Mało kogo obchodzi zwyczajne oglądanie zabytków i słuchanie o nudnej historii. „Nowi” turyści nie chcą tylko zwiedzać, wolą doświadczać. Interesuje ich styl życia ludzi w kraju, który odwiedzają, ciekawi sytuacja polityczna. Chętnie zaglądają do miejscowych kuchni. Polskie firmy turystyczne nie są obojętne na ten światowy trend.
Magazyn DGP / Dziennik Gazeta Prawna
W dziesiątym odcinku serialu „Wojna domowa” głównych bohaterów, państwa Jankowskich, odwiedza Rysio – nastoletni kuzyn z Anglii. Ich syn Paweł zabiera swojego rówieśnika na autokarową wycieczkę po Warszawie.
„A teraz widzą państwo Sejm. Budynek Sejmu składa się z ilu? Tak jest, tak jest – z trzech części. Wjeżdżamy w aleję I Armii Wojska Polskiego. Na wprost plac Unii Lubelskiej; na lewo, w głębi, Teatr Syrena; na prawo Ministerstwo Oświaty. Wjeżdżamy w plac, na lewo straż pożarna, na lewo KMPiK (Klub Międzynarodowej Prasy i Książki – red.), na prawo Bagatela, Łazienki, Belweder, pomnik. Fryderyk Chopin w dziełach swych wprowadził śmiałą harmonikę z bogatą chromatyką. W spuściźnie swej pozostawił 17 polonezów, 58 mazurków, 21 nokturnów i cztery scherza-żarty” – recytuje grany przez Jacka Fedorowicza „przewodnik dyplomowany Jan Cybulski. Daty, fakty, anegdoty”. Tęga zima sprawia, że „oprowadzani” w ten sposób turyści, nawet gdyby chcieli, niewiele mogą zobaczyć przez zaśnieżone i zamarznięte szyby pojazdu.
Reklama
– Pierwsza zasada jest taka, że zwiedzanie ma być integrujące i interaktywne. Historia w organizowanych przez nas wycieczkach oczywiście pojawia się w dużej ilości, ale na pewno nie z olbrzymią liczbą dat i suchych faktów. To turysta może sobie sprawdzić w przewodniku, my chcemy go przede wszystkim zainteresować i wytłumaczyć przebieg procesu historycznego – mówi historyk i licencjonowany przewodnik Tomasz Darda z fundacji FREE Walkative! TOUR, która organizuje wycieczki dla zagranicznych (choć nie tylko) turystów, m.in. w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Gdańsku czy Zakopanem.

Reklama
Nie ukrywa, że większość wycieczek to free walking tours, w których zwiedzający sam decyduje o wysokości dotacji i zostawia takową, jeśli spodoba mu się to, co usłyszy od przewodnika. A znudzony turysta zwykle nie ma na to ochoty. – Chcemy, żeby nasza instytucja działała i dobrze sobie radziła. Realizujemy nasze cele statutowe promocji historii i kultury, organizujemy darmowe wycieczki dla szkół, angażujemy się w projekty społeczne, ale strona materialna jest ważna. Przewodnicy muszą przede wszystkim lubić to, co robią, wchodzić w interakcję ze zwiedzającymi. Poza rzetelną narracją historyczną liczą się pomysłowość i rozrywka – tłumaczy.
Przyznaje, że gdy sam oprowadza wycieczki po Krakowie, w opowieści wplata sporo ciekawostek i anegdot. Stara się też, by każdy turysta czuł się wyjątkowo. – Często pytam, skąd są. Okazuje się, że na sto wycieczek tylko w dwóch nie było Australijczyków. Kiedy jesteśmy na Wawelu pod pomnikiem Kościuszki, nawiązuję do najwyższego szczytu na kontynencie, z którego pochodzą, czyli Mount Kościuszko. Uczę ich poprawnej wymowy nazwiska Kościuszki, bo robią to zupełnie inaczej niż my, i tłumaczę, skąd się w ich kraju taka nazwa wzięła. Turyści, nawet ci, którzy nie pochodzą z Australii, są zachwyceni – tłumaczy Darda.
Zagranicznych turystów porywa także historia krakowskiego obwarzanka. – Na całym świecie od lat bardzo popularne są bajgle. W luźnej atmosferze zaznaczamy, że ich przodkiem jest obwarzanek, którego dzieje sięgają XIV w., a pierwsza na świecie historyczna wzmianka o bajglu, żydowskim konkurencie obwarzanka, to początek wieku XVII. Tak więc Kraków można uznać za miejsce narodzin bajgla, ikony wśród światowych przekąsek. Podczas wycieczki zatrzymujemy się, rzecz jasna, przy jednym ze sprzedawców. Każdy może spróbować, jak smakują prawdziwe, krakowskie obwarzanki, i jednocześnie znaleźć się w centrum światowej historii kulinarnej – wyjaśnia Darda.
Pierogi i flaki po warszawsku
Z badań GUS wynika, że liczba turystów z zagranicy, którzy odwiedzili nasz kraj w pierwszym kwartale 2017 r., wzrosła o 4 proc. w porównaniu z danymi z I kwartału 2016 r. Na przestrzeni roku wzrosła także ogólna liczba turystów korzystających z bazy noclegowej. Turyści zagraniczni najchętniej odwiedzali województwa mazowieckie (24,8 proc. wszystkich turystów zagranicznych) oraz małopolskie (21,2 proc.). Na trzecim miejscu znalazło się województwo zachodniopomorskie (9,4 proc.), a na czwartym – dolnośląskie (8,8 proc.). W trakcie całego pierwszego kwartału roku 2017 r. Polskę odwiedziło 1,14 mln turystów z zagranicy.
Z kolei z raportu „Obcokrajowcy o Polsce 2017” przygotowanego przez Polską Organizację Turystyczną wynika, że zdecydowana większość kojarzy nasz kraj przede wszystkim z jego historią i bogatym dziedzictwem narodowym (94 proc.), a także uważa Polskę za wartą poznania (93 proc.). Zmienia się także postrzeganie naszego kraju. Ponad połowa respondentów uważa, że Polska jest krajem nowoczesnym (64 proc.), i zauważa podobieństwo do krajów tzw. Europy Zachodniej (56 proc.). Większość planuje przede wszystkim wyjazdy organizowane indywidualnie, a w planie podroży zaznacza najczęściej miasta i obiekty UNESCO. Aż 72 proc. ankietowanych zamierza ponownie odwiedzić Polskę i skupić się na wizycie w tych miastach, do których nie udało się dotrzeć za pierwszym razem.
Turyści mają również coraz większe oczekiwania. Tak jak Malena Monte z Rzymu. – Przyjechałam do Polski, aby zwiedzać zabytki i muzea – mówi. Z zawodu jest historykiem sztuki i, jak przyznaje, podczas każdej podróży stara się łączyć przyjemne z pożytecznym. – Skoncentrowałam się jednak na czymś innym. Warszawa zaciekawiła mnie architektonicznie. Nie spodziewałam się aż takiej różnorodności, pomieszania stylów. To było dla mnie bardzo inspirujące – opowiada. Przyznaje jednak, że było coś, co zaskoczyło ją jeszcze bardziej – polska kuchnia. – Wasze pierogi są doskonałe. Nie przypuszczałam, że gdziekolwiek poza Włochami będą mi smakować takie potrawy. Okazało się też, że Polacy dzielą z nami miłość do podrobów. Flaki po warszawsku są świetne. Choć tradycyjna setka wódki mnie nie przekonała. Pozostanę przy włoskim winie – śmieje się. Do Polski ma zamiar wrócić latem. – Znajoma, którą poznałam na przystanku, chce pokazać mi Mazury. Słyszałam od niej, że macie też świetne regionalne sery – dodaje Malena.
Poznawanie kraju od strony regionalnych przysmaków to trend ogólnoświatowy. Z powodzeniem w swoim biznesie wykorzystał go Michał Sobieszuk. Pytany, skąd wziął się pomysł oprowadzania turystów szlakiem polskich smaków, odpowiada, że z obserwacji. – Gdy pracowałem jako przewodnik miejski, zauważyłem, że turyści nie są nastawieni na zabytki. Interesują ich za to aspekty kulturowo-lifestyle’owe. Chcą doświadczenia, a nie szkolnej wiedzy. Kulinaria sprawdzają się idealnie, a o tym, że są elementem polskiej kultury, chyba nie trzeba nikogo przekonywać – uważa.
Doświadczanie i kameralny charakter
Marka Eat Polska, której właścicielem jest Sobieszuk, rozwinęła działalność w momencie, gdy w Polsce zaczęła się moda na wspólne biesiadowanie i gotowanie. Obecnie w ofercie ma trzy trwające cztery godziny wycieczki – Food Tour, Vodka Tour, a od niedawna także Beer Tour. Jest wersja warszawska, krakowska i gdańska. Koszt to 290 zł od osoby. Poza nimi firma organizuje także ośmiodniowe wyjazdy, które przyjmują formułę kulinarnych podróży po konkretnym regionie Polski – np. Podkarpacie z Małopolską czy Dolny Śląsk. Sobieszuk nie ukrywa, że są to już wyjazdy z wyższej półki. Kosztują ponad 10 tys. zł, a cena zawiera prywatny transport, noclegi, warsztaty z mistrzami kuchni oraz kolacje z menu degustacyjnym w renomowanych i nagradzanych restauracjach. – Wycieczki, które organizujemy w miastach, mają kameralny charakter. Nie uczestniczy w nich więcej niż osiem osób. Odwiedzamy kilka knajp, w każdej z nich nasi goście nie tylko jedzą, ale też słuchają historii dań. Stoły, rzecz jasna, obrazują naszą polską gościnność, więc są suto zastawione. Staramy się jednak, aby porcje nie były zbyt duże. Turyści powinni przecież spróbować wszystkich dań i trunków w każdym z czterech lub sześciu miejsc, które odwiedzamy – mówi Sobieszuk. Zaznacza, że każde miejsce na trasie odwiedzane jest na spokojnie, a klienci nie jedzą z plastikowych talerzyków.
Okazuje się, że zagraniczni goście często zaskoczeni są smakiem potraw, od których na początku ich odrzuca. – Świetnym przykładem jest smalec; wieprzowy niezbyt apetyczny na pierwszy rzut oka tłuszcz. Mało kto spodziewa się, że to rarytas. Ale smakuje prawie wszystkim. Podobnie jest ze śledziami, które turyści nazywają „fishy fish”, czyli intensywną rybą. Poza Holandią czy Niemcami bardzo rzadko pojawiają się na stołach krajów azjatyckich czy anglosaskich. Goście kręcą nosem, ale gdy dostaną kawałek śledzia i kieliszek starannie dobranego alkoholu są pozytywnie zaskoczeni – wyjaśnia Sobieszuk. Menu, które proponuje zwiedzającym Eat Polska, zmienia się. Obok takich klasyków, jak: bigos, barszcz, kiełbasa, pierogi, są też kulinarne nowinki. – Stawiamy na regionalność, silnie polskie składniki i kreatywność kucharzy. Chcemy w ten sposób pokazać, że polska kuchnia nie stoi w miejscu i rozkwita na nowo, a szefowie kuchni, wykorzystując buraka, dynię czy podroby, potrafią wyczarować cuda na talerzu – mówi.
Kto najczęściej przyjeżdża do Polski? Raport POT wskazuje, że w czołówce są takie kraje jak Japonia, Włochy i Belgia. Z obserwacji przewodników i organizatorów wycieczek wynika natomiast, że Kraków to wciąż ulubione miasto Anglików. Coraz więcej jest też turystów z krajów skandynawskich, takich jak Szwecja, Norwegia czy Dania, oraz Hiszpanii i Portugalii. Inne narodowości, które chętnie odwiedzają nasz kraj, to Niemcy, Azjaci i Amerykanie.
Stołeczny Manhattan
Wycieczki szlakiem polskich specjałów często wybierają osoby, które mają polskie korzenie i pamiętają, jak smakowały przygotowywane przez babcię lub mamę pączki czy gołąbki. Turyści, którzy o Polsce wiedzą niewiele i znają tylko takie hasła jak „Wałęsa”, „papież” i „Solidarność”, chętnie zanurzają się w klimacie PRL.
– Jesteśmy bardzo popularni wśród użytkowników europejskich, ale i amerykańskich portali turystycznych. Nasi klienci nawet w upalne dni chętnie wsiadają do naszej nyski i przez trzy godziny odwiedzają miejsca, których podczas klasycznego zwiedzania raczej by nie zobaczyli – wyjaśnia Rafał Patla, jeden z przewodników i współwłaściciel firmy Adventure Warsaw. Wycieczkę „Warszawska przygoda” organizuje już od dziewięciu lat i – jak przyznaje – wciąż cieszy się ona niesłabnącym powodzeniem. Zwiedzanie rozpoczyna się na placu Grzybowskim, potem grupa licząca sześć–osiem osób jedzie na ulicę Emilii Plater, ogląda Pałac Kultury i Nauki, Dom Partii, plac Konstytucji, a także ulice Ząbkowską, Brzeską, odwiedza bazar Różyckiego i praski bar mleczny. – Przez te kontrasty opowiadamy historię stolicy. Jest w tej opowieści zarówno element przed-, jak i powojenny, do tego klimat Warszawy z prawej i lewej strony Wisły. Ulica Emilii Plater jest z kolei świetnym przykładem zderzenia dwóch epok – tej, której symbolem jest PKiN, oraz wieżowców nazywanych warszawskim Manhattanem – tłumaczy. Finał wycieczki to muzeum „Czar PRL” mieszczące się na ulicy Mińskiej na Pradze.
Zdaniem Patli duża część turystów nie dość, że mało o Polsce wie, to jeszcze nie spodziewa się cudów. – Uważają na początku, że w Warszawie niewiele się dzieje, że to miasto, w którym zatrzymał się czas. Kiedy wycieczka się kończy, zmieniają zdanie, są zaskoczeni tym, co zobaczyli, czego się dowiedzieli; wręcz zafascynowani, że mamy tyle do zaoferowania – mówi.
Często na wycieczkę w klimatach PRL trafiają ci, którzy kilka dni wcześniej zaliczyli klasyczny tour po stolicy. Tak było w przypadku Johna, który jest podróżnikiem. – W internecie na jednej z grup poznałem Polaków, którzy przekonali mnie, żeby odwiedzić ich kraj. Podsunęli mi pomysł takiej podróży po mieście i rzeczywiście obejrzałem sobie stolicę z dwóch perspektyw. To było dla mnie bardzo intrygujące doświadczenie. Kiedy przyjadę tu następnym razem, będę chciał zwiedzić w ten sposób inne miasta. Już wiem, że taka opcja dostępna jest w Krakowie – mówi.
Przewodnicy nie narzekają na brak pracy. Adventure Warsaw prawie codziennie poza świętami oprowadza dwie wycieczki dziennie w sezonie wysokim, czyli od kwietnia do czerwca i od września do października. W pozostałe miesiące jedną. Fundacja FREE Walkative! TOUR w samym Krakowie codziennie organizuje kilka wycieczek po Starym Mieście i po żydowskiej części miasta w kilku językach. Firma Eat Polska ma około 30–40 zleceń miesięcznie. I choć pracuje dla niej już 20 przewodników, Sobieszuk sam raz na kilka tygodni przestaje być szefem i zamienia się w przewodnika. – Chcę być na bieżąco z tym, co interesuje klientów – wyjaśnia.
Wszyscy przewodnicy zgodnie przyznają, że turyści interesują się polską codziennością. – Często pytają, ile się u nas zarabia, ile wydaje na życie, jak się mieszka – mówi Tomasz Darda z fundacji FREE Walkactive! TOUR.
Wśród tematów poruszanych podczas wycieczek pojawia się także polityka. Przewodnicy nie wdają się w polityczne debaty, ale ostatni konflikt na linii Polska – Izrael, zwłaszcza w Krakowie, budzi niepokój. – Izraelczycy to jedna z częściej korzystających z naszych usług grup. Szkoda byłoby utracić budowane od lat zaufanie. Dlatego też w stonowany sposób mówimy, że to skomplikowana sprawa, wyjaśniając równocześnie historyczne zawiłości – wyjaśnia Darda.
Domofon u poetów
Z kolei z obserwacji Sobieszuka wynika, że dyskusje na temat polityki pojawiają się także wśród samych turystów. – Gdy w Stanach Zjednoczonych trwała kampania wyborcza, poruszany był temat starcia Trumpa i Clinton – wspomina. Przyznaje jednak, że każdego dziesiątego dnia miesiąca trudno jest mu wyjaśniać, dlaczego Krakowskie Przedmieście jest zagrodzone i niedostępne. – Niektórzy goście zaczynają drążyć. Coś tam już słyszeli i chcą wiedzieć więcej – mówi.
Zaznacza, że żaden z jego przewodników nie idealizuje kraju. – Nie opowiadamy, że „Polska jest mistrzem Polski”, mówimy otwarcie o tym, z czego nie jesteśmy zadowoleni, ale za bardzo nie narzekamy. Skupiamy się na tym, czym możemy się pochwalić i zainteresować naszych klientów na tyle, aby chcieli do nas wrócić – wyjaśnia.
W serialu „Wojna domowa” ostatnim punktem wycieczki jest nowoczesne osiedle z „techniką dnia codziennego”, czyli domofonem. Chętni mogą wybrać jeden z 80 znajdujących się na tablicy przycisków i skomunikować się z lokatorem. Architektura również jest tym, co zachwyca chociażby turystów z Azji. Magdalen Chow, która pochodzi z Chin, odwiedzając Polskę była pod wrażeniem zabudowy Ursynowa oraz wąskich ulic i szerokich chodników. – W moim mieście mogłabym tylko o takich pomarzyć. To może zabrzmi dziwnie, ale delektowałam się tą waszą polską przestrzenią – wyznaje.
Co poza szerokimi chodnikami, warszawskim Manhattanem i restauracjami serwującymi nową polską kuchnię prezentuje się zagranicznym turystom, którzy zainteresowani są nowoczesnością? Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Polin w Warszawie czy budynek krakowskiej Cricoteki to tylko nieliczne ze współczesnych atrakcji. – W Krakowie również mamy domofon. Na Brackiej. Po naciśnięciu odpowiedniego guzika wiersz przeczyta nam Szymborska albo Miłosz – śmieje się Darda. – Kto wie, może za kilka lub kilkanaście lat to właśnie „technika dnia codziennego” stanie się znakiem rozpoznawczym polskiej turystyki.
I choć zainteresowanie ze strony klientów nie ustaje, firmy i fundacje organizujące nietypowe wycieczki nie mają wsparcia ze strony instytucji państwowych. – Uważam to za główną bolączkę naszego biznesu. Restauracje mają swoje liczne nagrody, gwiazdki, pojawiają się w przewodnikach. My zdobywamy klientów głównie przez zagraniczne portale turystyczne i pocztę pantoflową – mówi Sobieszuk. Podkreśla, że bardziej chodzi mu o rekomendacje niż o reklamę, która zwiększy sprzedaż usług. – Klient zazwyczaj opiera się na kilku ocenach z sieci, nie zawsze reprezentatywnych. Gdybyśmy otrzymywali coś w rodzaju „znaku jakości”, mogli pochwalić się jakimś dyplomem, to mogłyby pomóc turystom w wyborze lepszej oferty, a samym firmom w wyróżnieniu się na tle innych – tłumaczy.
W raporcie POT ankietowani, odpowiadając na pytanie: „Z którymi z wymienionych atrakcji turystycznych i możliwości wypoczynku kojarzy Ci się Polska?”, na ostatnim miejscu wskazywali wycieczki rowerowe oraz sporty wodne takie jak kajaki, żeglarstwo czy surfing. Według przewodników Mazury, Suwalszczyzna, Bory Tucholskie czy Hel to te miejsca na mapie Polski, którym warto będzie się dokładnie przyjrzeć w ciągu najbliższych kilku lat. Zwłaszcza pod kątem tych turystów, którzy po zaliczeniu „podstawowego pakietu zwiedzania” będą chcieli tu wrócić i będą szukać możliwości aktywnego spędzenia czasu.