Chociaż do protestu zostały jeszcze ponad dwa tygodnie, to podróżni już muszą się liczyć z utrudnieniami. W ostatnich dniach spółka Polregio odwołuje część połączeń, bo spora grupa maszynistów bierze zwolnienia L4. Inni odmawiają pracy w nadgodzinach. W poprzednim tygodniu w różnych częściach kraju przewoźnik skasował ponad 100 połączeń dziennie (na 1,5 tys.) Tylko w części przypadków przewoźnikowi udaje się zorganizować zastępczą komunikację autobusową. W ostatni wtorek na ponad 50 odwołanych składów w 32 przypadkach na trasę wyjechały zastępcze autobusy.
Pracownicy Polregio domagają się 700 zł podwyżki z wyrównaniem od 1 grudnia. Leszek Miętek, szef Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych, mówi, że po ogłoszeniu w zeszłym tygodniu przez komitet protestacyjny decyzji o strajku generalnym w maju rozmowy nie posunęły się do przodu. – Pracownicy Polregio zarabiają najmniej spośród przewoźników kolejowych. Nawet bez strajku istnieje groźba paraliżu na torach, bo maszyniści odchodzą ze spółki i zatrudniają się tam, gdzie zarobki są wyższe – zaznacza Miętek.