Samorządy chcą wydłużenia czasu, na jaki mogłyby zawiesić wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Twierdzą, że obecne przepisy sprzyjają wyłudzeniom.
Reklama
Opracowywanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, zakładających przeznaczenie danych gruntów np. pod inwestycje drogowe czy mieszkalnictwo, to prawdziwa zmora samorządowców. Szacuje się, że sporządzenie takiego planu zajmuje zwykle od 9 do 15 miesięcy, a w skrajnych przypadkach nawet dwa lata.
Źródłem największych problemów – zdaniem samych zainteresowanych – są procedury. Projekt planu trzeba niekiedy kilkakrotnie wykładać do publicznego wglądu, do tego różnie układa się współpraca między urzędnikami a projektantami. Poza tym pewne sztywne terminy oraz kolejność działań określa ustawa z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Wszystko to powoduje, że inwestycje w Polsce w przeważającej części opierają się na popularnych wuzetkach, czyli decyzjach o warunkach zabudowy (WZ). To mechanizm często wykorzystywany przez inwestorów czy właścicieli gruntów (gdy teren nie został objęty planem miejscowym uchwalonym przez gminę). Na etapie decyzji o warunkach zabudowy inwestor nie ma obowiązku składania projektu budowlanego.
Sęk w tym, że wuzetki irytują urzędników. Między innymi dlatego, że niektórzy wykorzystują je do tego, żeby zarobić. Kosztem gminy.
O co chodzi?
Załóżmy, że samorząd planuje budowę drogi. W tym celu wykupuje kolejne działki, dla których musi opracować plan miejscowy uwzględniający inwestycję. Jednak do gminy zgłasza się właściciel jednej z działek, który stwierdza, że zamierza ją zabudować – np. poprzez postawienie domu jednorodzinnego czy całego osiedla. W tym celu zgłasza się po decyzję o warunkach zabudowy. – Osoba taka nie musi być właścicielem nieruchomości, której decyzja dotyczy. Jest to o tyle istotne, że wydziałowi urbanistyki i architektury trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie intencje przyświecają wnioskodawcy – zwraca uwagę Tomasz Ficoń z Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej.
W trakcie postępowania wnioskodawca jest informowany o tym, że dla danego terenu jest opracowywany plan miejscowy. Oraz że – zgodnie z art. 62 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym – postępowanie można zawiesić na czas nie dłuższy niż 9 miesięcy, jeżeli zapisy planu są sprzeczne z celem inwestycji.
Ile trwa przygotowanie projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego / Dziennik Gazeta Prawna
Problemu by nie było, gdyby w tym czasie gminie udało się przyjąć plan miejscowy uwzględniający budowę drogi. Wówczas właściciel gruntu czy inwestor nie otrzymałby wuzetki sprzecznej z zamierzeniami samorządu. Jednak, jak wiadomo, prace nad planem miejscowym są czasochłonne. A jeśli – co bardzo prawdopodobne – gminie nie uda się go przyjąć na czas, to po 9 miesiącach nie ma wyboru i musi wydać decyzję o warunkach zabudowy.
Samorządy przekonują, że w niektórych przypadkach intencje osób ubiegających się o wuzetkę są dość jasne. – Jeżeli chodzi o odszkodowanie, to należy się ono właścicielom nieruchomości bez względu na to, czy są dla niej wydane warunki zabudowy, czy też nie. Można jednak domniemywać, że nieruchomość zabudowana będzie warta więcej – wyjaśnia Tomasz Ficoń.
Miasta podają mnóstwo przykładów takich praktyk. Od urzędników z Bielska-Białej i Warszawy usłyszeliśmy, że miały one miejsce między innymi przy budowie obwodnic. Problem jest także znany w Białymstoku i Bydgoszczy. Choć urzędnicy w tym drugim mieście zaznaczają, że nie zawsze wywoływany jest on celowo.
Rząd załatwi to kompleksowo
Samorządy twierdzą, że problem doskwiera im coraz bardziej. Szczególnie że – jak słusznie zauważa Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta Lublina – „domniemanie nie przesądza o winie”, a więc trudno zarzucić obywatelowi, że stara się o wuzetkę tylko po to, by uzyskać większe odszkodowanie. Nawet kosztem opóźnienia kluczowej – z punktu widzenia lokalnej społeczności – inwestycji.
Pojawił się jednak pewien pomysł, jak rozwiązać problem. Lokalne władze już zgłosiły go rządowi. – Organ wydający decyzję WZ jest obecnie związany ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, która przewiduje najwyżej 9-miesięczny okres zawieszenia postępowania. Aby wydłużyć termin wydania decyzji i nie spotkać się z zarzutem przewlekłości postępowania, ustawodawca musiałby przewidzieć dłuższy okres, najlepiej do czasu uchwalenia planu – sugeruje Tomasz Ficoń z Bielska-Białej.
Taki też wniosek został sformułowany przez samorządowców podczas jednego z ostatnich posiedzeń Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
O opinię poprosiliśmy Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Resort wie o problemie i zapowiada, że jakiekolwiek zmiany będą miały charakter systemowy, a nie punktowy. – Poruszona przez prezydenta miasta Bielsko-Biała Jacka Krywulta kwestia wpisuje się w zakres tematyczny opracowywanej obecnie w MIB kompleksowej regulacji procesu inwestycyjno-budowlanego. Projekt ten w szeroki sposób odnosi się do zidentyfikowanego problemu, uwzględniając również podobne, zgłaszane w ramach przeprowadzonej na przełomie 2015 i 2016 r. kwerendy barier w systemie planowania przestrzennego. W związku z zaawansowanym stanem prac legislacyjnych dotyczących projektowanych regulacji nie planuje się wprowadzania punktowych zmian w tym zakresie – stwierdza resort.