W każdy czwartek rano mam ten sam dylemat – zastanawiam się, który z samochodów powinienem opisać. Albo inaczej: o którym chcielibyście przeczytać. I prawie zawsze dochodzę do wniosku, że na pewno nie jest to audi. Z prostego względu: jakie są auta z czterema pierścieniami w logo, wie każdy. Dopracowane, dobrze wykończone, komfortowe, ciche etc. Różnią się od siebie w zasadzie tylko nazwami, wielkością i cenami. Za każdym razem musiałbym więc pisać o nich dokładnie to samo. A to z kolei oznacza, że zanudziłbym was na śmierć.
Jednocześnie nie chcę, aby bardzo ważni ludzie z Audi pomyśleli, że pożyczam od nich samochody i uczestniczę w organizowanych przez nich prezentacjach wyłącznie po to, żeby pojeździć, popić i pojeść na ich koszt. Efekt tego mógłby być straszny: nie mógłbym jeździć, pić i jeść na ich koszt. Ta okropna perspektywa nie dała mi przespać nocy ze środy na czwartek. Przeprowadziłem więc rachunek sumienia, z którego wynika, że powinienem natychmiast napisać o wszystkich modelach audi, którymi jeździłem w ciągu minionego roku, ale o tym zapomniałem. Trochę się tego uzbierało: A4 Avant, A4 Allroad, A3 Limousine, A3 Sportback, S8 plus, RS6 Performance, RS7 i Q2. No więc, nie traćmy czasu.
A4 Avant to po prostu A4 z plecakiem. To już naprawdę wszystko, co mam do powiedzenia na jego temat. Cała reszta jest jak w A4, a o nim akurat już pisałem pół roku temu. Zapamiętałem je jako dopracowany do perfekcji wóz, lecz jednocześnie nie potrafię sobie przypomnieć, jaki miało kolor.