Podłożem konfliktu w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, która ma czuwać nad bezpieczeństwem operacji lotniczych na polskim niebie, są kwestie zarobków. Związkowcy twierdzą jednak, że działania zarządu mogą prowadzić do pogorszenia się bezpieczeństwa rejsów. Pojawia się też kwestia odpowiedniej liczby pracowników w wieżach kontroli lotów.
Dużo opóźnień
Grupa 167 kontrolerów ruchu lotniczego reprezentowana przez działający pod patronatem OPZZ związek odmówiła przyjęcia nowych warunków pracy z obniżonymi zarobkami. Oznacza to, że wraz z upływem okresu wypowiedzenia, czyli na przełomie marca i kwietnia, umowy pracowników ulegną definitywnemu rozwiązaniu. Związkowcy twierdzą, że to nie koniec odejść z pracy. Tylko w poniedziałek na nowe umowy z obniżonymi pensjami nie zgodziło się 55 osób, a według działaczy buntują się kolejni spośród ok. 600 kontrolerów pracujących w PAŻP. Odchodzą głównie osoby związane z kontrolą obszarową, które czuwają nad przelotem maszyn na dużych wysokościach, gdzie większość samolotów leci nad Polską tranzytem.
Reklama
Czy zatem za około dwa miesiące grozi paraliż ruchu nad Polską? W PAŻP już słyszymy, że fala odejść na pewno doprowadzi do opóźnień na niebie. Agencja zapowiada, że przy masowej rezygnacji z pracy zagrożona nie jest tylko obsługa lotów ratunkowych, wojskowych i VIP. Jednocześnie kilka dni temu ruszyły nabory na kontrolerów. Proces szkolenia trwa jednak przynajmniej kilka miesięcy.
Przedsmak kłopotów przewoźnicy lotniczy odczuli już pod koniec grudnia. To wtedy kontrolerzy otrzymywali wypowiedzenia zmieniające wynagrodzenia. W dniach od 29 do 31 grudnia, kiedy pracodawca próbował wręczyć nowe warunki umów, nad polskim niebem doszło do dużej liczby opóźnień. Łącznie sięgały one ok. 130 godzin. To dwa razy więcej niż w najgorszym dniu w przedcovidowym 2019 r., kiedy ruch na niebie był kilkukrotnie większy.

Reklama
Problemy dotknęły m.in. PLL LOT. – Mieliśmy dużo opóźnień, co psuło nam siatkę połączeń do późnej nocy – mówi nasz rozmówca z państwowej spółki.
Podżeganie do sabotażu
Według PAŻP kontrolerzy na dużą skalę zgłaszali wtedy niedyspozycje, przedstawiali zwolnienia lekarskie lub nie podejmowali kontaktu z pracodawcą w sytuacji potrzeby wezwania na dyżur. Według rzeczniczki agencji Agaty Król to były działania o charakterze sabotażowym. – To była próba szantażu na pracodawcy i wywarcia presji z pobudek finansowych – zaznacza.
Według PAŻP z szantażem mamy do czynienia także teraz, kiedy pracownicy masowo nie chcą przyjąć nowych warunków wynagradzania. Według szefów agencji po działaniach z końca grudnia i z końca stycznia musieli skierować do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Jak piszą, ma to związek „z podżeganiem do podjęcia akcji sabotażowej” .
– Głównym motywem działań członków Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego wydaje się być zablokowanie wdrożenia nowego regulaminu wynagradzania – zaznacza Agata Król.
Według prezesa PAŻP Janusza Janiszewskiego obniżki płac są tymczasowo konieczne, bo przedłużająca się pandemia sprawia, że ruch lotniczy wciąż jest nieduży, a to przekłada się na znaczny spadek przychodów agencji. W ocenie PAŻP na razie nie da się przywrócić stawek sprzed kryzysu, gdy pensje kontrolerów były najwyższe w historii. Agencja twierdzi, że nowe warunki finansowe nie będą takie złe, bo w zależności od indywidualnego doświadczenia kontrolera wynosić będą od 20 do 40 tys. zł miesięcznie. Średnie wynagrodzenie pracownika wieży w Warszawie będzie zaś wynosić 33 tys. zł brutto.
Normy niezachowane
Związkowcy uważają jednak, że cięcia będą bardzo dotkliwe, bo zarobki spadną o 30–50 proc. Jednocześnie stanowczo protestują przeciw oskarżeniom o sabotaż. W piśmie do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka piszą m.in., że „niedopuszczalne są jakiekolwiek sugestie, jakoby kontrolerzy byli odpowiedzialni za opóźnienia w ruchu lotniczym w ostatnich dniach grudnia”. Według nich do opóźnień miała doprowadzić „wadliwa organizacja pracy w PAŻP i planowanie zbyt małych obsad stanowisk operacyjnych w grafikach dyżurów”. Od jednego ze związkowców słyszymy, że na dużą liczbę zachorowań wśród pracowników nałożyła się sytuacja, w której ludzie wykorzystywali wolne na opiekę nad dziećmi.
Związkowcy uważają, że pracodawca swoimi działaniami może doprowadzić do ograniczenia bezpieczeństwa lotów. I sami złożyli zawiadomienie do prokuratury. Dotyczy tego, jak agencja w czasie pandemii organizuje pracę i reaguje na braki kadrowe. – Podczas gdy większość osób na tzw. przestojach oczekuje w domu na wezwanie do pracy, kontrolerom z obszaru pracodawca polecił siedzenie w jednym pomieszczeniu bez okien. Mamy w nim przebywać przy sztucznym świetle 7,5 godziny. W momencie kiedy jest duża liczba zachorowań na COVID-19, w tym pomieszczeniu musiało przebywać nawet 13 osób. Normy sanitarne nie były zachowane – mówi nam jeden ze związkowców.
Jak się dowiedzieliśmy, tłem awantury w PAŻP są różnice zdań w Ministerstwie Infrastruktury. Działania prezesa Janiszewskiego popiera wiceszef tego resortu Marcin Horała. W związku z nowym podziałem obowiązków wkrótce ma on jednak przejść do Ministerstwa Funduszy. PAŻP nadal będzie podlegać resortowi infrastruktury. Związkowcy liczą, że przekonają stojącego na jego czele Andrzeja Adamczyka do zmiany prezesa agencji. ©℗