Przedsiębiorstwa budowlane boją się fali upadłości jak w 2012 r., do czego mają przyczynić się wywołane agresją Rosji na Ukrainę ogromne skoki cen materiałów - głównie asfaltu, stali i betonu - oraz odpływ pracowników ze Wschodu. Ten pierwszy jest o 50 proc. droższy niż w styczniu i o 90 proc. droższy niż rok temu, co powiązane jest ze wzrostem cen ropy. Jest też problem ze stalą, którą w dużym stopniu importowaliśmy z Ukrainy, ale także z Rosji. W efekcie ceny niektórych wyrobów hutniczych wzrosły w kilka tygodni o 50-60 proc.
W przypadku niektórych przetargów drogowych część firm wycofuje oferty, które były kalkulowane przed 24 lutego. Dariusz Blocher z rady nadzorczej Budimexu mówi DGP, że firma unieważnia dwie swoje propozycje. Jedna z nich dotyczy budowy 22-kilometrowego odcinka trasy S19 (Via Carpatia) z Międzyrzeca Podlaskiego do Radzynia Podlaskiego. Należący w ponad 50 proc. do hiszpańskiego Ferrovialu Budimex zgłosił drugą pod względem ceny propozycję. Tańszy był tylko chiński Stecol.
Do niecodziennej sytuacji doszło w przypadku przetargu na budowę jednego z czterech odcinków bardzo potrzebnej drogi S10 z Bydgoszczy do Torunia. Zastąpi ona jednojezdniówkę, na której dochodzi do wielu wypadków śmiertelnych. W przypadku ostatniego fragmentu koło Solca Kujawskiego na dziewięć zgłoszonych ofert aż sześć zostało unieważnionych. Jak przyznała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, cztery firmy nie zgodziły się przedłużyć ważności oferty. To m.in. Strabag, Mota-Engil czy Porr, które, jak się dowiedzieliśmy, w obecnych warunkach wątpiły w opłacalność zgłoszonych wcześniej propozycji. Ostatecznie GDDKiA wybrała ofertę należącej do hiszpańskiego koncernu Dragados firmy Pol-Aqua, która w przetargu zgłaszała drugą w kolejności cenę - niecałe 240 mln zł. GDDKiA w ostatnich dniach stara się tonować emocje i apeluje do firm, by nie wpadały w panikę. Urzędnicy przyznają, że część firm wycofuje swoje oferty, ale inni podtrzymują propozycje i w efekcie nie będzie mowy o zatrzymaniu inwestycji.
Reklama
Branża liczy jednak na wprowadzenie mechanizmów, które przy szalejących cenach materiałów pozwoliłyby utrzymać rentowność kontraktów. Przyznają, że zasady waloryzacji, które w 2019 r. wdrożyli publiczni inwestorzy - GDDKiA czy PKP Polskie Linie Kolejowe - mogą nie wystarczyć. Firmy z ostrożnym optymizmem przyjęły najnowsze stanowisko Urzędu Zamówień Publicznych. Jasno wskazuje on, że trwający teraz konflikt w Ukrainie to „zjawisko nadzwyczajne i niespodziewane”, którego nie dało się przewidzieć i wpływa ono na sytuację rynkową w Polsce. W efekcie w przypadku zleceń przetargowych ma zastosowanie art. 455 ustawy - Prawo zamówień publicznych, który przewiduje, że w takich nadzwyczajnych sytuacjach można zmieniać umowę, czyli np. jej wartość czy czas obowiązywania. - Takie podejście UZP jest dobrą wiadomością, ale wiele zależy od postępowania zamawiających. Wielu z nich sygnalizuje jednak, że skok cen materiałów dało się przewidzieć - mówi Dariusz Blocher.
GDDKiA na razie radzi firmom, by wszystkie nagłe zdarzenia z ostatnich dni - wzrost cen konkretnej partii materiałów potrzebnych do realizacji konkretnego zlecenia czy odpływ pracowników z Ukrainy - dokładnie dokumentowały. W przypadku ewentualnych roszczeń wszystkie tego typu okoliczności będą badane. Drogowcy argumentują też, że nie mogą automatycznie realizować wszelkich żądań dopłat, skoro jeszcze rok temu wiele zgłaszanych ofert stanowiło ok. 60-65 proc. wartości kosztorysu zamawiającego.
Branża uważa jednak, że w tej nadzwyczajnej sytuacji potrzebne są dodatkowe mechanizmy, które pozwoliłyby reagować na duży wzrost kosztów. Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa uważa, że czas na specustawę, która opisywałaby choćby zasady waloryzacji kontraktów. Barbara Dzieciuchowicz, szefowa izby, przypomina, że tę ostatnią kwestię trzeba precyzyjnie opisać zwłaszcza w przypadku kontraktów samorządowych. Wprawdzie ostatnia nowelizacja ustawy - Prawo zamówień publicznych obowiązek waloryzacji zleceń narzuca także gminom, powiatom czy województwom, to dotyczy to jednak tylko dłuższych, trwających ponad rok umów.
OIGD w tym tygodniu prześle do premiera Mateusza Morawieckiego pismo, w którym zawrze wszelkie postulaty wprowadzające mechanizmy ratunkowe dla branży budowlanej.
Eksperci spodziewają się jednak, że najbliższe lata będą trudne dla inwestycji publicznych. Wzrost kosztów sprawi, że trzeba będzie ograniczać liczbę prac. Już pojawiają się spekulacje, że trzeba będzie zrewidować wielki plan rządu, który zakładał, że do 2033 r. powstanie 8 tys. km dróg szybkiego ruchu. ©℗
Cena asfaltu drogowego na tle zmian cen ropy / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe