Sojusz Renault-Nissan-Mitsubishi ma wkrótce ogłosić, że potroi swoje wydatki na inwestycje w bezemisyjne napędy – wynika z wczorajszych doniesień agencji Reutera. W ciągu najbliższych pięciu lat wyda tym samym 20 mld euro. Środki miałyby pójść na opracowanie pięciu platform, na których będą powstawać poszczególne modele. Do 2030 r. ma ich być nawet 30. Renault chce, by do końca dekady produkowane przez firmę auta na rynek europejski były wyłącznie elektryczne. Inaczej jednak rzecz się ma w innych częściach globu.
Niedawno francuski producent zawarł porozumienie z chińskim Geely, w którego skład wchodzi szwedzka marka Volvo. Dzięki kooperacji spółka chce wzmocnić swoją pozycję w Azji – najpierw ma wejść na rynek Korei Południowej, a następnie spróbować swoich sił w Chinach. Tu bowiem Renault praktycznie nie istnieje – w ubiegłym roku na największym rynku motoryzacyjnym świata sprzedał niecałe 20 tys. samochodów. Kooperacja nie ogranicza się jedynie do aut elektrycznych – poinformowano, że obie grupy będą pracować też wspólnie nad napędami spalinowymi i hybrydowymi. W regionie nieobjętym unijnymi regulacjami klimatycznymi takie rozwiązanie dłużej utrzyma bowiem swoją rentowność.
Choć Chiny zapowiedziały obcięcie dopłat do zakupu aut elektrycznych o 30 proc., to koncerny przewidują, że nawet przy trzymaniu się paliw kopalnych pozostaną szybko rozwijającym się rynkiem dla bezemisyjnych napędów. To skłania do nowych inwestycji. W tym miesiącu Honda poinformowała o budowie zakładu w Wuhanie. Od 2024 r. ma powstawać w nim nawet 120 tys. pojazdów elektrycznych rocznie.
Reklama
Wyraźniejszych kształtów nabierają również plany amerykańskich koncernów, które dotychczas pozostawały w tyle za europejskimi producentami zmobilizowanymi zieloną polityką Unii Europejskiej. Jak donoszą amerykańskie media, w tym tygodniu General Motors ma obwieścić, że w ramach swojego planu, zgodnie z którym do 2035 r. będzie produkować wyłącznie elektryki, zainwestuje 6,5 mld dol. w dwa zakłady w Michigan. Pierwszy ma produkować baterie do samochodów elektrycznych, drugi samochody z takim napędem. Spółka może liczyć na ulgi podatkowe przewidziane na najbliższe 15 lat. Stan, słynący niegdyś z produkcji motoryzacyjnej za sprawą licznych fabryk w Detroit, wyciągnął wnioski z faktu, że niedawno stracił część projektów Forda. Ten bowiem w ubiegłym roku postanowił ulokować je w Tennesee oraz Kentucky. Wyda na ten cel ponad 11 mld dol.
Duże nakłady w Stanach Zjednoczonych mogą skłonić koncern do oszczędności na Starym Kontynencie. Choć spółka zapowiedziała, że do 2030 r. będzie sprzedawać na europejskim rynku wyłącznie elektryczne pojazdy i jednocześnie modernizować pod tym kątem swój zakład w Kolonii, przymierza się też do ograniczania produkcji w hiszpańskiej Walencji oraz niemieckim Saarlouis. Spółka nie zajmuje oficjalnego stanowiska, ale trwają już rozmowy z tamtejszymi związkowcami. Konieczne są oszczędności, zwłaszcza że obie fabryki najpierw z powodu lockdownu, a następnie braku komponentów od dwóch lat nie pracują na pełnych obrotach.
Do pozostania w Europie ma jednak przekonać producentów coraz łatwiejszy dostęp do baterii do aut. Zwłaszcza że na Starym Kontynencie mnożą się deklaracje o nowych inwestycjach bateryjnych. Większość z nich powstaje dzięki ulgom podatkowym czy dotacjom poszczególnych państw. Część z nich chce w ten sposób rozwijać rodzimą myśl technologiczną, stawiając na firmy dopiero rozpoczynające działalność. Przykładem może być Wielka Brytania, której rząd postanowił przeznaczyć 100 mln funtów na fabrykę akumulatorów, która miałaby ruszyć z końcem 2023 r. Tym samym kraj ma dołączyć do bateryjnego wyścigu – dotychczas w planach była tylko jedna fabryka ulokowana na Wyspach należąca do chińskiego Envision, która ma powstać pod Sunderlandem.
Pod koniec roku uruchomiono pierwszą należącą do Northvolt gigafabrykę (tak określa się zakład o zdolności produkcyjnej powyżej 15 GWh rocznie) na północy Szwecji. Tym samym dołączyła do dwóch pozostałych dużych europejskich inwestycji – zakładu pod Wrocławiem należącego LG Chem i kompleksu Samsunga na Węgrzech.
Niemiecki Volkswagen, by podołać wchodzącej na jego rodzimy rynek Tesli, ma aspiracje, by część rosnącego zapotrzebowania wyprodukować samodzielnie. Zgodnie ze swoją strategią chce zbudować na kontynencie sześć fabryk ogniw do końca dekady. W tym celu zawiązano w tym miesiącu współpracę z Boschem. W ramach kooperacji ma powstać spółka joint venture, która będzie opracowywać technologie produkcji baterii. ©℗
Volkswagen chce do końca dekady wybudować sześć fabryk baterii