Andrysiak: Mandat, czyli podatek od używania dróg

autor: Andrzej Andrysiak18.07.2012, 08:35; Aktualizacja: 18.07.2012, 08:42

Na oddanej w czerwcu autostradzie między Łodzią a Warszawą jest taki dwudziestokilometrowy odcinek, którym można jechać nie więcej niż 70 km/h. Skrzyżowań tam nie ma, asfalt równy jak w krajach bardziej doświadczonych w asfaltowaniu niż nasz, a mimo to ograniczenie.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Reklama

Komentarze (6)

  • tuptuś(2012-07-19 09:02) Zgłoś naruszenie 00

    I Panie Mieciu, sądze,że statystykę na taki "zegarze mordu publicznego" nabijał by zapis (którego nie ma w konstytucji,a szkoda...,o "zbrodni prawnej i ekonomicznej"na Narodzi Polskim,a nie kierowcy

    Odpowiedz
  • Mieciu(2012-07-19 01:20) Zgłoś naruszenie 00

    Pora na Zegar Mordu Ulicznego. Powiesić gdzieś w Warszawie, obok tego od długu. Dwa liczniki. Jeden z zabitymi, drugi z rannymi ofiarami wypadków drogowych.

    Odpowiedz
  • Wielbiciel(2012-07-18 18:16) Zgłoś naruszenie 00

    Państwo zaczyna wielkie polowanie na kierowców. Chce ich pieniędzy.
    To jest bardzo smutne a ta prawda jest brutalna. Nie widać prawie starań ze strony państwa aby naprawdę w życiu wdrożyć działania ukierunkowane na wychowanie i szkolenie. Doraźne działania nie mają wiele wspólnego z bezpieczeństwem na drogach, w państwie , w szkole itd. Nad każdym z nas ma stanąć policjant z pałą i bloczkiem na mandaty i ma nas wychowywać. tylko takie metody są znane ustawodawcy i wykonawcom tych idiotycznych ustaw. Dla nich nie ma znaczenia że w wielu przypadkach ukarani mają rację. Tylko literalne patrzenie na przepisy prawa nic nie wnosi w dłuższej perspektywie. Troszeczkę trzeba włączyć myślenie jeżeli chce się coś trwałego zbudować. Trzeba każdemu dać szansę. Dlaczego nie ma mandatów dla administratorów za źle ustawione znaki które miesiącami tkwią na poboczach i pozbawiają wyobraźni kierujących. Jeżeli jadę i spotykam np. znaki ograniczające prędkość na prostej, równej drodze , w terenie niezabudowanym, ruch innych pojazdów zerowy, niedzielne przedpołudnie, droga suchutka , równa jsk stół, ładnie oznakowana liniami poziomymi, a po kilku kilometrach zza kapliczki wypada funkcjonariusz z suszarką i radosnym głosem oznajmia że pan kierowca nie patrzy na znaki i jedzie z prędkością ok. 90 km/h to jak jest odebrana taka interwencja. Po zakończeniu inspekcji wracam aby przekonać się czy nie zrobili mnie w balona i muszę jechać 4,3 kilometra aby znaleźć znak ograniczający prędkość do 40 km/h
    Jestem chyba wyjątkowo ograniczony bo zapomniałem już o tym znaku.
    Takie metody to wyjątkowo perfidne znęcanie się nad nami. Oczywiście oduczają szacunku do przepisów i wyzwalają agresję bo nikt nie lubi jak się urządza z niego kpiny. Następnym razem nie wiemy jak oceniać sytuację i czy mamy patrzeć z powagą na to co widzimy, czy też kolejny raz będą nas ścigać humoryści. Nie po to płacimy tak horendalnie wysokie podatki aby jeszcze ci których utrzymujemy urządzali sobie z nas kpiny.
    Wiele działań sprowadza się do tego że za nasze podatki i inne daniny wybudowało się np. parkingi a teraz kilku cwaniaczków bierze to wszystko w dzierżawę i każą sobie płacić jeżeli chcemy zaparkować na swoim, to już nie jest nasze. Tak nami rządzi banda nieudaczników i cwaniaków, widzą tylko swój interes, nie ma na nich siły. Niezawisłe sądy ferują skazujące wyroki wbrew przepisom prawa i nie ma odwołania bo ręce opadają jak człowiek musi tłumaczyć sędziom że nie jest wielbłądem. Zamiast kasę wydawać na nowe radary może należałoby skontaktować się ze społeczeństwem i wspólnie szukać rozwiązań. Po co budować drogi, autostrady, pozostawić drogi polne z wykrotami i wtedy część będzie uważała ale znajdą się straceńcy których to nie powstrzyma.
    Zresztą szkoda gadać. U nas zawsze tak musi być że drobny ułamek procenta generuje wykroczenia ale cały naród musi za nich płacić. To co napisałem jest żałosne ale brak mi cierpliwości i zżymam się bo jestem już człowiekiem leciwym i niejedno w świecie widziałem ale polska głupota bije wszelkie rekordy i to mnie boli najbardziej. Ale na głupotę nie ma lekarstwa. Mnie pewnie już niewiele zostało ale tu żyją moje dzieci i wnuki. Na dodatek źle ich wychowałem bo nie chcą wyemigrować z tego kraju który na każdym kroku jest im wrogiem.

    Odpowiedz
  • j.(2012-07-18 11:52) Zgłoś naruszenie 00

    Przede wszystkim to bawimy się w ciuciubabkę. Na drogach aż sie roi od absurdalnych ograniczeń prędkości typu 40-tka na dobrej drodze, na której nie widać żadnych zagrożeń i... nie wiadomo, o co chodzi. Zazwyczaj wszyscy jadą dużo szybciej, a przypuszczam, że zarządca drogi, który kazał ustawić dany znak, a także stróż prawa w białej czapce, który łapie nas na radar, też sobie nie żałują, tylko dodają gazu, a gdyby wszyscy przestrzegali tych wszystkich ograniczeń, to przepustowość dróg zmalałaby tak, że w kraju utworzyłby się jeden wielki korek. Z drugiej zaś strony fotoradar ma być wyraźnie oznakowany, a więc wiadomo, gdzie zdjąć nogę z gazu, a później można do oporu i następnie wypisywać w internecie swoje "rekordy prędkości" ( np.: "ile jechaliście na "zakopiance", bo ja swoją audicą to..." itd.) Uważam, że jest to droga donikąd, bo z jednej strony mamy tzw. "absurdy drogowe", o których kiedyś pisała "Polityka" polegające na bezsensownym oznakowaniu, w tym nadmierne ograniczenia prędkości, a z drugiej strony ci, którzy stanowią prawdziwe zagrożenie na drodze zazwyczaj pozostają bezkarni. Jednym z elementów owej "ciuciubabki" jest to, że ciężarówki na większości dróg mogą jeździć tylko 70 km/h, a na autostradach, ekspresówkach i drogach dwujezdniowych 80 km/h, jeżdżą natomiast wszędzie 90-100 km/h i nikt się chyba tym nie interesuje, a przecież mają tachografy rejestrujące prędkość. Oczywiście nie mają też zwyczaju zwalniania na obszarach zabudowanych. Nie raz byłem w takiej sytuacji na drodze, że miałem przed sobą jakiś, nie wiadomo po jaką cholerę ustawiony znak ograniczający prędkość np. do 40 km/h, a za sobą pędzącego TIR-a, który już z daleka klaksonem i światłami daje do zrozumienia, że nie zwolni, bo przecież czas to pieniądz, a pracodawca zapewne jeżdżącego zawsze zgodnie z przepisami kierowcę po prostu by zwolnił, bo dziś liczy się zysk, przedsiebiorca transportowy chce zarobić, a to zależy między innymi od szybkości dowożonych towarów. Kierowca jest natomiast od tego, żeby sobie jakoś radził np. z fotoradarami. Tu trzeba zmienić całą filozofię zarządzania ruchem, a więc z jednej strony zweryfikować te wszystkie drastyczne ograniczenia, a także zasięg obszarów zabudowanych, a może nawet podnieść dopuszczalną prędkość dla ciężarówek, bo 70-tka to zapewne stanowczo za mało, ale za to reagować bardzo energicznie i surowo karać tych, którzy rzeczywiście są piratami na drodze. Czyli np. tam, gdzie dziś stoi ograniczenie do 40 km/h, być może wystarczyłoby postawić 60-tkę (wolniej i tak zapewne prawie nikt tam nie jeździ), ale za to, jak ktoś będzie jechał 80 km/h, to powinien mieć świadomość, żę istnieje duże prawdopodobieństwo, że zapłaci mandat, bo namierzy go radar schowany np. w dziupli na drzewie. Nie rozumiem bowiem także tego, dlaczego fotoradar ma być wyraźnie oznakowany, jeśli mamy jeździć zgodnie z przepisami, to nie tylko tam, gdzie stoi radar, ale wszędzie i zawsze, ale do tego - powtarzam - potrzeba całkowitej zmiany filozofii zarądzania ruchem i z drugiej strony także kultury jazdy, żeby kierowca jadący zgodnie z przepisami nie był traktowany, jak zawalidroga, a raczej żeby napiętnowani byli ci, którzy jadą za szybko. Ale my się lubujemy w przeróżnych ciuciuibabkach i lubimy, jeśli "przepisy są po to, żeby je łamać". Może nawet uważamy, że to normalne, że 200 m od jakiegoś niebezpiecznego skrzyżowania już ogranicza się prędkość do 40-tki, że stoi 30-tka, jeśli coś tam robili na poboczu i nie skończyli, albo skończyli, ale zapomnieli zdjąć tego znaku i oczywiście nikt się nie zatroszył o ustawienie znaku odwołującego ten zakaz zaraz po przejechaniu "niebezpiecznego" odcinka, albo że na wielokilometrowych odcinkach ciągną się "obszary zabudowane", na których nie widać żadnych zabudowań itp. itd. Wszystko to przyjmujemy ze spokojem, bo przecież wiadomo, że i tak i tak tych ograniczeń nie będziemy przestrzegać, a zwolnimy TYLKO przed wyraźnie oznakowanym fotoradarem, ale na takich założeniach dosłownie i w przenośni daleko nie zajedziemy! W TYM WSZYSTKIM, CO SIĘ DZIEJE NIE CHODZI O NASZE BEZPIECZEŃSTWO, TYLKO O KASIORĘ! PRODUCENT RADARÓW CHCE ŻYĆ, A GMINIE KASKA Z MANDATÓW SIĘ PRZYDA! TYLKO, ŻE DZIŚ LUDZIE DOSKONALE WIEDZĄ W CO SIĘ GRA! WSZYSTKO TO PROWADZI DO DEWALUACJI PRAWA , BO PRZECIEŻ "PRZEPISY SĄ PO TO, ŻEBY JE ŁAMAĆ" A MA SIĘ NIJAK DO POPRAWY BEZPIECZEŃSTWA NA DROGACH, BO PRAWDZIWI PIRACI MAJĄ ANTYRADARY, CB RADIA I INNE METODY NA UNIKNIĘCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SZALEŃCZĄ JAZDĘ... Jeszcze raz podkreślam: NIE CHODZI O ŻADNE BEZPIECZEŃSTWO, A TYLKO I WYŁĄCZNIE O KAAAAAASIOOOOORĘĘĘĘĘ!!!

    Odpowiedz
  • Grzegorz(2012-07-18 11:20) Zgłoś naruszenie 00

    Jeżeli mandat ma być podatkiem niech będzie ale czy to zmieni i naprawi drogi nikt w to nie wierzy

    Odpowiedz
  • hitaczi(2012-07-18 10:41) Zgłoś naruszenie 00

    Dla mnie autostrada gdzieś w środku Polski to abstrakcja - obchodzi mnie natomiast to, że strach z dzieckiem wejść na przejście na zielonym świetle pod domem bo kierowcy nie zatrzymują się na tzw. zielonej strzałce, a o tym, że jak na jednym pasie kierowca zatrzyma się przed przejściem to ten na drugim pojedzie bez zastanowienia to nawet nie wspominam. Więc tak, popieram krucjatę przeciwko kierowcom w każdej formie - mimo że sam jestem kierowcą, i tak uważam, że policja słabo karze bo przewinienia i brak wyobraźni widać na każdym kroku.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie