyraźny podział na osoby korzystające z publicznych placówek, o coraz gorszej jakości i wydłużających się kolejkach, oraz tych, których stać będzie na korzystanie z placówek prywatnych. System w żaden sposób nie motywuje do walki o pacjenta poprzez poprawę jakości, bo nie będzie ona miała wpływu na wynik w konkursie. W rezultacie może dojść do nieoczekiwanego i niekontrolowanego, dynamicznego rozwoju prywatnej ochrony zdrowia prowadzącego do jeszcze większego podziału społeczeństwa. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny projekt uwzględni uwagi zgłoszone przez podmioty funkcjonujące w sektorze, bo zmiana żeby być dobra, musi być dobra.