Według Wojciecha Drzewieckiego, szefa Samaru, instytutu monitorującego rynek motoryzacyjny, w końcówce zeszłego roku mieliśmy do czynienia ze sztucznym wzrostem cen, co było efektem zmiany przepisów dotyczących odliczenia VAT. Część importerów podwyższyła ceny, spodziewając się i tak zwiększonego popytu w styczniu w związku z czasowym obowiązywaniem pełnego odpisu tego podatku w przypadku samochodów osobowych spełniających wymagania homologacji N1. Drzewiecki nie chce sprecyzować, o jakie marki chodzi. Sprawy, co zrozumiałe, nie chcą też komentować same koncerny motoryzacyjne. Ale Drzewiecki zapewnia, że nie są to wyjątki, i zaznacza, że nie bez znaczenia w ocenie skali podwyżek jest zmiana struktury sprzedaży. – Wagą w obliczeniach jest przecież wielkość sprzedaży poszczególnych wersji – tłumaczy Wojciech Drzewiecki.

Z dokładnej analizy zestawienia Samaru wynika, że najbardziej, bo o ponad 25 proc., podrożały w ubiegłym roku samochody luksusowe i sportowe. W tych segmentach rosły nie tylko ceny Bentleya czy Ferrari, ale też o blisko 7 proc. Audi A7 i A8. W tej kategorii najlepiej wypadł Mercedes. Modele CLS i S podrożały bowiem tylko o około 1 proc. Tego typu samochody stanowią jednak niespełna 1 proc. polskiego rynku, a o wskaźniku wzrostu często mogą decydować pojedyncze zamówienia na droższe wersje pojazdów.

O 7 proc. drożały też jednak znacznie popularniejsze auta, np. wyższej klasy średniej, która ma 13-proc. udział w krajowym rynku. W tej klasie najmocniej zdrożała Skoda Octavia o 14 proc. Na ruch cen natychmiast zareagowali klienci. Sprzedaż stopniała o ponad 24 proc., zaś udział tego segmentu w całości rynku samochodowego w naszym kraju zmniejszył się o 3 proc. do 13 proc.

Na tym tle prawie nie drgnęły ceny aut małych i zaliczanych do klasy niższej średniej. To dwa najbardziej popularne segmenty naszego rynku, które stanowią połowę sprzedaży. W klasie niższej średniej statystyki cenowe zaniżane były m.in. przez Volkswagena Golfa Plus, Forda Focusa i Mitsubishi Lancera, a zawyżane przez Audi a3, Mazdę 3 oraz Renault Megane. W samochodach małych po około 10 proc. wrosły ceny Peugeota 207 i Citroena c3. O 5–8 proc. potaniały Mini Coupe oraz Audi a1.

Nie wszystkie auta drożały. O 6,5 proc. potaniała klasa wyższa, a o 2–3 proc. spadły ceny vanów i minivanów. W przypadku klasy wyższej o ponad 7 proc. zmniejszyły się ceny Skody Superb. Spadły też ceny Volvo V70 i BMW 5. Podrożało za to Audi A6.

Za spadkami cen w minivanach stoją ponad 10-proc. obniżki cen Opla Zafiry i Forda B-maxa oraz stabilizacja w przypadku najpopularniejszych aut tej klasy: Kii Vengi, Dacii Lodgy czy Hyundaia ix20. W przypadku vanów w obniżkach prym wiodły Ford Galaxy i S-max.

Szef instytutu Samar jest optymistą, jeśli chodzi o prognozy na najbliższe miesiące. Zauważa, że podobnie jak w latach poprzednich mamy właśnie do czynienia z naturalnym wzrostem cen na modele wyprodukowane w roku bieżącym w stosunku do modeli poprzedniego rocznika. – Po zakończeniu akcji wyprzedażowej możemy spodziewać się ruchów cenowych. To, czy ceny zejdą do poziomu obecnie oferowanego rocznika 2013, czy też będą nieco wyższe, zależeć będzie od sytuacji rynkowej, zapasów magazynowych poszczególnych producentów, a także zamówień, które zostały złożone na produkcję – dodaje Drzewiecki.

W 2013 r. zarejestrowano w naszym kraju 332 tys. samochodów osobowych i dostawczych – o 6,4 proc. więcej niż w poprzednim. W tym roku sytuacja na rynku motoryzacyjnym uzależniona jest zaś od popularności aut z pełnym odliczeniem VAT. Dopiero tuż przed świętami pojawił się projekt rozporządzenia ministra finansów w tej sprawie. Według ekspertów każdy z producentów na pewno będzie elastycznie reagował i dostosowywał politykę cenową do potrzeb. – A ponieważ podwyżki zawsze będą stanowiły czynnik ograniczający sprzedaż, każdy z producentów przed ewentualnym jej wprowadzeniem bardzo dokładnie analizuje możliwe konsekwencje takiej decyzji – podsumowuje Drzewiecki.